„UBcka Paranoja”

Posted in Pokój Wielkiego...Błazna, Polityka, Z Krainy Pozdziemnej Pomarańczy on listopad 21st, 2008 by Duncan

Co świadczy o rzetelności historyka, wykładowcy, pisarza?

Zawsze wydawało mi się, że to jak pisze, jak wykłada czy jaką dysponuje wiedzą. Okazało się jednak, że najbardziej istotna jest przeszłość takiej osoby. Ostatnimi czasy rozpętała się medialna burza wokół postaci dr hab Dariusza Matelskiego. Został on wybrany przez „Największe Stowarzyszenie Kombatantów Czerwca 56” na autora książki poświęconej ich organizacji. Burza spowodowana jest faktem iż dr Matelski jest jedynym ujawnionym współpracownikiem SB z środowiska akademickiego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Teczka Pana Doktora jest dość pokaźna. Można się z niej między innymi dowiedzieć, że do współpracy zgłosił się na ochotnika, że donosił na studentów, wykładowców nawet na samego Bartoszewskiego. Sam dr Matelski odcina się od mediów i nie chce komentować tak swojej przeszłości jak i sprawy publikacji. Jakoś się temu nie dziwię bo nie ma za bardzo czego komentować.

W całej sprawie najbardziej żenujące jest to, że ludzie którzy polecili Doktora jako rzetelnego pisarza i wykładowcę, ludzie którzy najęli go do napisania tej książki teraz biją się w pierś, przepraszają i głośno krzyczą o swojej niewiedzy oraz o tym jak zostali wprowadzeni w błąd.

Mam wobec tego pytanie gdzie byli w 2005 roku kiedy o sprawie było głośno. Jest to jedyna osoba z środowiska akademickiego UAM której udowodniono współpracę, i która się do tej współpracy przyznała. Trudno nie słyszeć o takiej osobie zwłaszcza jeśli stoi się na czele stowarzyszenia które podobno tak zaciekle walczyło z komuną. To trochę źle świadczy o rzetelności takiej organizacji. Pani Aleksandra Banasiak, która jest jej prezesem twierdzi, że o fakcie współpracy doktora Matelskiego z SB dowiedziała się zbyt późno by wstrzymać pisanie pracy.Jak widać lepiej było poczekać na szum wokół publikacji i teraz wycofywać książkę z obiegu niż przerwać jej pisanie.

Wrócę do pytania zadanego na samym początku. Dochodzę do wniosku, że o kilku lat w naszym kraju panuje jakaś społeczna eSBcka paranoja. Już jakiś czas temu wypowiedziałem się co myślę na ten temat teraz jednak chciałbym spojrzeć na to z punktu widzenia rzetelności zawodowej. Nie należy bowiem moim zdaniem oceniać publikacji dr Matelskiego pod kątem jego przeszłości. Przeczytajmy tą książkę, zweryfikujmy jej wartość merytoryczną. I oceńmy ją właściwie a nie przez pryzmat stereotypu o złym tajnym współpracowniku SB. Włodzimierz Marciniak, szef Związku Kombatantów i Uczestników Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 roku (to inna organizacja, jest ich trochę) twierdzi, że w ich wypadku wszyscy współpracownicy są prześwietlani w IPNie ponieważ jak twierdzi „Nie możemy pozwolić sobie na związek z żadnym SBkiem”.

Ja się natomiast pytam dlaczego nie mogą sobie pozwolić na taki związek. Bo mogłoby w niej być coś innego od oficjalnego banału o równej walce z tzw. komuną. Może właśnie dzięki publikacji takiego człowieka dowiedzielibyśmy się czegoś więcej, czegoś innego. Uważam, że historię piszą zwycięzcy. Po 89` roku zwyciężyli ludzie którzy przez długi czas walczyli z systemem socjalistycznym jednak należy pamiętać, że świat nie jest czarno-biały. Może to i banalny frazes, ale tak jak III czy IV RP nie jest krajem idealnym tak PRL nie był okresem tylko i wyłącznie złym. Uważam, że książka napisana przez kogoś kto poniekąd stał po drugiej stronie barykady może być dużo bardziej wartościowa niż po raz kolejny napisanie tego samego w taki sam sposób i z tego samego bo zwycięskiego i jedynego-słusznego punktu widzenia.

