“Incepcja: Gabrysia”

Posted in Tak zwane wiersze on sierpień 30th, 2010 by Duncan

Czasem zamykam oczy
Wstrzymuje na chwile oddech
Robię krok w przód
Moje ciało zostaje za mną a ja
Zamkniętymi oczyma patrzę
Na dusze świata
Na prawdziwe oblicza ludzi
Na odciśnięte w przedmiotach emocje
Dostrzegam z daleka tych mnie podobnych
Tętniących wieloma barwami
Mieniących się kolorami życia
Niczym pochodnie
Pośród zmierzchu ludzkiej szarości
Wyrytej w przetaczających się ulicami masach
Pustych życiem
Niczym słodycz
Pośród goryczy oblanej cukrem
Odciśniętej w lepkich od emocji przedmiotach
Pustych wspomnieniem
Zamykam oczy zamknięte
Nieśmiało robię kolejny krok w przód
Spoglądam zamkniętymi w zamkniętych oczach oczyma
Na dusze wewnątrz duszy świata
Kilka kolejnych kroków do przodu
Głęboko wewnątrz tego, czym wszyscy jesteśmy
Głębiej niż kiedykolwiek
Kładę na ziemi wewnątrz wielu ziem
Niewielki przedmiot, ideę, myślokształt, mem
Zebrany z fragmentów tych wszystkich
Których w moim życiu warto było znać
Czyste, piękne i niewinne
Pełne siły i pasji
Nasienie zmiany
Otwieram oczy wewnątrz oczu
Każde, wszystkie
Gdy znów jestem u siebie
Ona leży obok, uśmiecha się
Piękna Gabriela…

Dudusiowi… Tata :*<>(:

Tags: , , ,

“Anatomia Szaleństwa”

Posted in Tak zwane wiersze on kwiecień 7th, 2010 by Duncan

Insane by ~sumeco

Zjadłszy zawczasu swój mózg rdzą przeżarty
Rozważam nieśpiesznie lekkość bytu
Spacerującą meandrami spaczonej świadomości
Balansującą rozpaczliwie na skraju światów
W chwili wahania chwytającą krawędź
Jak brzytwa ostrą
Na której słowo Szaleństwo wypisano szkarłatem

Wykuwszy chwilę później swe oczy wypełnione nostalgią
Spoglądam leniwie na abstrakcyjność świata
To monochromatycznie zapadającego się w sobie
To niczym kwiat skąpany w barwach rozkwitającego
By zaraz dać się zniszczyć tym co spoglądają inaczej
Niż świat
Szeol z utęsknieniem czeka na takich jak oni

Oddawszy jakiś czas temu swe uszy tym którzy słuchać nie potrafią
Łudzę się, że nie jestem taki jak oni
Przysłuchuje się kłótniom, potyczkom i swarom
Rozważam znaczenie honoru, godności i dumy
Pustych słów, delikatnych i miękkich
Niczym papier w klozecie
Spłukany w niepamięć kanałów po tym jak się go użyje

Z każdym kolejnym krokiem z wolna zbliżam się do celu
Taplając się radośnie w ludzkiej ignorancji
Na zakręcie niebycia chwytam palcami przestrzeń
Bo to w szaleństwie jest metoda
A na tym pięknym świecie szaleńcy są coś warci
Gdyż tylko im jest dane
Zrozumieć lekkość bytu - rozpostrzeć wolno skrzydła

vet for the insane by =pixellabor

Oto wynik przepracowania, stresu, permanentnego niedospania i wielu innych czynników. Poza tym…to dzięki, że jesteście, długo Was szukałem. To dzięki wam świat wokół mnie jest jaki jest, a ja jestem do niego zdystansowany na tyle aby móc pisać takie bzdety jak to powyżej. Dobra na dziś koniec sentymentów…zmykam spać :)<>(:

Tags: , , , , , , , , ,

„Stare Zdjęcia”

