<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	>

<channel>
	<title>Avalanhe</title>
	<atom:link href="http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://avalanhe.alterblog.pl</link>
	<description>Ale ja nie chce trafić pomiędzy szaleńców. Nie masz wyjścia Alicjo tu wszyscy sa szaleni...</description>
	<pubDate>Thu, 02 Sep 2010 19:33:10 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.5.1</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>&#8220;Incepcja: Gabrysia&#8221;</title>
		<link>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=60</link>
		<comments>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=60#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Aug 2010 21:03:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Duncan</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Tak zwane wiersze]]></category>

		<category><![CDATA[Gabrysia]]></category>

		<category><![CDATA[Incepcja]]></category>

		<category><![CDATA[Radość]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://avalanhe.alterblog.pl/?p=60</guid>
		<description><![CDATA[Czasem zamykam oczy
Wstrzymuje na chwile oddech
Robię krok w przód
Moje ciało zostaje za mną a ja
Zamkniętymi oczyma patrzę
Na dusze świata
Na prawdziwe oblicza ludzi
Na odciśnięte w przedmiotach emocje
Dostrzegam z daleka tych mnie podobnych
Tętniących wieloma barwami
Mieniących się kolorami życia
Niczym pochodnie
Pośród zmierzchu ludzkiej szarości
Wyrytej w przetaczających się ulicami masach
Pustych życiem
Niczym słodycz
Pośród goryczy oblanej cukrem
Odciśniętej w lepkich od emocji przedmiotach
Pustych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czasem zamykam oczy<br />
Wstrzymuje na chwile oddech<br />
Robię krok w przód<br />
Moje ciało zostaje za mną a ja<br />
Zamkniętymi oczyma patrzę<br />
Na dusze świata<br />
Na prawdziwe oblicza ludzi<br />
Na odciśnięte w przedmiotach emocje<br />
Dostrzegam z daleka tych mnie podobnych<br />
Tętniących wieloma barwami<br />
Mieniących się kolorami życia<br />
Niczym pochodnie<br />
Pośród zmierzchu ludzkiej szarości<br />
Wyrytej w przetaczających się ulicami masach<br />
Pustych życiem<br />
Niczym słodycz<br />
Pośród goryczy oblanej cukrem<br />
Odciśniętej w lepkich od emocji przedmiotach<br />
Pustych wspomnieniem<br />
Zamykam oczy zamknięte<br />
Nieśmiało robię kolejny krok w przód<br />
Spoglądam zamkniętymi w zamkniętych oczach oczyma<br />
Na dusze wewnątrz duszy świata<br />
Kilka kolejnych kroków do przodu<br />
Głęboko wewnątrz tego, czym wszyscy jesteśmy<br />
Głębiej niż kiedykolwiek<br />
Kładę na ziemi wewnątrz wielu ziem<br />
Niewielki przedmiot, ideę, myślokształt, mem<br />
Zebrany z fragmentów tych wszystkich<br />
Których w moim życiu warto było znać<br />
Czyste, piękne i niewinne<br />
Pełne siły i pasji<br />
Nasienie zmiany<br />
Otwieram oczy wewnątrz oczu<br />
Każde, wszystkie<br />
Gdy znów jestem u siebie<br />
Ona leży obok, uśmiecha się<br />
Piękna Gabriela&#8230;</p>
<p><img src="http://www.print-london.co.uk/public_html/print-london.co.uk/images/Artist%20Images/Dolk/I%20Am%20Your%20Father.jpg" alt="" width="401" height="288" /></p>
<p style="text-align: right;">Dudusiowi&#8230; Tata :*&lt;&gt;(:</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2&amp;p=60</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>PiS - Prawdziwa Lewica</title>
		<link>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=59</link>
		<comments>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=59#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 30 Jun 2010 18:34:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Duncan</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Duncyk o rzeczach oczywistych]]></category>

		<category><![CDATA[ANTY PiS]]></category>

		<category><![CDATA[AntyKaczor]]></category>

		<category><![CDATA[Politykowanie]]></category>

		<category><![CDATA[Przezydent]]></category>

		<category><![CDATA[Wybory]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://avalanhe.alterblog.pl/?p=59</guid>
		<description><![CDATA[ 
Czytaliście program wyborczy PiS?
Prawo i Sprawiedliwość jest partią, której program i działania oparte są o następujące założenia:

Zwiększenie ingerencji Państwa      w Gospodarkę - cecha lewicowa (PZPR, NSDAP)

Ø kontrolowanie strategicznych gałęzi przemysłu,
Ø opóźnianie i spowalnianie prywatyzacji,
Ø zwiększenie osłon socjalnych,
Ø wspieranie związków zawodowych,
Ø polityczny wpływ na zarządy spółek prywatnych,

Zwiększenie ingerencji Państwa  [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[if gte mso 9]><xml> Normal   0   21         false   false   false                             MicrosoftInternetExplorer4 </xml><![endif]--><!--[if gte mso 9]><xml> </xml><![endif]--> <!--[if gte mso 10]></p>
<style>
 /* Style Definitions */
 table.MsoNormalTable
	{mso-style-name:Standardowy;
	mso-tstyle-rowband-size:0;
	mso-tstyle-colband-size:0;
	mso-style-noshow:yes;
	mso-style-parent:"";
	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
	mso-para-margin:0cm;
	mso-para-margin-bottom:.0001pt;
	mso-pagination:widow-orphan;
	font-size:10.0pt;
	font-family:"Times New Roman";
	mso-ansi-language:#0400;
	mso-fareast-language:#0400;
	mso-bidi-language:#0400;}
</style>
<p><![endif]--></p>
<p>Czytaliście program wyborczy PiS?</p>
<p>Prawo i Sprawiedliwość jest partią, której program i działania oparte są o następujące założenia:</p>
<ul type="disc">
<li><strong>Zwiększenie ingerencji Państwa      w Gospodarkę - cecha lewicowa (PZPR, NSDAP)</strong></li>
</ul>
<p>Ø kontrolowanie strategicznych gałęzi przemysłu,</p>
<p>Ø opóźnianie i spowalnianie prywatyzacji,</p>
<p>Ø zwiększenie osłon socjalnych,</p>
<p>Ø wspieranie związków zawodowych,</p>
<p>Ø polityczny wpływ na zarządy spółek prywatnych,</p>
<ul type="disc">
<li><strong>Zwiększenie ingerencji Państwa      w życie Obywateli - cecha lewicowa (PZPR, NSDAP)</strong></li>
</ul>
<p>Ø karanie więzieniem ludzi korzystających z metody invitro,</p>
<p>Ø bojkot mniejszości etnicznych i seksualnych</p>
<p>Ø bojkot dialogu w sprawie legalizacji miękkich narkotyków</p>
<p>Ø bojkot poglądów religijnych odmiennych od tych propagowanych przez partie</p>
<p>Ø wspieranie nieudaczników o leni kosztem ludzi, którzy ciężką praca do czegoś doszli (tzw. wyrównywanie szans)</p>
<ul type="disc">
<li><strong>Zwiększenie ingerencji Państwa      w Kulturę - cecha lewicowa (PZPR, NSDAP)</strong></li>
</ul>
<p>Ø kreowanie przez media publiczne Jarosława Kaczyńskiego, jako jednostki wodzowskiej</p>
<p>Ø nieobiektywne przedstawianie spraw nieprzychylnych PiSowi w mediach publicznych</p>
<p>Ø  forma debaty - nie będącej debatą czyli dialogiem - narzuconej przez media publiczne</p>
<p>Ø  IPN będący narzędziem nacisku polityczno społecznego, wojna teczkowa</p>
<ul type="disc">
<li><strong>Odwoływanie się do wielkości      historycznej narody Polskiego - cecha narodowo socjalistyczna, faszyzująca      (NSDAP)</strong></li>
</ul>
<p>Ø  rozpamiętywanie historii</p>
<p>Ø  wyciąganie brudów z przeszłości</p>
<p>Ø  podważanie osiągnięć z okresu poprzedniego ustroju</p>
<p>Ø  umacnianie mitu potęgi lokalnej</p>
<p>Ø  fobia narodowa - tutaj skierowana przeciw Niemcom i Rosjanom</p>
<p>Największym osiągnięciem Jarosława Kaczyńskiego jest stworzenie najbardziej lewicowej partii od czasu PZPRu i wmówienie wyborcom, że Patria ta walczy z postkomuną. Tak więc PiS jest z zasady ugrupowaniem politycznym opartym na kłamstwie!!!</p>
<p>Nawet, jeśli Komorowski nie jest Twoim wymarzonym kandydatem to idź na niego zagłosować, by nie dostać po 4lipca Polski rządzonej przez ugrupowanie oparte na zakłamaniu, obłudzie i fobiach wszelakich.</p>
<p><img style="vertical-align: middle;" src="http://kaczory.ovh.org/normal_Darth-Kaczynski.jpg" alt="" width="233" height="267" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2&amp;p=59</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Recenzja: &#8220;Karczma Niedokończonych Opowieści&#8221;</title>
		<link>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=58</link>
		<comments>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=58#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 22 Jun 2010 19:50:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Duncan</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Rozdroża]]></category>