Nie jest moim celem bronienie czy wybielanie dr Matelskiego. Nie znam go, nie mam z nim zajęć. Wiem tyle, co wyczytałem z wikipedi i znalazłem na serwisach akademickich. Czytałem opinie studentów o tym człowieku. Może kiedyś przejdę się na jego wykład, bo z tego co pisali to są one bardzo ciekawe. Tak, może i ten człowiek współpracował z SB. Nie wiem czy się tego wstydzi czy żałuje. Ni obchodzi mnie to. Liczne wyróżnienia, udział w prestiżowych stowarzyszeniach czy olbrzymia liczba publikacji dobitnie świadczą o jego rzetelności i opinii w środowisku akademickim.

Teraz zadajmy sobie pytanie czy człowiek o tak ugruntowanej pozycji pozwoliłby sobie na nierzetelne napisanie publikacji, na przemycenie tam elementów które zaprzeczałyby bohaterstwu tzw. kombatantów[1]. Nie sądzę. Jeśli nawet spojrzy się na to chłodno kalkulując to po prostu by mu się to nie opłaciło bo podważyło by to jego wiarygodność[2].

Nikt nie jest doskonały. Ludzie popełniają w życiu błędy. Potępiam donosicielstwo. Jednak wyciąganie brudów z przeszłości, rozpamiętywanie ich i robienie sobie z nich reklamy dla własnej organizacji uważam za jeszcze gorsze. Jeśli natomiast się mylę i wytypowanie Doktora naprawdę nastąpiło przez pomyłkę to naprawdę współczuje „największej organizacji kombatantów Czerwca 56’” tego jak rzetelne mają kierownictwo.

Jest jeszcze jeden możliwy powód takiego oburzenia. Bo to nie wypada, aby książkę o walce z komuną pisał TW. Moim zdaniem nie wypada piętnować człowieka tylko dlatego, że zdecydował się na coś czego odmowa mogła mu zrujnować karierę. Nie wypada aby jakakolwiek organizacja obwiniała za własne niedopatrzenie niewinnego człowieka. Tego nie wypada…


[1] Nie zmienię zdania, że jedynie kombatanci Czerwca 56 to żołnierze którzy strzelali do cywilów (Kombatant - słowo pochodzi z języka francuskiego; jest to były żołnierz regularnych formacji wojskowych, oddziałów partyzanckich lub też uczestnik ruchu oporu. Inaczej towarzysz broni. - Wikipedia), ale o nich się raczej mówi mordercy. Natomiast nasi tzw. Kombatanci to zwykli robotnicy którzy protestowali domagając się wyższych zarobków. Ot, Historia pisana piórem zwycięzcy.

[2] W Polsce tylko ludzie u władzy mogą przedkładać osobiste fobie ponad dobro ogólne. Prawda Panie Prezydencie.

Tags: , , , , ,

Koralina

Posted in Rozdroża on listopad 20th, 2008 by Duncan

Koralina urzeka.

Nazwano tą książkę Nową Alicją w Krainie Czarów. Nawet się nie dziwię.

Jest to krótka książeczka nazwana przeze mnie horrorem dla dzieci. Opowiada o dziewczynce która przeprowadza się z rodzicami do domku na odludziu. Główna bohaterka badając nowe miejsce zamieszkania trafia do równoległego świata w który w przeciwieństwie do tego z którego przybyła rodzice są kochani i mają dla niej czas a wszystko jest piękne i cudowne. No prawie wszystko ale kto nie czytał niech zrobi to sam i niech uważa na guziki w tradycyjnie czarnym kolorze.