Posted in Tak zwane wiersze on luty 18th, 2010 by Duncan

Zatrzymany w ciszy nietrwania
Przeglądam stare czarnobiałe zdjęcia
Zamrożone na papierze wspomnienia
W pół zdania urwane myśli
Świat huczy wokół ogromem doznań
Zamykam oczy
Starając się wsłuchać w świata serca bicie
W ciszy nietrwania
W braku słów
Bezsens sensu
Z otaczającego wyłania się gwaru
Pozorny porządek jawi się jako maska
Noszona na twarzy przez chaos
I tylko stare czarnobiałe zdjęcia
Można ułożyć w porządku…


Zawsze piszę na opak.
Dużo mam ostatnio do zrobienia. Czasem za dużo…ale wbrew temu co widać powyżej jestem szczęśliwy jak nigdy.
Ja po prostu tak na opak czasem wyrażam to co w sercu noszę.

Tags: , , , , ,

„Szklane wieże”

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych, Tak zwane wiersze on lipiec 7th, 2009 by Duncan

Zamknięci szczelnie w domkach z naszych snów zbudowanych
Wielbimy próżnych bogów, co losem naszym grają
W niedorzeczności codziennego życia głęboko zaplątani
Gubimy sens radości i cel
Goniąc za ofiarą dla tych, co z góry spoglądają
Wyzbywając się godności biegniemy w wyścigu
Przed oczyma wciąż mając miraż - nagrodę na mecie
By nie pamiętać o tym, kim byliśmy rzucamy się w wir pracy
Owocami, której kupimy łaskę bogów
Kolejne złudzenie
Otoczeni kokonem cynizmu barykadujemy się w naszych snach
Szukając schronienia przed wiatrem zmian wiejącym z szczytów szklanych wież
Naginającym nas na swą modłę, łamiącym i powoli zadającym nam śmierć
Nim dobiegniemy do mety, nim zakrwawionym szlakiem wejdziemy na szczyt
Wierząc, że tego właśnie chcieliśmy
Uciekamy od siebie samych, których zostawiliśmy za drzwiami dzieciństwa
Giniemy spadając ze schodów, kiedyś takich wielkich.
Przed drzwiami cicho płacze porzucone dziecko
Samotne, zagubione wydarte z czyjejś duszy, aby nie przeszkadzać
Przecież być wiecznie dzieckiem - to nie wypada
Przyciśnięci ciężkim wiekiem naszych trumien, które sobie sami zbiliśmy
Leżymy samotnie śpiewając pogrzebowe pieśni
O tym, jakie było nasze życie.
Pieśni są bardzo krótkie, i bardzo smutne
Bardzo ciche
Szklane wieże wciąż lśnią poznaczone krwawymi szlakami
Niczym kryształowe sztylety wbite w błękit nieba
Choć nas już nie ma to wyścig wciąż trwa
Myślicie, że zrobi dla was wyjątek?
…nie łudźcie się!

Tego, co korporacja robi z człowiekiem nie zrozumie chyba nikt, kto w niej nie pracował. Tak, więc wszyscy Ci, którzy przyglądają się krawaciarzom pełnym litości wzrokiem nie wiedzą za bardzo, co widza. Maja przed oczyma obraz, który sami sobie stworzyli, lecz jest to obraz daleki od rzeczywistości.
Prawda jest, bowiem dużo bardziej wredna, niegodziwa i paskudna niż im się wydaje…