		<category><![CDATA[Barbara Karlik]]></category>

		<category><![CDATA[Folk]]></category>

		<category><![CDATA[Harfa]]></category>

		<category><![CDATA[Maskotka]]></category>

		<category><![CDATA[muzyka]]></category>

		<category><![CDATA[Recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://avalanhe.alterblog.pl/?p=58</guid>
		<description><![CDATA[
Wreszcie po wielu tygodniach oczekiwań zakupiłem drugi krążek Harfiarki Barbary Karlik zatytułowany Karczma Niedokończonych Opowieści. Sam zakup poprzedziło wysłuchanie koncertu promującego  publikację. Jak zwykle było magicznie. Wprawdzie tym razem Harfiarka ograniczyła się jedynie do utworów które znalazły się na płycie oraz dwóch bonusów które z pewnych przyczyn nie mogły się na niej znaleźć jednak w [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="aligncenter" src="http://profile.ak.fbcdn.net/hprofile-ak-snc4/hs324.snc4/41583_119668868076107_615_n.jpg" alt="" width="200" height="205" /><!--[if gte mso 10]></p>
<style>
 /* Style Definitions */
 table.MsoNormalTable
	{mso-style-name:Standardowy;
	mso-tstyle-rowband-size:0;
	mso-tstyle-colband-size:0;
	mso-style-noshow:yes;
	mso-style-parent:"";
	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
	mso-para-margin:0cm;
	mso-para-margin-bottom:.0001pt;
	mso-pagination:widow-orphan;
	font-size:10.0pt;
	font-family:"Times New Roman";
	mso-ansi-language:#0400;
	mso-fareast-language:#0400;
	mso-bidi-language:#0400;}
</style>
<p><![endif]--></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Wreszcie po wielu tygodniach oczekiwań zakupiłem drugi krążek Harfiarki Barbary Karlik zatytułowany Karczma Niedokończonych Opowieści. Sam zakup poprzedziło wysłuchanie koncertu promującego  publikację. Jak zwykle było magicznie. Wprawdzie tym razem Harfiarka ograniczyła się jedynie do utworów które znalazły się na płycie oraz dwóch bonusów które z pewnych przyczyn nie mogły się na niej znaleźć jednak w żadnym stopniu nie umniejszyło to jakości koncertu.<br />
Wracając do płyty, to muszę przyznać, że utwory, które się na niej znalazły doskonale ukazują jak wszechstronnym i ciekawym instrumentem jest Celtycka Harfa Cláirseach. Każdy z nich jest jak sugeruje tytuł osobną opowieścią i pokazuje nam tak instrument jak i talent Basi od innej strony.<br />
Pierwszy utwór jest w zasadzie niesamowicie klimatycznym prologiem. Kolejne ballady niespiesznie i nieco nostalgicznie prowadzą nas przez irlandzką opowieść o miłości, rozmowę z morzem czy kołysankę wyjętą z Arturiańskich Mitów. Pieśni te zachwycają spokojem i skłaniają do przemyśleń jakby zatrzymywały czas. Na szczególną uwagę zasługuje w tym gronie „Modlitwa Morza&#8221;, która zaskakuje głębią ukrytą w pozornie prostym tekście dowodząc wielkiej wrażliwości i mądrości autorki.<br />
Z tej jakże miłej zadumy wyrywa nas lekka i wesoła ballada o tym jak to dobrze być hobbitem, która u każdych małżonków wywoła uśmiech, a narzeczonych może skłoni do pewnych odkrywczych przemyśleń. Biorąc pod uwagę poprzednie utwory „Jak dobrze być Hobbitem&#8221; zaskakuje żywą melodią i czarującym zawadiackim wykonaniem. W podobnym klimacie utrzymana jest „Piękna i Młoda&#8221; czarująca swoją dwuznacznością i lekkością, szybko wpada w ucho - złapałem się na mruczeniu jej melodii przy różnych okazjach - przekonując, że kobietom Pięknym nie należy ufać. Poprzedzająca ją „Kołysanka Boga Lira&#8221; podobnie jak wcześniejsza kołysanka z repertuaru Gwen Knighton mają w sobie coś takiego, że chce się je puszczać małym dzieciom wiedząc, że sprowadzą one dobry sen.<br />
Na osobny akapit zasługuje „Uwodzenie&#8221;, które choć spokojne to aż kipi pasją i emocjami. Ten utwór naprawdę uwodzi, sprowadzając myśli pełne żaru i pożądania. Niewiele zdążyło mi się słyszeć ballad tak sugestywnie przekazujących i oddziałujących na emocje. Zupełnie jakby ktoś skondensował ognisty romans - spotkanie, poznanie, zbliżenie i ekstazę - w minucie i trzydziestu jeden sekundach muzycznej orgii. Coś absolutnie doskonałego.<br />
Na płytę dostało się trzynaście utworów. Każdy z nich jest inny, każdy jest osobną opowieścią, która skłania do przemyśleń, uczy lub bawi. Powyżej opisałem te które wywarły na mnie największe wrażenie jednak każdy z nich zasługuje na uwagę.<br />
Po mimo całej masy zachwytów płyta ma jednak pewne wady. Basia jako osoba która kształciła się w śpiewie operowym ma tendencje do „zoperowiania&#8221; niektórych utworów lub ich fragmentów, co w moim odczuciu nie zawsze pasuje do charakteru instrumentu. Szczęśliwie jest tego zdecydowanie mniej niż na poprzedniej płycie, co w połączeniu z różnorodnością utworów oraz dużo przyjemniejszym odbiorem ogólnym płyty pokazuje, że Harfiarka rozwija się w tempie ekspresowym.<br />
Ponadto mam nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami autorki na kolejnych płytach znajdą się aranżacje z instrumentami towarzyszącymi gdyż kilka utworów aż się prosi o smyczki czy gitarę.<br />
Podsumowując „Karczma Niedokończonych Opowieści&#8221; to - mimo drobiazgów, które pozostają kwestią gustu - czterdzieści pięć minut doskonalej muzycznej uczty która zadowoli tak osoby zaznajomione z twórczości Basi jak i te które dopiero poznają Harfiarkę.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" src="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc3/hs282.snc3/27746_112925295414568_109941085712989_78219_1646142_n.jpg" alt="" width="400" height="265" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2&amp;p=58</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>No bo szlag mnie trafia!!!</title>
		<link>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=57</link>
		<comments>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=57#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Jun 2010 19:29:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Duncan</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Pokój Wielkiego...Błazna]]></category>

		<category><![CDATA[Humor]]></category>

		<category><![CDATA[Marudzenie]]></category>

		<category><![CDATA[Politykowanie]]></category>

		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://avalanhe.alterblog.pl/?p=57</guid>
		<description><![CDATA[Aby wyrazić swój całkowity brak zrozumienia dla ujawnienia stenogramu rozmów z kabiny pilotów oraz wyrazić bezbrzeżne zdziwienie dla głupoty Polaków którzy naprawdę nie wiem czego po owym dokumencie oczekiwali* napisałem poniższa humoreskę:
STENOGRAMY
Chociaż Warta może wylać
O powodzi juz nie słychać
Teraz w mediach Stenogramy
Ku uciesze Leszka Mamy
Nic nie mówią, nie otwarcie
Że na lądowanie miał syn parcie
Jarek z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Aby wyrazić swój całkowity brak zrozumienia dla ujawnienia stenogramu rozmów z kabiny pilotów oraz wyrazić bezbrzeżne zdziwienie dla głupoty Polaków którzy naprawdę nie wiem czego po owym dokumencie oczekiwali* napisałem poniższa humoreskę:</p>
<p><strong>STENOGRAMY</strong></p>
<p>Chociaż Warta może wylać<br />
O powodzi juz nie słychać<br />
Teraz w mediach Stenogramy<br />
Ku uciesze Leszka Mamy<br />
Nic nie mówią, nie otwarcie<br />
Że na lądowanie miał syn parcie<br />
Jarek z Rady się wymyka<br />
Czym uderza Bronka z Byka<br />
Całej Polsce pokazuje<br />
Jakie z Platformerów zbóje<br />
Co obywatelom chcą zabronić<br />
Samodzielnie prawdę gonić<br />
Tak, więc rząd srodze zgromiony<br />
Zapis rozmów dał skruszony<br />
Wszyscy śledzą pilnie tekst<br />
Chcą sensacji, a tu kleks<br />
Bo z zapisu nie wynika<br />
Czemu zginał Pan Kurtyka<br />
Oraz inni, których w obroty<br />
Wziął Prezydent tej soboty<br />
W mediach stada specjalistów<br />
Obiektywnych, nie turpistów<br />
Chcących ludziom wytłumaczyć<br />
Na co trzeba tutaj baczyć<br />
Nie sensacji tylko szukać<br />
Ale w czoło się popukać<br />
I zostawić spraw badanie<br />
Ludziom, co się znają na niej<br />
A nie tylko wróżą z fusów<br />
Skrzydlatego autobusu<br />
Co miał pecha<br />
Wioząc Lecha<br />
Zahaczywszy wpierw o brzozę<br />
Spaść i zabić biedą kozę<br />
Co się pasła przy lotnisku<br />
Na czarownym wrzosowisku<br />
O niej jednak nikt nie pisze<br />
Na jej temat mamy cisze<br />
Tym akcentem wielce smutnym<br />
Chcę pokazać ludziom butnym<br />
Dajcie sobie na wstrzymanie<br />
A tej sprawy wyjaśnianie<br />
Pozostawcie specjalistom<br />
A nie politycznym-glistom</p>
<p><img src="http://fc01.deviantart.net/fs4/i/2005/138/3/a/Anger_by_Dark_Asphyxiation.jpg" alt="" width="301" height="398" /></p>
<p style="text-align: justify;">Wiem, że technicznie nie jest to twór doskonały, ale dopadł mnie  ogólny wkurw na polityków i dziennikarzy którzy zamiast pozwolić  prowadzić śledztwo ludziom, którzy się na tym znają sami snują domysły i  niepotrzebnie spekulują przypinając sobie metkę bojowników prawdy.  Chuja tam prawda!! Jak się na czymś nie znam to siedzę na dupie i czekam  co powiedzą eksperci, a nie snuje się jak smród po gaciach i zbijam  polityczny kapitał tudzież podbijam oglądalność żerując na ludzkiej  tragedii i do tego obłudnie twierdząc, że robie to w imię prawdy czy  tzw. Interesów zwykłych ludzi!!<br />
Normalnie szlag mnie trafia!!</p>
<p style="text-align: justify;">***    ***   ***</p>
<p style="text-align: justify;">*24% ankietowanych naprawdę wierzyło, że stenogramy  jednoznacznie wyjaśnią przyczyny katastrofy. Kurde mieszkam w kraju w  którym niemal co czwarty obywatel to DEBIL!!!!!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2&amp;p=57</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Duncyk o rzeczach oczywistych cz. kolejna ;)</title>
		<link>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=56</link>
		<comments>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=56#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 20 Apr 2010 21:19:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Duncan</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Duncyk o rzeczach oczywistych]]></category>