Neil Gaiman choć wielu zarzuca mu wtórność jest jednym z tych pisarzy którzy potrafią wspaniale wykreować klimat tajemnicy i niepokoju. Nastrój ten towarzyszy nam w trakcie całej książki. Biegające na swych maleńkich nibynóżkach ciarki ostrzegają nas pędząc wzdłuż kręgosłupa, że coś jest nie tak. Ostrzegają wciągając nas niepostrzeżenie do świata Koraliny gdzie pośród plejady ciekawych postaci znów odnajdujemy w sobie to dziecko które kiedyś z uwagą słuchało jak rodzic czyta mu Alicje przed snem.

Tu nie ma króliczej nory. Ale jest równie nastrojowo i tu też koty…albo nie już nic nie piszę.

Tyle wstępu. Istotne jest natomiast, że odpowiedzialny za cudeńko jakim jest „Nightmare Before Christmas” Henry Selick kręci filmową adaptację książki. Nad filmem czuwa Gaiman, a całość ma strasznie Burtonowskie zacięcie więc czekam na film z zniecierpliwieniem.

A jak kogoś ten post zaciekawił to dalej jest tylko ładniej:

Read more »

Tags: , , , ,

“Lustro”

Posted in Tak zwane wiersze on listopad 20th, 2008 by Duncan

Patrzę na siebie z boku
Stojąc po drugiej stronie lustra
Widzę siebie beztroskiego
Bez reszty oddanego radosnej zabawie
Nie myślącego o niczym niż tylko przyjemność
Z za lustra tylko patrzę
Bojąc się zaciśniętymi bezsilnie pięściami
Kruchą tafle naruszyć
Stoję i patrzę
Krzyczę
Wiem, co mam zmienić, co zrobić
Z za lustra swojego głosu jednak nie słyszę
…może nie chce
Widzę siebie bawiącego się
Roześmianego
Upojonego radością życia
Niczym narkotykiem
Łaknącego kolejnej dawki
Nie baczącego na nic poza nią
Gdy demon idzie spać
Budzi się rozum i stara się to wszystko naprawić
Ale noce są zbyt krótkie, a lustro byt mocne
…aby je zbić
Budzi się demon
Na dzień dobry wciągając nosem kreskę beztroski
Oczy błyszczą tak mocno, że nie widać lęku
Tlącego się na ich dnie strachu przed jutrem
…i przed wczoraj
…i przed dzisiaj
Tłukę zaciśniętymi bezsilnie pięściami w gładka tafle lustra
Zostawiam czerwone ślady patrząc jak on upaja się życiem
Krzyczę błagam
On nie słyszy…nie chce?
Na gładkiej pokrytej czerwienią tafli lustra widzę pierwsze pęknięcia

ΞΟΞ

Napisałem to kiedyś w przypływie podłamania spowodowanego pracą. Heh…szkoda gadać.

Tags: , , , ,

“Kalekie Anioły”

Posted in Tak zwane wiersze on listopad 20th, 2008 by Duncan

Sałem w skupieniu na skraju dachu
Ja Anioł
Kaleki, bo jednoskrzydły
Chodnik w dole setki metrów poniżej
Był niczym mała szara kreska, po której spacer swój odbywają mrówki
Kusił
W swobodnym tańcu na gzymsie topiłem swą samotność pustą
Każdym krokiem naigrywając się z swego losu
Z swego pięknego jednego skrzydła, które choć piękne
Wzbić się w powietrze mi zabraniało
Stopa uderzająca gdzieś w pustkę pode mną
Specjalnie? Czy może przypadkiem?
Nie wiem
Początek końca
Szum wiatru w uszach, smak ust Jej w mych ustach
Na plecach dłoni namiętny dotyk, silnych, lecz czułych ramion objecie
Spadamy
Złaknieni siebie
Objęci, wolni, szczęśliwi
Mknąc ku nieszczęściu i szumem wiatru się sycąc
Własnym smakiem, dotykiem, oddechem
Wspólną wolnością
Z przyszłości wspólnej bez litości odarci
Jej jedynej prawdziwie pozbawieni
W rozkosznej pasji pochłonięci sobą
Nieświadomi mocy, co w nich samych drzemie
Rozpościeramy nasz piękne kalekie skrzydła
Bardziej w odruchu niż dla efektu
Dla Nas to były godziny niemalże
Gdy nie nadeszło to
Na cośmy czekali
Po chwili pomknąć nam przyszło
Nad mrówek zamyślonymi, smutnymi głowami
Co spacerują po szarej kresce nie myśląc ni chwili o cudzie nad nimi
O pięknych kalekich aniołach
Szczęśliwie objętych, sycących się sobą
Wbrew wszystkim prawom
Wbrew tak-będzie-lepiej…

ΞΟΞ

Heh… i znowu przez Ciebie i dla Ciebie pisze.
Pogrążam się zapewne, ale co mi tam.
Jestem Dzięki Tobie szczęśliwy.