Właśnie skończyłem czytać „Córkę Łupieżcy” Jacka Dukaja. Trudno mi o niej pisać obiektywnie. Przeczytałem ją dopiero raz. To mało jak na książki tego autora. W chwili obecnej wżera mi się ona dopiero w głowę, przepływa przeze mnie i skłania do wielu dziwnych i chwilami niepokojących przemyśleń. Także w aspekcie tego, do czego ja sam zmierzam. Wciąż kłócą się we mnie dwie postawy. Ciągły dysonans pomiędzy tym, co chce robić, a tym, co powinienem robić. W momencie, gdy dotarło do mnie, że mój problem nie jest jeden jedyny i wyjątkowy stało się coś ciekawego. Przez chwile poczułem się jak człowiek, który spacerując swobodnie tysiąc metrów nad ziemią nagle zrozumiał, że nie potrafi latać. Wykonałem wtedy kilka gwałtownych ruchów niczym kojot z kreskówki i zacząłem spadać. Przez chwilę syciłem się tym spadaniem i bardzo chciałem uwierzyć, że nic więcej nie mogę zrobić, a potem poleciałem.
Spojrzałem wtedy na otaczających mnie ludzi. Wszystkich. Ci, którzy mieli cele i potrafili do nich dążyć nie raz robili to, czego nie lubili, co nie sprawiało im przyjemności i nie sprawiało, że byli z siebie dumnie. Jednak świadomość tego, że robią coś by osiągnąć to, czego pragną, a nie siedzą i narzekają jak wokół źle i niedobrze sprawiała, że mogli znieść wszystko.

Zawsze jest wybór. Moim wyborem jest obecnie pracować w miejscu, które zapewni mojej powiększającej się rodzinie spokojny byt. Jak wiele jestem w stanie za to zapłacić? Nie wiem. Na pewno wiele. Gdy na szali ważą się losy osób tak bliskich zmienia się punkt widzenia. Pozostaje wiara w to, że cokolwiek zrobię będzie to coś słusznego. Wiara, że w środku pozostaną sobą…dziękuję Panu za pomoc Panie Dukaj.

…choć są trzy (i pół) osoby, które bardziej od niego zasługują na podziękowania. Jedną z nich jest moje Kochanie. Dwie pozostałe wiedzą, że to o nich…choć jedna może w to nie do końca wierzyć ;P

Tags: , , , ,

“Iwonka & Duncan: Year One”

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych, Tak zwane wiersze on maj 28th, 2009 by Duncan

Mogę mówić, pisać…wolałbym nie śpiewać ale też mogę. I co z tego skoro nic nie odda tego co mnie w ciągu minionego roku spotkało. Postarałem się jednak to ubrać w słowa. To nie wiersz to po prostu…

„Wyznanie”

Zakochałem się
W kobiecie pomiędzy wierszami
Z uśmiechem siedzącej na huśtawce
Rozpiętej miedzy światami

Zakochałem się
W dziewczynie z blasku księżyca utkanej
O niewinnym uśmiechu
I oczach, w których ktoś zamknął gwiazdy

Zakochałem się
W namiętnej pasji tego, co między nami
Wsłuchany w jęk Jej rozkoszny
Pod palcami czując wyprężone ciało

Zakochałem się
W dziewczynce, którą zawsze będzie
Dojrzałej kobiecie, którą jest, na co dzień
I w matce, którą się niedługo stanie

Zakochałem się
W mojej najlepszej przyjaciółce
Pomiędzy moim i ludzi światem stojącej
Na straży mnie i siebie zarazem

Zakochałem się
W osobie na pozór tylko zwykłej
Z ukrytym w głębi siebie ogniem
I radosnym szaleństwem

Zakochałem się
W tym jak się śmieje, jak śpi, jak kocha
W Jej pasji życia
Którą dopiero po czasie dostrzegłem

Zakochałem się
W tym, co możemy razem osiągnąć
Co stworzyć i co wypracować
Trzymając się razem za ręce

Kocham
Sen, który wyszedł z mej głowy
Marzenie, które oblekło się w ciało
I powiedziało tak…kiedy Ją spytałem…

Ukochanej Żonie i Przyjaciółce
w Pierwszą rocznicę ślubu.
Krzysztof „Duncan” Słomkowski
Mąż

Tags: , , , , ,

Taka refleksja…

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych, Tak zwane wiersze on kwiecień 28th, 2009 by Duncan

„W Zawieszeniu”