		<category><![CDATA[Katastrofa]]></category>

		<category><![CDATA[Katyń]]></category>

		<category><![CDATA[Media]]></category>

		<category><![CDATA[Moje zdanie]]></category>

		<category><![CDATA[Polityka]]></category>

		<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>

		<category><![CDATA[Smoleńsk]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://avalanhe.alterblog.pl/?p=56</guid>
		<description><![CDATA[Ja wiem, że nie napisze poniżej niczego o odkrywczego, ale tak jakoś mnie ciśnie, aby się wypowiedzieć na kilka tematów.
Zacznę od tego, że można z pewnym uogólnieniem powiedzieć, iż po tragedii w Smoleńsku cała Polska zjednoczyła się w wspólnej żałobie. Życie stracili tam ludzie, których w zasadzie wszyscy znamy. Niektórych szanowaliśmy, niektórymi przeciwnie, wręcz pogardzaliśmy. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;">Ja wiem, że nie napisze poniżej niczego o odkrywczego, ale tak jakoś mnie ciśnie, aby się wypowiedzieć na kilka tematów.<br />
Zacznę od tego, że można z pewnym uogólnieniem powiedzieć, iż po tragedii w Smoleńsku cała Polska zjednoczyła się w wspólnej żałobie. Życie stracili tam ludzie, których w zasadzie wszyscy znamy. Niektórych szanowaliśmy, niektórymi przeciwnie, wręcz pogardzaliśmy. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet Ci, z ofiar, z których poglądami się nie zgadzałem byli ludźmi, którzy starali się zmieniać Polskę na kraj z ich punktu widzenia - zwykle niestety różny od mojego - lepszy. Uważam, że wobec tego należy uszanować ich śmierć.<br />
Niestety, uszanowanie śmierci, a robienie z nich męczenników i to sprawy zupełnie różne. W chwili obecnej media skupiają się na gloryfikowaniu każdej z ofiar katastrofy jakby za życia byli niemalże świętymi. Nie twierdzę, że należy ich rozliczać czy coś takiego, ale moim zdaniem uszanowanie czyjegoś życia nie oznacza przypisywania mu wyolbrzymionych bądź wyimaginowanych zasług. Tak, więc z trudem powstrzymuje kpiący uśmiech, gdy widzę internetowe posty wychwalające ludzi, których jeszcze kilkanaście dni temu opluwano i którym złorzeczono.<br />
Co się natomiast tyczy sprawy internetowych postów to hipokryzja internautów jest czymś niesamowitym. Ludzie korzystając z dobrodziejstw pozornej anonimowości internetu wypisują takie teksty, że włosy na głowie dęba stają. Z jednej strony nawołuje się do wyciszenia, refleksji i zadumy nad tragedią by zaraz wyzwać każdego, kto ośmieli się mieć inne zdanie niż tłum. I to zwykle z użyciem licznych słów powszechnie uważanych za wulgarne lub odnoszących się do domniemanej orientacji seksualnej opluwanego.<br />
Gdzieś tam we mnie kiełkowała mikroskopijna nadzieja, że ta tragedia naprawdę sprawi, że Polacy będą&#8230;hmm, dojrzalsi w dyskusji, bo chyba to jest to, co najlepiej ujmuje tą nadzieję. Oczywiście realistyczna część mojej natury szybko ubrała glany i z dziką szyderczą radością zadeptała nadzieję niczym tlący się niedopałek (rany ale poetycko:P). Swoją droga zawsze strasznie bawiła mnie forumowa mierzalność inteligencji. Zakłada ona, że dopóki masz poglądy zbieżne z większością forumowiczów dopóty pozostajesz osoba inteligentną. Niestety jak tylko ośmielisz wyrazić w tej „dyskusji&#8221; zdanie odmienne - nie ważne jak logicznymi i sensownymi argumentami dysponując - to zaraz zjawia się na forum taki „mierzacz intelektu&#8221;, który stwierdza, że dana osoba jak i grono, w którym się ona obraca są wyjątkowo mało inteligentne i dyskusja z kimś takim nie ma najmniejszego sensu. Siła tej retoryki uwidacznia się szczególnie w nurcie dyskusji na temat miejsca pochówku pary prezydenckiej oraz ewentualnych zarzutów o hipokryzje internetowych żałobników.<br />
Właśnie, żałoba. Nigdy nie rozumiałem instytucji żałoby narodowej, zawsze ją bojkotowałem i choć tym razem nie marudzę na jej wprowadzenie - w końcu ogrom tragedii jest naprawdę wielki - to jednak jakoś mnie śmiech bierze na ten patos, morze łez i inne takie. Ja rozumiem, że zginęli ludzie, ale rozpatrujemy to z dwóch punktów widzenia. Po pierwsze odeszli ludzi, którzy maja znajomych i rodzinę. Rozumiem, że właśnie oni są w żałobie, że oni tęsknią i, że ich życie zmieniło się po tej stracie. Moje się nie zmieniło, dlaczego więc mam płakać i bić się w pierś. Jak ktoś chce to proszę bardzo, ale nie podoba mi się presja, jaką wywierają media i cała masa ludzi, którzy są w żałobie pod wpływem trendu. Drugi punkt, z jakiego można spojrzeć na tą tragedię to utrata ważnych dygnitarzy państwowych. Szczęśliwie państwo jest tworem, którego twórcy hipotetycznie założyli możliwość wystąpienia takich zdarzeń jak katastrofa w Smoleńsku. Wiem, że zabrzmi to brutalnie, ale nie ma ludzi niezastąpionych i choćby nie wiem jak wychwalano tragicznie zmarłych polityków to na ich stołkach ma, kto zasiąść. Więcej, uważam, że całe to gadanie o tym jak trudno piastować stanowisko po zmarłych kolegach to można sobie między bajki włożyć. Polityka nie jest miejscem, w którym liczą się sentymenty. Owszem ludzie Ci na pewno cierpią po stracie znajomych, niejednokrotnie przyjaciół. Nie oszukujmy się jednak. Politykiem nie zostaje ktoś, kto kieruje się w życiu sentymentem i sercem. Polityk musi myśleć, a myślenie nakazuje, aby po oczekiwanym przez wyborców okresie żałoby zabrać się do pracy i starać zapewnić ciągłość polityki własnego ugrupowania i państwa.<br />
Tak, więc zastanawiam się, czy opłakujemy ludzi czy stanowiska. Bo jeśli ludzi to nie widzę sensu opłakiwać kogoś, kogo się nie znało - bo tak naprawdę ich nie znaliśmy. Jeśli stanowiska&#8230;cóż opłakiwanie stanowisk mówi samo za siebie.<br />
Trzecia sprawa, która mnie mierzi to ciągłe porównywanie katastrofy do zbrodni w Katyniu i chory polski mesjanizm. W 1940 roku w Katyniu zginął kwiat polskiej inteligencji. Ponad dwadzieścia tysięcy wykształconych polaków zamordowanych przez armie czerwoną. Więc zestawiając ich z niecałą setką ofiar w Smoleńsku, którą uparcie nazywa się kwiatem polskiej inteligencji jest moim zdaniem nieco żenujące. Polacy uwielbiają porównywać, ale to porównanie jest nie na miejscu. Gdy słyszę w mediach zapłakane głosy ludzi twierdzących, że tragedia ta zagroziła istnieniu Polski, jako kraju to naprawdę załamuje ręce na głupotą obywateli. Ja rozumiem, że kogoś to mogło dotknąć, ale tego typu teorie są, co najmniej bzdurne i świadczą i żałośnie niskim poziomie wiedzy z zakresu funkcjonowania Państwa. Oczywiście zaraz przy tym pojawia się lament o tym jak to Bóg (ten rzymskokatolicki rzecz jasna) doświadcza polski naród. Ludzie wyluzujcie i spójrzcie choć czasem poza czubek własnych nosów! Jeśli Polska jest doświadczana to co maja powiedzieć dzieci w Afryce, ofiary konfliktów na bliskim wschodzie czy Bałkanach? Jak mają się czuć narody które naprawdę od wielu lat cierpią jeśli kraj taki jak polska uważa się za „doświadczany przez Boga&#8221;. Niestety my zamiast coś robić wolimy siedzieć na tłustych zadkach i marudzić jak nam źle, niedobrze i jak nas historia doświadcza.<br />
Pozostając przy temacie porównań to musze przyznać, że bardzo rozczarował mnie Pan Rymanowski, który jest (był??) naprawdę wyśmienitym reporterem i prowadzącym, ale porównując katastrofę w Smoleńsku do śmierci Jana Pawła II chyba nieco przesadził. Śmierci Papieża się spodziewaliśmy, był on człowiekiem w słusznym wieku i bardzo schorowanym. Ponadto, co najważniejsze, śmierć ta nie miała bezpośredniego wpływu na polską politykę tak wewnętrzną jak i zewnętrzną. Tragedia Smoleńska, choć - wbrew temu co lansują media - istnieniu Państwa nie zagraża to na pewno w istotny sposób odciśnie się na jego funkcjonowaniu zwłaszcza w wypadku Prawa i Sprawiedliwości, które straciło najwięcej członków.<br />
Ukoronowaniem dziwacznych, porownań była jednak wypowiedź prezentera zdaje się Polsatu, według której śmierć Prezydenta i podróżujących z nim ludzi była hołdem dla ofiar Katynia. Byłem w takim szoku, że nawet nie spamiętałem nazwiska owego redaktora. No, bo skoro był to hołd to ja rozumiem, że samolot rozbił się specjalnie!? Normalnie słów brakuje. To teraz jak ktoś ma wypadek samochodowy koło Oświęcimia to jest to hołd dla ofiar holocaustu. Bo tak wynika z wypowiedzi Pana redaktora.<br />
Inną kuriozum jest powtarzana w mediach opinia, że Polska została osierocona. Będę wredny i przeanalizuje ten zwrot dokładnie. Ojczyzna z racji formy żeńskiej powszechnie uważana jest za matkę swych obywateli. Jest to utarty poetycki obraz matki ojczyzny roztaczającej swą piecze nad obywatelami, którzy występują w tej konstrukcji, jako Dzieci. Zastanawiam się jak wobec powyższego matka może zostać osierocona tracąc dzieci!? Oczywiście można uznać, że stwierdzenie to jest prawdziwe, ale wtedy musimy założyć, że to Para prezydencka była instytucją rodzicielską nad osieroconą Ojczyzną. Takie założenie prowadzi jednak do punktu, w którym zakładamy, że dwoje ludzi stoi nad ojczyzną, a to jest już niezdrowe.<br />
Tego typu przypadków można wymienić znacznie więcej począwszy od jawnie homofobicznego sobotniego kazania w Katedrze św. Jana po rozważanie męczeństwa Pana Kurtyki. Jednak całą sytuacje podsumowuje najlepiej fakt, że na pogrzeb do Krakowa po mimo pięknej pogody zamiast zapowiadanego miliona przybyło niecałe 40tys. Poza tym muszę przyznać, że bardzo nie żałobnie wyglądali ludzie z uśmiechem machający do kamery.<br />
Koniec końców dochodzę do wniosku, że media podeszły do całego zdarzenia bardzo nieprofesjonalnie i obłudnie. Głośno podnoszono temat zadumy, wyciszenia i żałoby, podczas gdy serwisy medialne prześcigały się w sensacyjnych tematach i żerowały na ludzkich tragediach nakręcając poczucie wielkiej smuty. Trochę to wszystko było dla mnie nieszczere. Bo jeśli ktoś nosił żałobę w sercu to ja naprawdę to szanuje. Tyle tylko, że tym czego na pewno media nie zrobiły to nie pozwoliły się ludziom wyciszyć&#8230;ale gdyby pozwolili spadła by oglądalność. Ot prawa rynku.<br />
Teraz, gdy jesteśmy już po żałobie, po sporach dotyczących brukania Wawelu czas wrócić do normalnego życia. Wiem doskonale, że niewiele się ono będzie różnić od tego przed katastrofą. Mam tylko nadzieję, że moje obawy się nie spełnią, że nasze społeczeństwo po mimo tragedii potrafi myśleć i kiedy przyjdzie wybierać będzie kierowało się rozumem, a nie wykreowanym przez media i spin doctorów współczuciem.</p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="vertical-align: middle;" src="http://www.markmallett.com/blog/wp-images/candle-in-the-dark.jpg" alt="" width="298" height="198" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2&amp;p=56</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>&#8220;Anatomia Szaleństwa&#8221;</title>
		<link>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=55</link>
		<comments>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=55#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 07 Apr 2010 21:11:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Duncan</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Tak zwane wiersze]]></category>

		<category><![CDATA[Komiks]]></category>

		<category><![CDATA[Kpiarz]]></category>

		<category><![CDATA[Lojf]]></category>

		<category><![CDATA[Ludzie to Debile]]></category>

		<category><![CDATA[Nie lubie swojej Pracy]]></category>

		<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>

		<category><![CDATA[Przyjaźń]]></category>

		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<category><![CDATA[Szaleństwo]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://avalanhe.alterblog.pl/?p=55</guid>
		<description><![CDATA[ 

Zjadłszy zawczasu swój mózg rdzą przeżarty
Rozważam nieśpiesznie lekkość bytu
Spacerującą meandrami spaczonej świadomości
Balansującą rozpaczliwie na skraju światów
W chwili wahania chwytającą krawędź
Jak brzytwa ostrą
Na której słowo Szaleństwo wypisano szkarłatem
Wykuwszy chwilę później swe oczy wypełnione nostalgią
Spoglądam leniwie na abstrakcyjność świata
To monochromatycznie zapadającego się w sobie
To niczym kwiat skąpany w barwach rozkwitającego
By zaraz dać się zniszczyć tym co [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!--[if gte mso 9]><xml> <w:WordDocument> <w:View>Normal</w:View> <w:Zoom>0</w:Zoom> <w:HyphenationZone>21</w:HyphenationZone> <w:PunctuationKerning /> <w:ValidateAgainstSchemas /> <w:SaveIfXMLInvalid>false</w:SaveIfXMLInvalid> <w:IgnoreMixedContent>false</w:IgnoreMixedContent> <w:AlwaysShowPlaceholderText>false</w:AlwaysShowPlaceholderText> <w:Compatibility> <w:BreakWrappedTables /> <w:SnapToGridInCell /> <w:WrapTextWithPunct /> <w:UseAsianBreakRules /> <w:DontGrowAutofit /> </w:Compatibility> <w:BrowserLevel>MicrosoftInternetExplorer4</w:BrowserLevel> </w:WordDocument> </xml><![endif]--><!--[if gte mso 9]><xml> <w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"> </w:LatentStyles> </xml><![endif]--> <!--[if gte mso 10]></p>
<style>
 /* Style Definitions */
 table.MsoNormalTable
	{mso-style-name:Standardowy;
	mso-tstyle-rowband-size:0;
	mso-tstyle-colband-size:0;
	mso-style-noshow:yes;
	mso-style-parent:"";
	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
	mso-para-margin:0cm;
	mso-para-margin-bottom:.0001pt;
	mso-pagination:widow-orphan;
	font-size:10.0pt;
	font-family:"Times New Roman";
	mso-ansi-language:#0400;
	mso-fareast-language:#0400;
	mso-bidi-language:#0400;}
</style>
<p><![endif]--></p>
<p class="MsoNormal"><img style="vertical-align: middle; border: 5px solid black;" src="http://fc06.deviantart.net/fs11/i/2006/172/c/6/Insane_by_sumeco.jpg" alt="Insane by ~sumeco" width="296" height="534" /></p>
<p class="MsoNormal">Zjadłszy zawczasu swój mózg rdzą przeżarty<br />
Rozważam nieśpiesznie lekkość bytu<br />
Spacerującą meandrami spaczonej świadomości<br />
Balansującą rozpaczliwie na skraju światów<br />
W chwili wahania chwytającą krawędź<br />
Jak brzytwa ostrą<br />
Na której słowo Szaleństwo wypisano szkarłatem</p>
<p>Wykuwszy chwilę później swe oczy wypełnione nostalgią<br />
Spoglądam leniwie na abstrakcyjność świata<br />
To monochromatycznie zapadającego się w sobie<br />
To niczym kwiat skąpany w barwach rozkwitającego<br />
By zaraz dać się zniszczyć tym co spoglądają inaczej<br />
Niż świat<br />
Szeol z utęsknieniem czeka na takich jak oni</p>
<p>Oddawszy jakiś czas temu swe uszy tym którzy słuchać nie potrafią<br />
Łudzę się, że nie jestem taki jak oni<br />
Przysłuchuje się kłótniom, potyczkom i swarom<br />
Rozważam znaczenie honoru, godności i dumy<br />
Pustych słów, delikatnych i miękkich<br />
Niczym papier w klozecie<br />
Spłukany w niepamięć kanałów po tym jak się go użyje</p>
<p>Z każdym kolejnym krokiem z wolna zbliżam się do celu<br />
Taplając się radośnie w ludzkiej ignorancji<br />
Na zakręcie niebycia chwytam palcami przestrzeń<br />
Bo to w szaleństwie jest metoda<br />
A na tym pięknym świecie szaleńcy są coś warci<br />
Gdyż tylko im jest dane<br />
Zrozumieć lekkość bytu - rozpostrzeć wolno skrzydła</p>
<p><img style="vertical-align: middle;" src="http://fc03.deviantart.net/fs51/f/2009/336/5/a/5a5d43f32c796bd9a1a89bed7c6fe99d.jpg" alt="vet for the insane by =pixellabor" width="293" height="293" /></p>
<p><!--[if gte mso 9]><xml> <w:WordDocument> <w:View>Normal</w:View> <w:Zoom>0</w:Zoom> <w:HyphenationZone>21</w:HyphenationZone> <w:PunctuationKerning /> <w:ValidateAgainstSchemas /> <w:SaveIfXMLInvalid>false</w:SaveIfXMLInvalid> <w:IgnoreMixedContent>false</w:IgnoreMixedContent> <w:AlwaysShowPlaceholderText>false</w:AlwaysShowPlaceholderText> <w:Compatibility> <w:BreakWrappedTables /> <w:SnapToGridInCell /> <w:WrapTextWithPunct /> <w:UseAsianBreakRules /> <w:DontGrowAutofit /> </w:Compatibility> <w:BrowserLevel>MicrosoftInternetExplorer4</w:BrowserLevel> </w:WordDocument> </xml><![endif]--><!--[if gte mso 9]><xml> <w:LatentStyles DefLockedState="false" LatentStyleCount="156"> </w:LatentStyles> </xml><![endif]--> <!--[if gte mso 10]></p>
<style>
 /* Style Definitions */
 table.MsoNormalTable
	{mso-style-name:Standardowy;
	mso-tstyle-rowband-size:0;
	mso-tstyle-colband-size:0;
	mso-style-noshow:yes;
	mso-style-parent:"";
	mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
	mso-para-margin:0cm;
	mso-para-margin-bottom:.0001pt;
	mso-pagination:widow-orphan;
	font-size:10.0pt;
	font-family:"Times New Roman";
	mso-ansi-language:#0400;
	mso-fareast-language:#0400;
	mso-bidi-language:#0400;}
</style>
<p><![endif]--></p>
<p class="MsoNormal">Oto wynik przepracowania, stresu, permanentnego niedospania i wielu innych czynników. Poza tym…to dzięki, że jesteście, długo Was szukałem. To dzięki wam świat wokół mnie jest jaki jest, a ja jestem do niego zdystansowany na tyle aby móc pisać takie bzdety jak to powyżej. Dobra na dziś koniec sentymentów…zmykam spać :)&lt;&gt;(:</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2&amp;p=55</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Marvels - Recenzja</title>
		<link>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=54</link>
		<comments>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=54#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 28 Mar 2010 14:56:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Duncan</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Rozdroża]]></category>