Tags: , , ,

“W to nikt nie uwierzy”

Posted in Tak zwane wiersze on listopad 20th, 2008 by Duncan

Bluszcz wolno głaz czarny oplata
Rzeźbę natury.
Zimną i niewzruszona, co na rozstaju dróg stoi
Na splocie dwóch żywotów, w miejscu wyboru.
Kamień z rośliną w czułym uścisku dni mijające po cichu liczą
Ludzie ich mijają las wokół się zmienia
Życie z jego brakiem splecione na rozstaju
Wolno obserwują zmiany wokół siebie
Sami w niedorzeczności siebie razem ukryci
Tkwią niezauważeni czuło szepcząc sobie do uszu
Zapewnienia miłości, wyznania swych uczuć
Świat wokół pędzi dziko
Na rozstajach żywoty swą drogę wybierają
Bluszcz obejmuje kamień czarny
Czule niczym kochanka
Zielenią swych ust, swych wici
Namiętne pocałunki składając
Głaz cicho mrucz za podporę służąc
Nikt ich nie dostrzega
Nikt ich nie widzi
W związek kamienia z rośliną nikt z śmiertelnych nie wierzy
Czasem tylko spojrzenie czujnych elfich oczu
Parę kochanków muska
Radując się ich szczęściem
Szeptem niosąc po lesie
Wraz z szumem jesiennych liści
Jak bluszcz się kocha w kamieniu
Jak kamień kocha się w bluszczu

ΞΟΞ

Napisałem to kiedy poznałem Moja Piękną Panią.

Jesteśmy tak różni od siebie. W zasadzie to nie wiem jakim cudem nie mamy w domu permanentnej wojny. Chyba dlatego, że to właśnie te różnice sprawiają, że jesteśmy dla siebie tak atrakcyjni. Ona ma siostrę która jest do mnie podobna. Ja mam brata, który jest jak Ona. Mamy doświadczenie w życiu z ludźmi takimi jak my. Oboje nie jesteśmy łatwi. Niemniej gdy przychodzę po pracy do domu lub gdy spotykamy się gdzieś w trakcie tej drogi to zakochuje się ponownie w Jej oczach, Jej uśmiechu, Jej głosie w tym jak się rusza i jak mówi…heh roztkliwiłem się.

Tags: , ,

“Knajpiana Nowina”

Posted in Pokój Wielkiego...Błazna, Polityka, Tak zwane wiersze on listopad 20th, 2008 by Duncan