Zawieszony w czasu trwaniu
Spoglądam błyszczącymi oczyma
W światło gwiazd odbite od powierzchni jeziora
Noc cicho szepcze do ucha
W pustej dłoni tkwi wspomnienie dotyku
Zawieszony w rzeczywistości pojmowaniu
Próbuje zrozumieć świata serca bicie
Niosące się wśród leśnych ścieżek i miejskich ulic
Poranne słońce świeci mi w oczy
W pustej głowie tkwią wspomnienia twojego uśmiechu
Zawieszony trwam
Próbuje słuchać, rozumieć, pojąć
Gdzieś na skraju świadomości wymyka mi się sens
Tryby jak opętane pracują w mej głowie
Ciche tykanie
Coraz szybciej i szybciej
Zawieszony w poznaniu sensu
Krzyczę chcąc zatrzymać świat
By jutra nie było
…ale jutro jest juz dziś
Zawieszony we własnym życiu
Uczę się go na nowo
Wstaję, oddycham, wracam do życia
Znów czuję dłoń Twoja w mojej
Twój uśmiech nie jest juz tylko wspomnieniem
Ruszamy w dalsza drogę…

ΞΟΞ

Rozmowa z kimś mądrym uświadomiła mi jak wielkie szczęście mnie spotkało…i jaki byłem mądry, że nie wypościłem go…jej z rąk.

Tags: , , , ,

“Serce”

Posted in Tak zwane wiersze on luty 3rd, 2009 by Duncan

Świat zafalował wokół mnie
Otoczony fragmentami rozdartego genomu łkałem
Gdzieś na skraju świadomości błąkał się głos
Gdzieś w mojej głowie rozbrzmiał obcy śpiew
Czarna smolista muzyka oblepiała mnie od wewnątrz
Była mną lecz ja nie byłem nią
Energicznie odbiłem się od pustego statku który przepłynął pode mną
Na chwile wybiwszy się ponad spieniony nurt ściekowiska nabrałem w płuca powietrza
Oczy piekły gdy otworzyłem je pod powierzchnią
Świat zafalował wokół mnie
Po jakimś czasie można się przyzwyczaić do piekących oczu
Wokół błąkały się dzieci, programowane przed narodzeniem
W powietrzu słychać było pytanie
Czy ma być prawnikiem czy może lekarzem, a może wybitnemu sportowcem
Głosy w mojej głowie śpiewały upiorne pieśni
Czarna smolista muzyka wyciekała ze mnie
Teraz oblepiała na zewnątrz
Serce trzepotało w piersi…po niewłaściwej stronie gotowe wyrwać się z klatki
Gotowe w świat gdzieś odfrunąć
Czarna lepka maź zastygła niczym pancerz
Zamarłem
Nade mną spieniony nurt ściekowiska niósł stertę śmieci kanałami milczącego miasta
Każdy w mieście zarabiał w ciszy pieniądze
Kłamał, zabijał niszczył.
Gwałcił i poniżał…za garść okruchów z Pańskiego stołu
Serce wściekle trzepocząc się w czarnej piersi zamarło…i pękło na milion kawałków
Odfrunęło trzepocząc wściekle przedsionkami
Skorupa pękła wraz z nim
Pękł czarny pancerz
Od kogoś pode mną odbiłem się w górę
Ku spienionemu nurtowi rzeki
Na brzegu przywitał mnie wilk
Szary o oczach nieskończenie starych i tak samo mądrych
On poprowadził mnie w głąb starej puszczy
Tam gdzie me serce uciekło z klatki…

ΞΟΞ

Heh… nie ma gorszego Wampira nad korporacje. Wyssa do ostatniej kropili krwi i nawet nie zrobi tego w przyjemny sposób…

Tags: , , , ,

“Proroctwo”

Posted in Tak zwane wiersze on grudzień 2nd, 2008 by Duncan

Gdy Odejdzie Fantazja
Gdy przeminą dni bohaterów
Gdy przytłoczeni tym co powszednie
Zapomnimy o tym co było
O dziecku które w Nas drzemie
…wtedy umrzemy
Choc wciąż wśród żywych bedziemy chodzić
…czy jednak zywych naprawde

ΞΟΞ

Napisałem to kiedyś gdy rankiem wracałem do akademika. Ludzie jadący do pracy mieli takie puste oczy. Czy ja też mam takie kiedy jadę co rano do pracy???