		<category><![CDATA[Komiks]]></category>

		<category><![CDATA[Marvel]]></category>

		<category><![CDATA[Marvels]]></category>

		<category><![CDATA[Recenzja]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://avalanhe.alterblog.pl/?p=54</guid>
		<description><![CDATA[
Do czytania tego komiksu zabierałem się z obawą. Bałem się, że wszystko, co słyszałem na jego temat sprawi, że będę miał wygórowane wymagania i w efekcie się rozczaruje. Pierwsze pobieżne przekartkowanie wywołało pozytywne odczucia. Ładna fotorealistyczna kreska, elegancki kredowy papier, a wszystko to zamknięte w twardej niemal pancernej oprawie. Wiedząc jak nierozważne jest ocenianie książki [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img style="vertical-align: middle;" src="http://files.list.co.uk/images/2008/10/02/marvels.jpg" alt="" width="265" height="400" /></p>
<p style="text-align: justify;">Do czytania tego komiksu zabierałem się z obawą. Bałem się, że wszystko, co słyszałem na jego temat sprawi, że będę miał wygórowane wymagania i w efekcie się rozczaruje. Pierwsze pobieżne przekartkowanie wywołało pozytywne odczucia. Ładna fotorealistyczna kreska, elegancki kredowy papier, a wszystko to zamknięte w twardej niemal pancernej oprawie. Wiedząc jak nierozważne jest ocenianie książki po okładce i komiksu po kresce zabrałem się za czytanie.<br />
Opisana przez autorów historia zabiera nas w wyprawę po dziejach uniwersum Marvela. Obserwujemy wydarzenia od momentu pojawienia się pierwszego Human Torcha do pojedynku Spider Mana z Grean Goblinem i śmierci Gwen Stracy. W międzyczasie jesteśmy świadkami pojawienia się Namora w Nowym Yorku, walki Kapitana Ameryki z Niemcami, powstania i działalności Avengers czy ujawnienia się mutantów i powstania X-men.<br />
Najważniejsze jest jednak, że w historii tej uczestniczymy obserwując poczynania zwykłego człowieka, pozbawionego jakichkolwiek nadludzkich mocy i niebędącego superbohaterem. Bill Sheldon jest zwykłym fotoreporterem, który patrzy na świat zmieniający się na jego oczach. Świat, w którym dotychczas będąc Amerykaninem było się obywatelem najpotężniejszego kraju świata bezpiecznym w swoim idealnym państwie. Pojawienie się nadludzi wszystko zmieniło. Najpierw była ignorancja i próby logicznego wytłumaczenia. Potem strach i wściekłość. Gdy okazało się jednak, że Cudowni potrafią coś więcej niż tylko niszczyć pojawiła się sympatia, a zaraz po niej uwielbienie. Niestety zwykle nie trwały one długo.<br />
Autorzy bardzo umiejętnie prowadzą nas przez historię uniwersum i dokonują głębokiej i spójnej analizy reakcji społeczeństwa na novum jakim są nadludzie. Pokazują w sposób ciekawy i zajmujący jak ludzie reagują na inność i nadludzkie moce. Bohaterowie są na oczach Bila to gloryfikowani to opluwani. Gdy są potrzebni ludzie ich kochają, gdy bohaterowie cierpią, gdy umierają nikt ich nie wspiera.<br />
Spoglądając choćby na historię Europy można bez trudu zauważyć, że społeczeństwo obawia się tego, czego nie rozumie i nie jest w stanie kontrolować. Tutaj moce superhohaterów stały się katalizatorem pokazującym, że dopóki nadludzie robią to, czego się od nich oczekuje to wszystko jest w porządku. Jak tylko pozwalają sobie na odstępstwa i wyjście poza wyznaczone im ramy są piętnowani, a ich zasługi umniejszane. Pewnego rodzaju podsumowaniem wątku dotyczącego tolerancji wobec nadludzi jest wypowiedź głównego bohatera, który wychodząc z domu w trakcie drugiej „wizyty&#8221; Galactusa odpowiada sąsiadowi, że zapewne Fantastic 4 lub Avengers znowu ich uratują, a w nagrodę zostaną po raz kolejny przez społeczeństwo solidnie kopnięci w dupę. Scena ta bardzo dobitnie ukazuje, że ludzkość akceptuje nadludzi tylko wówczas, gdy ma nad nimi, choć pozorną kontrolę. Nawet wówczas tej akceptacji towarzyszy jednak strach.<br />
Punktem kulminacyjnym obaw związanych z nadludźmi jest pojawienie się Mutantów. O ile suerbohaterowie są przez społeczeństwo względnie akceptowani to mutanci są chorobą. Przedstawiani przez prasę i media, jako kolejny stopień w ewolucji wywołują strach „zwykłych&#8221; ludzi. Sprawia to, że obywatele chętnie wierzą w głoszone przez fanatyków pokroju Bolivara Traska teorie o przyszłości, w której ludzkość jest zniewolona przez Homo Superior. Strach przed nieznanym jest tak wielki, że nawet zafascynowany superbohaterami Bill nie wie, co ma myśleć o mutantach.<br />
Przez całą opowieść towarzyszą nam przemyślenia głównego bohatera. Jego wątpliwości, wewnętrzne monologi, które są jednocześnie próbą uporządkowania tego wszystkiego, co się wokół dzieje jak i zrozumienia zachowań ludzi wobec superbohaterów. Przy okazji jesteśmy też świadkami zmian, jakie zachodzą w samym Sheldonie. Niesamowite jest to jak postać ta rozwija się i przez całą opowieść. Nadaje to komiksowi głębi. Dzięki temu jeszcze bardziej jesteśmy świadomi tego jak bardzo „Cudowni&#8221; oddziaływają na otaczający ich świat.<br />
Bardzo podobało mi się, że po mimo bardzo poważnej tematyki publikacja ta jest pełna akcji i błyskotliwego cynicznego humoru. Przez życie Bila przewinęły się, bowiem takie postacie jak J.J. Jemyson, Peter Parker, Bucky, Nick Fury czy Dany Ketch (cudowny motyw) co sprawia, że uważny czytelnik odnajdzie masę smaczków dotyczących znanych postać z uniwersum. Co ciekawe kilku zabawnych sytuacji autorzy nie mogli być świadomi, bo gdy komiks powstawał nie wiedzieli jak rozwinięte zostaną pewne watki w uniwersum - jak choćby to, kto będzie Kapitanem Ameryką po śmierci Rogersa.<br />
Na osobny akapit zasługują dołączone na końcu publikacji artykuły prasowe. Jeśli w jakimś momencie na stronach komiksu pojawiają się ujęcia gazet z artykułami dotyczącymi superbohaterów to możecie być pewni, że znajdziecie je w czytelnej formie na końcu tomu. Autorzy włożyli bardzo dużo pracy w oddanie ich klimatu i moim zdaniem wyszło im doskonale. Choć nie jestem specjalistą od codziennej prasy amerykańskiej to musze przyznać, że czytając artykuły faktycznie miałem odczucie obcowania z czymś z epoki.<br />
Jak wspomniałem na samym początku komiks charakteryzuje się piękną fotorealistyczna kreską, a wydawca - Mucha Komiks - jak zwykle postarał się o doskonały papier i bardzo wysokiej jakości wydanie dzięki czemu możemy mieć pewność, że publikacja nie rozpadnie się nawet przy częstym czytaniu.<br />
Gdy po kilku godzinach skończyłem czytać stwierdziłem, że nigdy dotąd nie miałem do czynienia z tak dobrym i ambitnym komiksem ze stajni Marvela. Jestem wielkim fanem tego uniwersum jednak zwykle nie spodziewałem się po nim jakiejś większej głębi a tylko przyjemnej rozrywki. Marvels są doskonałym przykładem, że można napisać komiks, którego lektura jest jednocześnie doskonałą zabawą jak i skłaniającym do przemyśleń i refleksji dziełem nieustępującym pola żadnemu innemu medium.<br />
Za jedyna wadę komiksu można uznać jego cenę. Jeśli jednak lubicie ambitne pozycje to gwarantuje, że każdy z tych 99zł okaże się wydatkiem, którego nie będziecie żałować.</p>
<p><img style="vertical-align: middle;" src="http://i.livescience.com/images/marvelsproj.jpg" alt="" width="358" height="521" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2&amp;p=54</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Życie a Gry Komputerowe&#8230; ;)</title>
		<link>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=53</link>
		<comments>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=53#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 04 Mar 2010 20:20:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Duncan</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Pokój Wielkiego...Błazna]]></category>

		<category><![CDATA[Gry]]></category>

		<category><![CDATA[Humor]]></category>

		<category><![CDATA[Lojf]]></category>

		<category><![CDATA[Rodzinka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://avalanhe.alterblog.pl/?p=53</guid>
		<description><![CDATA[Z racji bycia świeżo upieczonym Tatą i zdobywanie płynącej z tego faktu całej masy nowych doświadczeń zauważyłem duża ilość analogi pomiędzy opiekowaniem się dziećmi, a Grami komputerowymi o charakterze taktycznym.



Podział na klasy jest aż nadto widoczny:

MAMA – Solider – Twardziel z zasobnikami pełnymi Mleka, którym konieczne jest ostrzeliwanie małego brzdąca (opcjonalnie może być doskonałym operatorem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Z racji bycia świeżo upieczonym Tatą i zdobywanie płynącej z tego faktu całej masy nowych doświadczeń zauważyłem duża ilość analogi pomiędzy opiekowaniem się dziećmi, a Grami komputerowymi o charakterze taktycznym.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><img style="border: 3px solid black; vertical-align: middle;" src="http://fc08.deviantart.net/fs32/f/2008/201/3/d/3dad652b34f56da010f00c4219404cb5.jpg" alt="" width="423" height="800" /></p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Podział na klasy jest aż nadto widoczny:</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong>MAMA – Solider –</strong> Twardziel z zasobnikami pełnymi Mleka, którym konieczne jest ostrzeliwanie małego brzdąca (opcjonalnie może być doskonałym operatorem ciężkiej butelki z mlekiem). Posiadła w stopniu mistrzowskim takie skile jak przewijanie i przebieranie czy kąpiel. Jest niesamowicie odporna na dźwięki wysokiej częstotliwości jak i ataki biologiczno chemiczne. Typowy Tank. Przyjmuje na siebie główny impet ataku Dziecka i w krytycznej sytuacji jest w stanie przetrwać go samotnie, ale wiąże się to zwykle dużym uszczerbkiem na zdrowiu psychicznym, co skutkuje nękaniem dziecka w późniejszych latach (zwanym potocznie syndromem nie odciętej pępowiny).</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong>TATA – Support  Officer –</strong> Jednostka wsparcia operująca w stałym kontakcie z Soliderem. Zapewnia jej zapasy pożywienia i wody. Wykonuje działania pomocnicze jak sprzątanie domu czy mycie naczyń. Czasem nawet gotuje. Zwykle jednak jego zadania polegają na wspieraniu Tanka przy działaniach bezpośrednio przy dziecku – asystowaniu przy kąpieli czy pomoc przy karmieniu bądź przewijaniu. Tata potrafi operować ciężką butelka z mlekiem, ale robi to gorzej od Solidera. Posiada bardzo wysoki poziom skila prowadzenia wózka.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Niestety w oddziałach o słabym morale i luźnej dyscyplinie spotyka się Support Officerów, którzy sprzeniewierzają się obowiązkom i próbują się od nich uchylić zwykle spotykając się z innymi SO i knując przy piwie bądź oglądając w telewizji mecze&#8230;też przy piwie.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong>BABCIA – Medic –</strong> Doświadczony weteran, który z niejednym dzieckiem sobie poradził. Zwykle pełna dobrych rad i celnych wskazówek. Ma zdolności wykraczające poza racjonalne rozumowanie. Potrafi uspokajać dziecko dotykiem, warzyć dziwne mikstury czy kojąco wpływać na sytuacje stresowe w zespole. Ma dużą wprawę w operowaniu CBzM i w razie potrzeby może zastępować SO w działaniach pomocniczych.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Należy jednak zauważyć, że jest to najbardziej niejednoznaczna postać w całej „Grze”. Potrafi, bowiem przybrać postać straszliwej Teściowej, zwanej też ironicznie Mamusią. W tej formie ujawnia się skryta chęć do przejęcia wszystkich ról i zdominowania gry. Stara się wówczas odsunąć pozostałych graczy od dziecka lub też sabotuje prace zespołu poprzez udzielanie rad utrudniających pracę.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong>DZIADZIUŚ – Sniper</strong> – zwykle przyczajony obserwuje dziecko by w chwili zagrożenia jednym zdecydowanym wzięciem go w ramiona zażegnać niebezpieczeństwo. Podobnie jak Medic ma zdolność uspokajającego dotyku. Dodatkowo jego specjalnością jest zdolność przywoływania wsparcia z powietrza. Zrzuty zawierają zwykle dodatkowe zabawki i gadżeciki dla maleństwa. Podobnie jak SO potrafi pilotować wózek jednak, gdy to prowadzi pęcznieje z dumy tak bardzo, że może stracić kontrole nad pojazdem i zjechać na manowce. Niska odporność na ultradźwięki oraz ataki Bio-Chem czynią z niego jednostkę raczej nie używana w starciach bezpośrednich jak karmienie czy przewijanie.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">Wersja znana, jako teściu vel Tatuś występuję bardzo rzadko. Jeśli już to zwykle celem ich ataków jest Support Officer. Częstokroć jego obecność w takiej formie działa na zasadzie Oficera Politycznego i znacząco podnosi morale.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong>RODZEŃSTWO RODZICÓW – Enginer –</strong> grupa odpowiedzialna za chwilowe wspieranie jednostek głównych oraz zapewnianie wsparcia logistycznego w postaci cięższych zabawek i skomplikowanego sprzętu. Od biedy są w stanie chwilowo zastępować SO ale Soliderzy wola ich nie angażować w działania wsparcia. Niska odporność na stres oraz ataki Bio-Chem sprawiają, że łatwo ich przy takich działaniach stracić.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong>ZNAJOMI RODZICÓW – Fresh Meat –</strong> Statyści używani głównie, jako tarcze strzelnicze dla dziecka. Mało odporni na ultradźwieki oraz pozostałe wyposażenie ofensywne Dziecka zwykle padają przy pierwszym starciu.</p>
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;">
<p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"><strong>DZIECKO – Da Bad Guy/Girll, Da Target</strong> – Jest to nasz główny cel i jednocześnie pierwszy przeciwnik. Po mimo niewielkich rozmiarów potrafi być niezwykle niebezpieczny. Pod płaszczykiem słodkiej minki i wielkich szklistych oczków kryje zabójczy arsenał. Atak ultradźwiękowy, który zwykle udaje się stłumić celną serią mleka to nic w porównaniu z chemiczną bomba, jaką ta słodka bestyjka potrafi wystrzelić w pieluchę. Jakby tego było mało niektóre osobniki lubują się w zastawianiu zasadzek. Kiedy nieświadomy niczego Solider rozbraja zaległa w pieluszce kupę zostaje potraktowany atakiem chemicznym w postaci kolejnej kupki tudzież celnego strumienia moczu.</p>
<p class="MsoNormal">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2&amp;p=53</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>„Stare Zdjęcia”</title>
		<link>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=52</link>
		<comments>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=52#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 18 Feb 2010 10:51:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Duncan</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Tak zwane wiersze]]></category>

		<category><![CDATA[Dół]]></category>

		<category><![CDATA[Lojf]]></category>

		<category><![CDATA[Nostalgia]]></category>

		<category><![CDATA[przemijanie]]></category>

		<category><![CDATA[przemyślenia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://avalanhe.alterblog.pl/?p=52</guid>
		<description><![CDATA[Zatrzymany w ciszy nietrwania
Przeglądam stare czarnobiałe zdjęcia
Zamrożone na papierze wspomnienia
W pół zdania urwane myśli
Świat huczy wokół ogromem doznań
Zamykam oczy
Starając się wsłuchać w świata serca bicie
W ciszy nietrwania
W braku słów
Bezsens sensu
Z otaczającego wyłania się gwaru
Pozorny porządek jawi się jako maska
Noszona na twarzy przez chaos
I tylko stare czarnobiałe zdjęcia
Można ułożyć w porządku&#8230;

Zawsze piszę na opak.
Dużo mam ostatnio [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zatrzymany w ciszy nietrwania<br />
Przeglądam stare czarnobiałe zdjęcia<br />
Zamrożone na papierze wspomnienia<br />
W pół zdania urwane myśli<br />
Świat huczy wokół ogromem doznań<br />
Zamykam oczy<br />
Starając się wsłuchać w świata serca bicie<br />
W ciszy nietrwania<br />
W braku słów<br />
Bezsens sensu<br />
Z otaczającego wyłania się gwaru<br />
Pozorny porządek jawi się jako maska<br />
Noszona na twarzy przez chaos<br />
I tylko stare czarnobiałe zdjęcia<br />
Można ułożyć w porządku&#8230;</p>
<p><img style="border: 5px solid black; vertical-align: middle;" src="http://static1.glittery.pl/galeria/img/czarno-biale/glitery-pl_czarno-biale95.jpg" alt="" width="272" height="275" /><br />
Zawsze piszę na opak.<br />
Dużo mam ostatnio do zrobienia. Czasem za dużo&#8230;ale wbrew temu co widać powyżej jestem szczęśliwy jak nigdy.<br />
Ja po prostu tak na opak czasem wyrażam to co w sercu noszę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2&amp;p=52</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>O dziewczynce, która śniła się innym dzieciom&#8230;</title>
		<link>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=51</link>
		<comments>http://avalanhe.alterblog.pl/?p=51#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 Jan 2010 20:49:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Duncan</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Rozdroża]]></category>