Tags: ,

“Lustro”

Posted in Tak zwane wiersze on listopad 20th, 2008 by Duncan

Patrzę na siebie z boku
Stojąc po drugiej stronie lustra
Widzę siebie beztroskiego
Bez reszty oddanego radosnej zabawie
Nie myślącego o niczym niż tylko przyjemność
Z za lustra tylko patrzę
Bojąc się zaciśniętymi bezsilnie pięściami
Kruchą tafle naruszyć
Stoję i patrzę
Krzyczę
Wiem, co mam zmienić, co zrobić
Z za lustra swojego głosu jednak nie słyszę
…może nie chce
Widzę siebie bawiącego się
Roześmianego
Upojonego radością życia
Niczym narkotykiem
Łaknącego kolejnej dawki
Nie baczącego na nic poza nią
Gdy demon idzie spać
Budzi się rozum i stara się to wszystko naprawić
Ale noce są zbyt krótkie, a lustro byt mocne
…aby je zbić
Budzi się demon
Na dzień dobry wciągając nosem kreskę beztroski
Oczy błyszczą tak mocno, że nie widać lęku
Tlącego się na ich dnie strachu przed jutrem
…i przed wczoraj
…i przed dzisiaj
Tłukę zaciśniętymi bezsilnie pięściami w gładka tafle lustra
Zostawiam czerwone ślady patrząc jak on upaja się życiem
Krzyczę błagam
On nie słyszy…nie chce?
Na gładkiej pokrytej czerwienią tafli lustra widzę pierwsze pęknięcia

ΞΟΞ

Napisałem to kiedyś w przypływie podłamania spowodowanego pracą. Heh…szkoda gadać.

Tags: , , , ,

“Kalekie Anioły”

Posted in Tak zwane wiersze on listopad 20th, 2008 by Duncan

Sałem w skupieniu na skraju dachu
Ja Anioł
Kaleki, bo jednoskrzydły
Chodnik w dole setki metrów poniżej
Był niczym mała szara kreska, po której spacer swój odbywają mrówki
Kusił
W swobodnym tańcu na gzymsie topiłem swą samotność pustą
Każdym krokiem naigrywając się z swego losu
Z swego pięknego jednego skrzydła, które choć piękne
Wzbić się w powietrze mi zabraniało
Stopa uderzająca gdzieś w pustkę pode mną
Specjalnie? Czy może przypadkiem?
Nie wiem
Początek końca
Szum wiatru w uszach, smak ust Jej w mych ustach
Na plecach dłoni namiętny dotyk, silnych, lecz czułych ramion objecie
Spadamy
Złaknieni siebie
Objęci, wolni, szczęśliwi
Mknąc ku nieszczęściu i szumem wiatru się sycąc
Własnym smakiem, dotykiem, oddechem
Wspólną wolnością
Z przyszłości wspólnej bez litości odarci
Jej jedynej prawdziwie pozbawieni
W rozkosznej pasji pochłonięci sobą
Nieświadomi mocy, co w nich samych drzemie
Rozpościeramy nasz piękne kalekie skrzydła
Bardziej w odruchu niż dla efektu
Dla Nas to były godziny niemalże
Gdy nie nadeszło to
Na cośmy czekali
Po chwili pomknąć nam przyszło
Nad mrówek zamyślonymi, smutnymi głowami
Co spacerują po szarej kresce nie myśląc ni chwili o cudzie nad nimi
O pięknych kalekich aniołach
Szczęśliwie objętych, sycących się sobą
Wbrew wszystkim prawom
Wbrew tak-będzie-lepiej…

ΞΟΞ

Heh… i znowu przez Ciebie i dla Ciebie pisze.
Pogrążam się zapewne, ale co mi tam.
Jestem Dzięki Tobie szczęśliwy.

Tags: , , ,