		<category><![CDATA[Dzieci]]></category>

		<category><![CDATA[Koszmary]]></category>

		<category><![CDATA[O dziewczynce która śniła się innym dzieciom...]]></category>

		<category><![CDATA[Opowiadanie]]></category>

		<category><![CDATA[Sny]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://avalanhe.alterblog.pl/?p=51</guid>
		<description><![CDATA[Spotkanie 1.
Mam już zaczynać. Nie? Dobrze poczekam. O, będzie Pan nagrywał. No tak standardowa procedura. Oczywiście. Już mogę? Na pewno chce pan wszystko od początku? Jak Pan uważa. Proszę, zatem słuchać uważnie:
Wszystko zaczęło się, kiedy miałem siedem lat. Był wrzesień, początek szkoły. Czas, w którym dopiero poznawaliśmy inne dzieci z klasy. Wszystko było takie czyste, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong>Spotkanie 1.</strong><br />
Mam już zaczynać. Nie? Dobrze poczekam. O, będzie Pan nagrywał. No tak standardowa procedura. Oczywiście. Już mogę? Na pewno chce pan wszystko od początku? Jak Pan uważa. Proszę, zatem słuchać uważnie:<br />
Wszystko zaczęło się, kiedy miałem siedem lat. Był wrzesień, początek szkoły. Czas, w którym dopiero poznawaliśmy inne dzieci z klasy. Wszystko było takie czyste, spontaniczne i swobodne. Nie czuło się presji, pod jaka działają dorośli. Liczyło się tylko to, aby się dobrze bawić. Owszem, był stres i nerwy związane z pierwszymi dniami w szkole, ale było to jakieś takie naturalne. Nie przeszkadzało, przynajmniej za bardzo. Może teraz z perspektywy czasu idealizuje ten okres, ale wydaje mi się, że właśnie tak było. Idealnie. Nie to złe słowo. Raczej idyllicznie.<br />
Doskonale pamiętam dzień, w którym zobaczyłem ją po raz pierwszy. Dołączyła do naszej klasy później, ponieważ jej rodzice przeprowadzili się z innego miasta. Miała długie ciemne loki, jasne błyszczące oczy, śliczną twarz i uśmiech, który sprawiał, że chłopakom robiło się gorąco. Jak szła to cały świat zdawał się patrzeć tylko na nią. Chyba już wtedy się zakochałem. Tak od pierwszego wejrzenia. Zalało mnie uczucie, którego nigdy dotąd nie znałem, które sprawiało, że jej uśmiech towarzyszył każdemu słowu i każdej mojej myśli. Miała na imię Laura.<br />
Kiedy myślę o tych dniach z obecnej perspektywy widzę biel. Dlaczego? Ponieważ kolor ten kojarzy mi się z czystością, nieskalaniem. Nawet teraz, gdy wszystko wokół jest w tym kolorze. Nie to nie było ironiczne. Po prostu wszystko wróciło z powrotem do tego jak było dawniej. Bo ona sprawiła, że biel zabarwiła się czerwienią. Kolor miłości, ale tez kolor krwi. Laura sprawiła, że serca wielu z moich kolegów biły szybciej. Koleżanek też, ale to było dużo później. Potrafiła jednak też sprawić, że serca te zamierały. W przenośni. Chociaż także i w dosłownym tego słowa znaczeniu.<br />
Często o niej śniłem. Byłem zbyt nieśmiały, aby podejść do niej i porozmawiać, zatem zostawały mi tylko sny. W niektórych byłem potężnym wojownikiem z komiksów, które kupował mi tata. Ratowałem ją wówczas z ciemnych lochów czy wysokich wież pokonując przy tym masę przeciwników. W innych byliśmy parą niczym z tandetnych plakatów mojej siostry. Spacerowaliśmy razem po plaży i objęci patrzyliśmy sobie w oczy a za nami zachodziło słońce.<br />
Po jakimś czasie dowiedziałem się, że nie jestem jedyny. Chłopaki nie chwalili się tym otwarcie, ale czasem wymykało im się, że też o niej śnią. Na początku nie rozumiałem dlaczego wzmiankom o tych snach niemal zawsze towarzyszyło zakłopotanie. Wydaje mi się, że moje niezrozumienie brało się z tego, że ją kochałem. Dopiero później zacząłem jej pragnąć i wtedy zrozumiałem skąd to ich skrępowanie. Choć po prawdzie to się dziwię. W końcu nie było w tym nic wstydliwego. Wtedy o tym nie myślałem. Teraz jednak widzę, że były to pierwsze oznaki społecznych pęt, które coraz ciaśniej nas krępowały.<br />
Laura oddziaływała silnie na wszystko wokół. Choć byliśmy wtedy jeszcze bardzo młodzi to wokół niej i tak zawsze kręciło się sporo starszych chłopaków. Muszę przyznać, że choć Laura pozwalała się adorować to zawsze trzymała bezpieczny dystans. Sprawiała przy tym pełne klasy wrażenie, że w stu procentach kontroluje sytuacje. Faktycznie tak było. Podobnie było z nauczycielami. Dzięki świetnym stopniom i wzorowemu zachowaniu szybko stała się ich ulubienicą. Stawiano ją za wzór do naśladowania. Świat jest jednak taki, że tego rodzaju osoby zawsze mają wrogów. Nie mam tu na myśli osób z przeciwnej strony skali. One tylko prześmiewały się bagatelizując kolejne sukcesy Laury. Prawdziwym oponentem były osoby, które pretendowały do pozycji lidera, a nie godziły się na życie w jej cieniu.<br />
Bliźniaczki Ania i Basia skupiły wokół siebie grupę dzieciaków, które z jakiś powodów reagowały na Laurę skrajnie inaczej od jej adoratorów. Pomimo moich uczuć starałem się jednak trzymać poza obydwoma grupami. Za bliźniaczkami nie przepadałem, a dla otoczenia Laury byłbym jedynie obiektem żartów i kpin. Dlaczego? Bo byłem biedny. No może nie całkiem biedny, ale moi rodzice byli zwykłymi urzędnikami i nie mogłem sobie pozwolić na markowe ciuchy czy bajeranckie gadżety. Ot takie już jest życie. Nie, nie miałem o to do nikogo pretensji. Tylko irytowało mnie, że jestem dla nich kimś gorszym z tego tylko powodu, że moi rodzice maja mniej pieniędzy. Ja przynajmniej znałem ich wartość. Od kiedy tylko mogłem starałem się jakoś zarabiać. Roznosiłem gazety czy pomagałem w myjni wujka Arnolda. Nie interesowało mnie jednak kupowanie metkowanych ciuchów czy nowiutkich komórek. Miałem za to pokaźną bibliotekę. Co prawda nie mogłem tym szpanować przed&#8230;jakie to były książki? Takie, jakie czytają dzieciaki w podstawówkach. Wie pan? Przygodowe, fantastyczne trochę o piratach i kilka kryminałów. Nie, nie korzystałem z bibliotek. Miałem&#8230;mam coś w rodzaju mani posiadania. Wypożyczenie książki mnie nie zadowalało. Musiałem ją mieć.<br />
W każdym bądź razie nie o tym miałem mówić. Na czym to ja skończyłem? Już pamiętam! Tak, więc pomiędzy tymi dwoma grupami wyraźnie iskrzyło. Jak już wspomniałem wcześniej ja stałem z boku. Dzięki temu mogłem w spokoju przyglądać się całemu konfliktowi. Początkowo byłem zaskoczony tym, że obóz Laury nie wykazuje jakiejkolwiek aktywności. To dzieciaki skupione wokół bliźniaczek przejmowały inicjatywę. Związane sznurowadła w szatni, pinezki na krzesłach, guma do żucia, która przypadkiem wpadła we włosy jednej z dziewczyn. Wszystkie te przykrości spadały na dzieciaki stojące za Laurą. Te zdarzenia nasiliły się w połowie drugiej klasy. Wtedy chyba do końca straciłem wiarę w niewinne dzieciństwo. Choć nie. Tak naprawdę straciłem ją pół roku później, gdy po raz pierwszy śniłem wspólnie z Laurą.<br />
Zastanawiałem się, dlaczego Ani i Basi udało się oprzeć urokowi Laury. Ich siła tkwiła w tym, że były bliźniaczkami. Wszystkie bliźnięta są niezwykłe. W przeciwieństwie do większości ludzi bliźniaki oddziaływają na siebie nawzajem wzmacniając się i czyniąc silniejszymi. Podejrzewam, że Ania i Basia miały podobne możliwości do przykuwania ludzkiej uwagi jak Laura. Tyle tylko, że one nie były tego daru świadome. Laura była, a co więcej była również świadoma tego jak wielkim zagrożeniem są dla niej dziewczynki. Dlatego gdy nikt nie widział ona działała.<br />
Pierwszy raz Laura zabrała mnie ze sobą, gdy odwiedziła Nikodema. Najlepszego kolegę dziewczynek. Niki śnił, że jest poszukiwaczem skarbów. Szedł po wąskich kamiennych kładkach rozpiętych nad bezdennymi przepaściami. Na końcu drogi znajdował się prastary ołtarz, na którym spoczywał olbrzymi czerwony kamień. Niki szedł bardzo ostrożnie strącając w ciemność kurz i kawałki skał, które trzeszcząc odpadały od skalnych pomostów. Gdy wreszcie dotarł do ołtarza stanął nad nim i ostrożnie wziął zdobycz do ręki. Nieoczekiwanie kamień zapulsował w jego dłoni zamieniając się w bijące ludzkie serce. Za jego plecami stanęła Laura, w jej piersi ziała dziura. Dziewczynka wyciągnęła dłonie po bijący organ i prosiła chłopca by oddał jej serce. Nikodem zawahał się chwilę a ona spytała, dlaczego taki jest. On wrzasnął na nią, że jest złą i podłą jędzą, która tylko udaje grzeczną a tak naprawdę chce kontrolować wszystkich wokół. Wtedy Laura uśmiechnęła się paskudnie pokazując garnitur ostrych niczym obsydianowe noże zębów. Jej oczy całe zrobiły się czarne, a na palcach wyrosły szpony. Tak uzbrojoną dłonią chwyciła przerażonego chłopaka za gardło i powiedziała, że ma się odpierdolić od dziewczynek, bo inaczej załatwi go tak, że rodzona matka go nie pozna. Powiedziała, że teraz jest Jej, a jeśli nie chce to będzie, co noc go zabijać aż wreszcie umrze naprawdę.<br />
Gdy rano przyszedłem do szkoły zauważyłem, że Nikodem trzyma się z grupą chłopaków adorujących Laurę. Na początku uznałem to za zwykły zbieg okoliczności. Kilka dni później przyśniło mi się jak Laura pali włosy Dominice, która była jedna z najbliższych przyjaciółek Ani. Dziewczynka była sama w zaułku. Jej piękne jasne włosy płonęły żywym ogniem. Wybiegła na ulicę gdzie chodnikiem szli ludzie i błagała o pomoc w ugaszeniu pożaru, który nie wiedzieć, czemu wciąż płonął. Wszyscy ją ignorowali. W tłumie minęła ją Ania i Basia. Gdy uczepiła się jednej z nich została kopnięta w twarz i obrzucona wyzwiskami. Nieoczekiwanie podeszła do niej Laura i jednym gestem stłumiła ogień. Z głowy Dominiki płatami schodziła poparzona skóra. Laura powiedziała, że jeśli z nią pójdzie to odzyska swe włosy. Dominika spytała, co się stanie, jeśli nie pójdzie? Wtedy znikąd pojawiła się Basia i ponownie kopnęła ją w twarz a Laura ze stoickim spokojem powiedziała, że będzie cierpieć ten sen i to upokorzenie, co noc. Nigdy nie lubiłem Dominiki. Kilka dni wcześniej wyzwała mnie od żałosnych biedaków, więc po cichu miałem nadzieję, że odmówi. Niestety strach zrobił swoje. Snem się nie przejąłem, ponieważ zrzuciłem to na karb mojego negatywnego stosunku do dziewczyny. Nie zmieniło to faktu, że w krótkim czasie Dominika zupełnie odcięła się od bliźniaczek. Śniłem o każdej osobie, która do końca trzeciej klasy opuszczała szeregi towarzystwa dziewczynek. Nikt nigdy słowem nie zdradził czy to, co widziałem w snach faktycznie też im się przyśniło czy było tylko wytworem mojej wyobraźni. Pewność zyskałem dopiero kilka lat później.<br />
Im mniej ludzi trzymało się z dziewczynkami tym bardziej agresywne i zajadłe były ich ataki. Gdy w połowie trzeciej klasy pozostała przy nich już tylko garstka dzieci Ania przewróciła Laurę i zaczęła ją bić. Gdyby nie moja interwencja pewnie zrobiłaby jej krzywdę a tak skończyło się tylko na krwi z nosa. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy Laury. Zagościł na niej najbardziej drapieżny uśmiech, jaki w życiu widziałem. Uśmiech ten jednocześnie mnie przerażał i sprawiał, że chciałem ją chwycić w ramiona. Chciałem pomóc jej wstać, ale ubiegł mnie Jakub - klasowy super-sportowiec - jeszcze na mnie warknął, że przez moją ślamazarność Laura ma rozbity nos. Ona odpowiedziała, że on też nie zdążył i spojrzała na mnie wzrokiem, który sprawił, że nogi się pode mną ugięły po czym nazwała mnie swoim rycerzem. Niestety wywołało to efekt odwrotny do zamierzonego - a może właśnie taki jak chciała - gdyż towarzystwo wokół wybuchło śmiechem. Zlekceważona przez wszystkich Ania oddaliła się z płaczem. Niecałą godzinę później wylądowaliśmy wszyscy u dyrektorki. Pani Jakowlew, która była nauczycielką fizyki przepytała nas z wprawą oficera śledczego po czym kazała dziewczynkom zostać i poczekać na rodziców. Ania płakała cały czas powtarzając, że Laura je prześladuje. Wtedy dopiero uważniej się jej przyjrzałem. Była wraz z siostrą niezdrowo blada, miała podkrążone oczy. Obydwie był tez bardzo chude. Kilka dni później szkołę obiegła wieść, że obydwie dziewczynki mają anoreksję. Odchudzały się wierząc, że dzięki temu będą równie popularne jak Laura.<br />
Dwa dni później obydwie dziewczynki przyśniły mi się żeglujące z ojcem po jeziorze. Nagle od strony brzegu zerwał się silny wiatr. Jakby na przekór temu otaczająca łódź woda wygładziła się niczym lustro. Niebo pokryły ciężkie ciemne chmury. Od strony brzegu szła ku nim Laura. Stąpała lekko po lustrzanej powierzchni jeziora a szalejący wokół wiatr rozwiewał jej włosy upodabniając ją do jakiejś dawno zapomnianej bogini gniewu. Jej twarz wykrzywiał brzydki - choć na swój sposób piękny - drapieżny uśmiech. Nieoczekiwanie z wody wynurzyły się nienaturalnie długie białe ręce. Niektóre z nich miały po trzy i więcej łokci. Ich skóra była nadgniła i odpadała od mięśni. Przerażone dziewczynki skuliły się przy ojcu, który bohatersko tłukł wokół wiosłem. Koszmarne ręce drapały o drewniany pokład gubiąc paznokcie i rozsiewając wokół odór śmierci. W pewnym momencie udało im się chwycić mężczyznę i pomimo, że córki trzymały go za nogi, wciągnąć pod powierzchnie wody. Gdy tafla jeziora zamknęły się nad nim wciąż walczył, jednak czarna toń pochłonęła go bez reszty. Gdy odszedł ręce zniknęły. Laura stała na dziobie żaglówki. Spojrzała na dziewczynki i oznajmiła im, że to koniec. Po chwili spojrzała na mnie tymi swoimi pięknymi oczyma i uśmiechnęła się delikatnie po czym podziękowała za pomoc. Mimo makabrycznego wydźwięku snu byłem przepełniony miłością.<br />
Następnego dnia dowiedziałem się, że ich ojciec utonął poślizgnąwszy się w wannie. Tragiczne, nie uważa pan? Wtedy po raz pierwszy ze zgrozą i muszę przyznać jednoczesną fascynacją pomyślałem, że to, co śnię faktycznie jest prawdą. Ojciec bliźniaczek nie był sympatycznym człowiekiem. Był arogancki i gwałtowny. Wtedy te myśli pozwalały mi nie patrzeć na siebie jak na współwinnego tej śmierci. Jednak gdzieś w głębi tak właśnie się czułem. Jak morderca.<br />
Oczywiście. Mogę tu przerwać. Jak rozumiem jutro będziemy kontynuować? Bardzo się cieszę. Harold pana odprowadzi. Do zobaczenia.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Spotkanie 2.</strong><br />
Witam znowu. Oczywiście. Niech Pan rozłoży swój sprzęt, a ja naleję wody. Też pan chce? Rozumiem. Już mogę mówić. Dobrze. Z tego, co pamiętam skończyliśmy na śmierci. Wypada więc kontynuować historie od tego momentu.<br />
Dwa tygodnie po wypadku zaczęły się wakacje. Bliźniaczki bardzo przeżyły śmierć ojca. Z tego, co wiem kilka miesięcy spędziły w zakładzie zamkniętym i wciąż boją się otwartych zbiorników wodnych. W trakcie wakacji po raz pierwszy rozmawiałem z Laurą we śnie. Owszem wcześniej śniło mi się, że ją ratowałem czy, że spacerowaliśmy wspólnie, ale nigdy nie rozmawialiśmy. Powiedziała mi wtedy, że jestem niezwykły. Twierdziła, że podobnie jak ona potrafię wkradać się w sny innych ludzi. Pamiętając o wydarzeniach powiązanych z innymi moimi snami uznałem, że mówi prawdę. Bo w zasadzie, dlaczego nie. Czułem się wtedy taki ważny, taki wyjątkowy. No, bo przecież, jakie dziecko nie chce być superbohaterem. Każde chce. Prawda? W każdym bądź razie ja chciałem. I to bardzo. W dodatku ona przestała mnie ignorować. Rozumie pan? ONA. Moja wyśniona dziewczyna.<br />
Przez wakacje śniłem wraz z nią tak, co dwa trzy dni. Spędzaliśmy wspólnie czas, chodziliśmy po lesie. Miałem wtedy dziesięć lat. Zastanawia mnie jedna rzecz. W tych snach zwierzęta bały się Laury, kwiaty więdły, gdy próbowała je zerwać. Teraz pamiętam to bardzo wyraźnie. Dlaczego wówczas nie zwróciłem na to uwagi? Nie wiem. Chyba za bardzo ją kochałem, aby przejmować się takimi błahostkami.<br />
Za każdym razem sen kończył się w głowie innego dziecka. Niektóre z nich znałem innych nie. Pamiętam, że wnikanie w cudze sny nie przychodziło mi tak łatwo, gdy byłem z Laurą. Jakby rzeczywistość wokół gęstniała chcąc mnie zatrzymać. Może w takiej sytuacji każdy odruchowo się broni, może wyczuwa złe intencje. Tak teraz wiem, że jej zamiary były złe. Wtedy bardzo chciałem wierzyć, że to, co robi nie jest prawdziwe, że nikomu nie działa się krzywda.<br />
Gdy rozpoczął się rok szkolny przeniesiono nas do nowo wybudowanej, nowocześniejszej i lepiej wyposażonej szkoły. Z tego też powodu utworzono nowe klasy. Byłem spokojny, Laura kilka tygodni wcześniej powiedziała mi, że będziemy w jednej klasie. Gdy w pierwszy dzień wszedłem do nowej szkoły widziałem tych, w których snach gościłem. Poznali mnie. Cieszyli się na mój widok. Mówili, że są moimi przyjaciółmi. Tak jak obiecali Laurze. Jednak, gdy nie widzieli, gdy myśleli, że nie patrzę, dostrzegałem w ich oczach strach, przerażenie i odrazę. Myśleli, że nie zauważam, że udają. Myśleli, że nawet, jeśli to widzę to mi to nie przeszkadza. Tak jak nie przeszkadzało Laurze.<br />
Ja też udawałem. Grałem swoją rolę chłopaka Laury, mojej wymarzonej dziewczyny. Wszystko było tak jak chciała. Wszyscy ją wielbili, wszyscy ją lubili. Czasem ktoś się zbuntował, a wtedy wieczorem odwiedzaliśmy go z razem. Ja zwykle tylko stałem w cieniu, ona rozmawiała, poniżała i biła. Następnego dnia buntownik czy buntowniczka witali nas przyjaznym uśmiechem i pustymi, zniewolonymi oczyma. Starałem się nie myśleć o tym jak o czymś realnym. Miałem po prostu sny. Bardzo chciałem wierzyć, że tylko ja śniłem je każdej z tych nocy.<br />
Tak się to toczyło. Muszę przyznać, że z czasem zacząłem się do tego przyzwyczajać. Byłem chłopakiem dziewczyny, która pomimo młodego wieku trzęsła całą podstawówką. Nie mogę powiedzieć, że byłem nieszczęśliwy, że cierpiałem. To nie tak. Po prostu gdzieś tam na dnie czułem, że coś nie jest tak jak powinno. Mały cichy głosik w głowie szeptał mi czasami, że nie tego naprawdę pragnę. Wydaje mi się, że Laura zawsze o tym wiedziała. Czasem, bowiem bawiła się mną, moim uczuciem. Gdy głos był silniejszy brała mnie na dystans. Jakby czuła mój opór. W takie dni byłem bardzo boleśnie świadomy, iż pomimo tego, że wszyscy mnie lubili to nie miałem nikogo poza Nią.<br />
Tak było do czasu, gdy na początku piątej klasy poznałem Klarę. Pojawiła się jakby znikąd. Miała krótkie niemal białe włosy, wielkie zielone oczy i nosiła kontrastujące z jej drobna sylwetką okute blachą ciężkie buciory. Miała ostry charakter i coś niesamowicie wyzywającego w spojrzeniu. Pierwszy raz, gdy ją spotkałem wpadliśmy na siebie na korytarzu. Odepchnęła mnie od siebie i wyzwała od najgorszych po czym zniknęła w tłumie. Od tego czasu coraz częściej przyłapywałem się na tym, że ją obserwuję. Na przerwach, w trakcie wolnych godzin w świetlicy, po lekcjach, gdy szła do domu. Oczywiście moje zainteresowanie Klarą nie uszło uwadze Laury. Nie wiem czy sama to zauważyła czy doniósł jej któryś z jej niewolników. W każdym bądź razie kazała mi się od niej odwalić. Jednak zanim to zrobiła próbowała oczywiście odwiedzić Klarę we śnie. Wiem, bo też próbowałem. Nie udało się nam. O ile Laurę doprowadziło to do furii mnie to zainteresowało. Klara musiała coś wyczuć. Gdy następnego dnia wracałem ze szkoły czekała na mnie i zaczęła iść obok. Kazała nam się odpierdolić, bo pożałujemy. Nigdy nie zapomnę jej miny, kiedy spytałem czy nie zechce wyjść ze mną na jakiś sok czy coś takiego. Ledwo udało się jej ukryć rumieniec. Gdy się opanowała stwierdziła, że sok jest dla dzieci. Kupiliśmy, zatem cole i jakieś chipsy i poszliśmy do parku na jezioro. Gadaliśmy o wszystkim i o niczym, opowiadałem jej o szkole o mieście. Bardzo ją to interesowało, ponieważ przeprowadziła się tu dopiero kilka tygodni temu i jeszcze nikogo nie znała. Po jakimś czasie zadzwoniła jej mama i Klara musiała wracać do domu. Okazało się, że mieszka niedaleko mnie, więc odprowadziłem ją i poszedłem do siebie.<br />
Czy moi rodzice się o mnie nie martwili? Nie wiem. Szczerze mówiąc byli zbyt zarobieni, aby zwracać na mnie uwagę. Wracali do domu późno, więc mogłem po szkole nie spieszyć się do domu.<br />
W trakcie następnych tygodni często spotykałem się z Klarą. Czułem się przy niej taki spokojny i szczęśliwy. Było to coś zupełnie innego od tego, co czułem przy Laurze. Chociaż nie. To było raczej to co czułem gdy pierwszego dnia zobaczyłem Laurę. Tyle tylko, że po jakimś czasie moje przywiązanie do niej zaczęło wynikać z faktu, iż nie mam nikogo poza nią. Klara natomiast do niczego mnie nie zmuszała. Ja po prostu chciałem przebywać w jej towarzystwie. To chyba nieco żałosne, ale dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tych wszystkich ograniczeń, jakie narzucała na mnie Laura. Przy Klarze nie musiałem zawsze być wyprostowany, mogłem pociągnąć nosem, gdy miałem katar, a konkurs bekania po opiciu się napojem gazowanym był naprawdę zabawny, a nie niestosowny. Wtedy do mnie dotarło. Laura nie była dzieckiem. Ona była dorosła. Tylko wyglądała jak dziecko. Nie wiem jak tego dokonała. Zresztą nigdy specjalnie nie interesowałem się jak wchodzi do cudzych snów. Wiedziałem, że to potrafi tak jak teraz wiedziałem, że odkryłem prawdę. Wtedy zrozumiałem, że muszę ochronić Klarę. Pozwoliła mi wejść do swoich snów. Wtedy po raz pierwszy ją pocałowałem. Rocznikowo miałem już dwanaście lat, to było krótko po sylwestrze. Okazało się, że każdej nocy Laura napierała na sny Klary. Napierała z siłą i furią, o jaką mimo, wszystko nie zdołałbym jej posądzić.<br />
Następnego dnia był poniedziałek. W szkole podeszła do nas Laura w asyście swojej świty. Powiedziała, że dla niej już nie istnieje. Było to jak zdjęcie uroku. W jednej chwili dopadł mnie ogrom krzywdy, którą wyrządziliśmy wspólnie innym dzieciom. Utonąłbym w tej fali bólu gdyby nie Klara, która chwyciła mnie za rękę. Pamiętam tylko, że mierzyły się wtedy spojrzeniami, ale żadna z nich nie odezwała się już słowem. Tej nocy Laura rozpoczęła kolejny atak na sen Klary. Każdej kolejnej trwały następne. Gdy co dzień mijaliśmy się w szkole jej drwiące spojrzenie pytało jak długo jeszcze wytrzymam. Co noc budziłem się coraz bardziej zmęczony. Po trzech tygodniach zaczęły się krwotoki. Najpierw niewielkie z nosa. Potem bardziej obfite. Rodzice byli przerażeni. Lekarze powiedzieli, że to z powodu przemęczenia jednak nikt nie wiedział gdzie mogłem się tak przemęczyć. Mama wzięła urlop. Codziennie przychodziła do mnie Klara. Mimo początkowych oporów polubiły się. Nawet bardzo. Tylko mamę wciąż raziły Klarowe buty. Gdy mój stan się pogorszył Klara powiedziała, że mam odpocząć, że poradzi sobie sama. Nie chciałem, ale bałem się, że jeśli i ja będę chciał przebić się do jej snu to tylko ją osłabię. Kiedy Klara odwiedziła mnie następnego dnia była bardzo zmęczona, ale się uśmiechała. Każdego kolejnego dnia wracała coraz bardziej wyczerpana. Piątej nocy obudził mnie triumfalny śmiech Laury. Miałem bardzo złe przeczucia. Tego dnia Klara nie przyszła. Czułem się już lepiej, więc zadzwoniłem do niej do domu. Nikt nie odebrał. Zadzwoniłem na jej komórkę. Odebrała jej mama. Dowiedziałem się od niej, że wieczorem Klara wyszła z psem na spacer i została potrącona przez samochód. Jest w szpitalu w bardzo ciężkim stanie. Pamiętam, że kiedy się w pospiechu ubierałem jeszcze lekko kręciło mi się w głowie. Mama właśnie wróciła z zakupów i nawet nie musiałem jej namawiać, aby pojechać do szpitala. Kiedy tam dotarliśmy naszym oczom ukazał się straszny widok. Moja dziewczyna miała złamane obie ręce, lewą nogę i strzaskane żebra. Jej mama powiedziała nam, że Klara miała krwotok wewnętrzny. Jej stan był ciężki, ale stabilny. Przez kolejne kilka dni spędzałem przy jej łóżku tyle czasu ile tylko mogłem. Mama przywoziła mnie rano, zostawiała jedzenie i odbierała wieczorem. Klara była bardzo słaba. Z ledwością mówiła. Gdy skończyło mi się zwolnienie wróciłem do szkoły.<br />
Laura czekała na mnie.<br />
No dobrze. Dokończę jutro. Rozumiem, rodzina. Proszę się zdać na Harolda. Odprowadzi Pana do drzwi. Do zobaczenia jutro.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Spotkanie 3.</strong><br />
Witam. Mam nadzieję dziś skończyć. Zdaje sobie oczywiście sprawę z tego, że nie do końca mi pan wierzy. Bo kto by uwierzył w taką opowieść zwłaszcza z ust piętnastolatka. No, ale nie chodzi przecież o to, aby mi pan wierzył. Prawda. Oczywiście. Proszę powiedzieć, kiedy pan będzie gotowy.<br />
Jak już powiedziałem po wypadku Klary Laura czekała na mnie w szkole. Nic nie mówiła. Nie musiała, wyraz jej twarzy wystarczył. Oczywiście zaraz do mnie podeszła i powiedziała jak jest jej niby przykro i czy może jakoś pomóc. Odepchnąłem ją od siebie i powiedziałem, a w zasadzie wywarczałem, że dość już pomogła. Inni uczniowie pomogli jej wstać. Słyszałem za plecami jej przydupasów rzucających wyzwiska i puste groźby. Laura uspokajała wszystkich tłumacząc mnie i twierdząc, że mam prawo do takiej reakcji, że jestem w szoku. Suka. Oczywiście wiedziała, że tym gadaniem tylko umacnia swoją pozycje. Z żalem przyznaje, że świetnie to rozegrała.<br />
Każdego kolejnego dnia na kilka godzin zaglądałem do Klary. Nocami czuwałem w jej snach. W szkole napotykałem tylko mur milczenia i groźnych spojrzeń. Nie było to miłe, ale nie spodziewałem się niczego lepszego. Ci, którzy otwarcie nie stali za Laurą unikali mnie dla świętego spokoju. Mimo wszystko bali się jej. Nauczyciele patrzyli na mnie z litością. Teraz nawet trudno mi powiedzieć czy współczuli mi czy po prostu uważali, że mam nie po kolei w głowie. Nie wiem i szczerze mówiąc ani wtedy ani tym bardziej teraz specjalnie mnie to nie obchodziło. Kolejne noce czuwania przy Klarze. Spokojne noce. Laura się wycofała, a przynajmniej tak się wydawało. Nagle pewnej nocy na ściany snu Klary natarła potworna siła. Uderzenia następowały z różnych kierunków. Musiała odnaleźć innych takich jak my. Tak myślałem wtedy. Prawda była jednak zupełnie inna.<br />
Zwykli ludzie nie mogą wchodzić do cudzych snów. Mogą być jednak przekaźnikami. Do snów mogą wejść jedynie istoty takie jak ja, Laura czy Klara. Nasza podstawowa umiejętnością jest to, że w pewnych specyficznych warunkach potrafimy przypomnieć sobie swoje poprzednie wcielenia. Zwykle przebywamy w uśpieniu. Możemy tak przeżyć całe życie i nie dokonać niczego niezwykłego, możemy wybudzić się częściowo i tak jak Klara dokonywać pewnych rzeczy nieświadomie, w ramach odruchu. Koniec końców możemy tak jak Laura mieć dostęp do niesamowitych możliwości, jakie daje nam liczba żyć, które przeżyliśmy wcześniej. Im więcej żywotów przetrwaliśmy tym potężniejsi jesteśmy.<br />
Laura myślała, że jestem zwykłym nieświadomym. Takich jest dość wielu. Podejrzewam, że bliźniaczki były nieświadomymi, choć trudno powiedzieć, bo nie widziałem ich od czasu, gdy wyjechały. Bliźniaki zawsze są niezwykłe, często dużo potężniejsze od zwykłych przebudzonych. Nic, więc dziwnego, że chciała je wyeliminować. Klara była nieświadoma. Tak, zgadza się. Teraz jest już wzbudzona. Oczywiście, że zdaje sobie sprawę, że wciąż jest w śpiączce. Nie zmienia to faktu, że wciąż jest przy mnie. Ciało jest tylko pewnego rodzaju manifestacją na określonym poziomie egzystencji. Ona jest ponad to.<br />
Wracając jednak do Laury i jej ataku na Klarę. Moja&#8230;hmm&#8230;była wykorzystała swoich popleczników i za ich pośrednictwem wykonała olbrzymia ilość relatywnie słabych ataków na sen Klary. Skupiłem się na bronieniu mojej dziewczyny. Niestety nie przewidziałem, że to nie ona jest celem. Gdy byłem zajęty Laura zaatakowała, ale nie Klarę, lecz mnie. Wdarła się w mój sen. To nie było nic miłego. Stałem sam w małym ciemnym pokoju. U sufitu wisiała lekko bujająca się żarówka. Jej światło rzucało na ścianę wiecznie ruchome przerażające cienie. Wtedy jeszcze wciąż traktowałem siebie jak dziecko. I odczuwałem tak jak dziecko. Choć bardzo starałem się z tym walczyć to mimo wszystko balem się strasznie. W rogach pokoju coś przemykało za każdym razem, gdy nie sięgało tam wątłe światło żarówki. Wiedziałem jak wejść do cudzego snu jednak nigdy wcześniej nikt nie wszedł do mojego. Nie wiedziałem, co robić. Miotałem się jak dziki, mając w pamięci te wszystkie straszne filmy, w których coś czaiło się za plecami bohatera. Poznaczone głębokimi bruzdami deski skrzypiały głucho. Wydawało mi się, że przez szpary pomiędzy nimi widzę jak coś porusza się pod podłogą. Pot spływał zimną stróżką po moich plecach. Dłonie miałem mokre. Deski skrzypiały coraz głośniej. Wokół narastał dziwny dźwięk. Jakby skrzypiących małych nóżek. Nagle światło zgasło. Przez ciemność pokoju przebiegł obrzydliwy nieludzki śmiech i zapachniało zepsutym mięsem. Czułem wokół siebie jakąś obecność, niewyraźnie widziałem jakieś ruchy w ciemności. Mój oddech był głośny i urwany jak po długim biegu. Laura syciła się moim strachem, karmiła się nim. Gdy już myślałem, że oszaleję w pokoju zapadła nienaturalna cisza. Jak w chwili gdy na moment przed atakiem drapieżnika ofiara spostrzega, że już nie ma szans. Wszystko zwolniło, a pokój eksplodował oślepiającą jasnością. Gdzieś na granicy świadomości usłyszałem krzyk Laury. Po środku stała Klara, uśmiechnęła się do mnie i powiedziała, że mnie kocha, że już wszystko pamięta. Gdy znikała mi z oczu usłyszałem prośbę abym się nie martwił. Przyrzekła, że wróci.<br />
Gdy się obudziłem byłem cały mokry od potu. Następne kilka dni spędziłem w łóżku. Miałem wysoka gorączkę i majaczyłem. Budziłem się. Później dowiedziałem się, że tej nocy, kiedy walczyliśmy z Laurą stan Klary gwałtownie się pogorszył. Miała zapaść i wpadła w śpiączkę. Nie zmartwiły mnie jednak te wieści. Wtedy już wiedziałem, co się stało i co muszę zrobić.<br />
Gdy już wydobrzałem poszedłem do szkoły. Wszyscy, którzy dotąd byli związani z Laura patrzyli na mnie z lekiem. Podejrzewam, że sami nie wiedzieli do końca, z czego się to uczucie brało. Sama Laura była nienaturalnie wręcz spokojna, cały swój strach przelała w wyznawców. Nie poddała się bez walki. Tak się zastanawiam, czy w jakimkolwiek raporcie policyjnym z tego zdarzenia ktokolwiek zadał pytanie skąd dwójka dwunastolatków zna sztuki walki rodem z azjatyckich filmów akcji. Czy ktoś spytał jakim cudem dziecko jest w stanie przebić swoim rówieśnikiem ścianę i walczyć dalej. Podejrzewam, że nikt. Wiem, że nikt.<br />
Wiem też, że gdybym pozwolił Laurze żyć, gdybym okazał litość to prędzej czy później znalazły by się inne dzieci, inni ludzie, którzy doświadczyli by tego samego, co my. Nagięci jej wolą, zastraszeni i zniewoleni. Tak wiem, że za kilkadziesiąt lat ona odrodzi się w innym ciele. Może być pan pewien, że wtedy też ją znajdę. Postaram się być wówczas równie subtelny jak w sześćdziesiątym drugim.<br />
Jak zapewne pan widzi to czego się dopuściłem nie wynikało z zaburzeń psychicznych, agresji, czy lęku. Była to czysta chłodna kalkulacja. Jedna śmierć na moim sumieniu za dobro niezliczonej ilości ludzi. Nie jest to coś, z czego jestem dumny ale chyba tak już po prostu musi być.<br />
O, chyba czas nam kończyć. Tak wiem, że ma Pan jeszcze czas, ale ja już go dla Pana nie mam. Oczywiście, że mogę stąd wyjść. Klara właśnie się obudziła. Chce pan numer do szpitala? Proszę sprawdzić. Spała trzy lata. Tyle samo ile ja czekałem tutaj. Musze przyznać, że było nawet miło. Zresztą, gdyby nie to czego dokonałem w tej placówce chyba nigdy bym Pana nie spotkał.<br />
Widzi Pan. Miałem rację.<br />
Do zobaczenia. Oczywiście, że mnie Pan jeszcze spotka.<br />
<strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Epilog</strong><br />
Jonathan Franklyn MacCook jeden z najbardziej cenionych brytyjskich psychoterapeutów odbył trzy spotkania z piętnastolatkiem, któremu przypisywano wyprowadzenie ponad stu osób z ciężkich i uważanych za nieuleczalne zaburzeń i chorób psychicznych. Chłopiec to od trzech lat przebywał w szpitalu po tym jak na oczach całej szkoły zamordował swoją koleżankę z klasy. David miał wówczas dwanaście lat.<br />
Po tym jak jego rozmówca skończył mówić Dr. MacCook zadzwonił do szpitala i dowiedział się, że Klara Adams zmarła nie wybudziwszy się ze śpiączki. Siedzący naprzeciw niego chłopiec uśmiechnął się, zamknął oczy i odpłynął w głąb swego umysłu. Jego ciało bezwładnie osunęło się na podłogę. Gdy lekarz do niego podbiegł puls był już niemal nie wyczuwalny. Pielęgniarz, którzy był przy chłopcu zaraz po nim starał się go reanimować. Bezskutecznie.<br />
Oficjalna przyczyna zgonu Davida pozostała nie znana. Dr. MacCook w żadnym oficjalnym raporcie nie wspomniał o tym jak wiele nauczył się od dwójki młodych ludzi, którzy przez kolejne kilka miesięcy odwiedzali go wieczorami&#8230; gdy śnił.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>kOOOnieC&#8230;</strong></p>
<p style="text-align: center;"><img class="aligncenter" style="vertical-align: middle;" src="http://fc05.deviantart.net/fs14/f/2007/100/a/8/A_Lesser_of_Two_Evils_Child_by_ish_nim.jpg" alt="Grafika by ~ish-nim (http://ish-nim.deviantart.com/)" width="400" height="400" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://avalanhe.alterblog.pl/?feed=rss2&amp;p=51</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