Po knajpie przebiegła Nowina!!
Kuchcik aresztowany!!
Nowina miała spodnie w groszki i różowe glany
Miała taką żółtą koszulkę z niebieskimi wzorkami
I bardzo ładny uśmiech, kiedy nie głosiła
Kucharz świat z za krat oglądał donosiła Nowina
Rozglądając się chyłkiem by za konfidencje
Do kompani kucharka wkrótce nie dołączyć
Wsadzili go za przeciek z garnka do pudełka
Takiego styropianowego, co chwałę mu przyniosło
Wszyscy go lubili, bo styropian modny i świadczy o zasługach
W budowie wolnej knajpy. Wolnej od wyzysku
A tutaj niestety wszyło szydło z worka
Choć lepiej by napisać, że to wyszła kosa
Bądź, że się pojawił po prostu zwykły pług niezgody
I to kucharzenie z Żeberem jakoś mu nie wyszło
Ponoć do potrawy nie tych przypraw dodał
Jeszcze się wypiera
Chaos wszędzie szerzy
Przecież Władcy knajpy non stop powtarzali, że żeber nie lubią
I jedzą, bo tak trzeba by pewnie władze dzierżyć
Pomocników kucharka też prawo ujęło
Ponoć to był spisek straszny
Niemalże jak próba otrucia. Królewskiego kota
Albo kaczej mamy, co z za synów tronu knajpą twardo rządzi
Mówi jak rozsadzać gości wokół „swego” stołu
Ten, choć jest okrągły ma malutkie krzesła. W dodatku niewygodne.
Nad nimi góruje tron ptasich monarchów
Przez lud wybranych, do normalności wiodących
Kaczych przywódców z układem walczących nie bacząc na straty
Potrafiących lepiej niż ktokolwiek inny dostrzec, kto wrogiem jest, a kto swoim
Nowina umknęła ptasim prześladowcom
Ponoć też była w układzie i nie jadła mięsa
Opala się teraz gdzieś na Bora bora
Gdzieś głęboko mając wybory, co nadchodzą
I tą zaściankową knajpę, co gdzieś przy bocznej drodze leży
W wiosce zwanej tak jakoś, że nikt nie pamięta
Tam skąd młodzi wieją i gdzie rządzi pleban…

Tags: , , ,

Oto mądrość wyniesiona z kościoła ;)

Posted in Pokój Wielkiego...Błazna on listopad 20th, 2008 by Duncan

“Słup”

Na kraju lasu wśród liści ukryty stał słup
Na słupie czas zatarł trzy płaskorzeźby
Trzy twarze
Kiedyś przy słupie zabłądziły dzieci
Wtedy las jeszcze otaczał go szumnie
Dzieci płakały w strachu i smutku
Zziębnięte i zagubione
Wiosna była młoda
Wieczorny chłód szybko nadszedł
Dzieci dużo złego słyszały
O tym ciemnym lesie
Dziadek powiadał, że w nim leszy straszy
Zaś sąsiadka przekupka mówiła o trzech wiedźmach
Ksiądz coś kiedyś wspomniał o fałszywych bogach
Nikt nocą do lasu sam się nie zapuszczał
Chyba, że szalony bądź bogu niemiły
Wraz z wieczornym wiatrem las grać począł swe pieśni
Na polanie tuż obok tańczyły rusałki
Niedźwiedź się z żubrem siłował na ręce
Elf kucał na gałęzi
Śpiewając piosenkę do melodii wiatru, do dźwięków księżyca
Dzieci były tuż obok oniemiałe w zachwycie
Zapatrzone w elfy bawiące się w lesie
Urzeczone czarem nocnego przedstawienia
Pani na tych włościach wyszła do nich z słupa
Włosy miała rude poskręcane w loki
Twarz Jej biła blaskiem jak święty obrazek
Choć nie była święta biło od niej dobro
Była koleżanką z ich dziecięcych zabaw
Głos miała łagodny brzmiący tak matczyno
W oczach Jej drzemała mądrość wielu wieków
Uśmiechnęła się ciepło
Łzy otarła z ich twarzy
Chwyciła za ręce każdego z osobna
Na ich smutnych buziach znów zagościł spokój
Ona ich bezpiecznie przez las prowadziła
Z dala od pułapek na silne niedźwiedzie
Omijając truciznę na wilki wylaną
Bacząc by żadne nie spotkała krzywda
Do domu powiodła do ciepła kominka
Później powiadali o jasnej panience
Objawienie rzekli, świątynia trzeba stawiać
Budują świątynie, słup trzeba gdzieś wynieść
Bo poganem śmierdzi i brzydki jakiś taki
Nie jak sanktuarkim ku czci jasnej panienki…

ΞΟΞ

Ostatnio chodząc z moja Kochaną do kościoła doszedłem do wniosku, że wiem, po co ludzie tam chodzą.

Te wszystkie pieśni, które się tam śpiewa to szczyty grafomani, śpiewająca (i ozgrozo! Grająca na gitarze*) zakonnica jest fatalna a księża są fatalnie ubrani…to i wiele innych czynników sprawia, że można się poczuć dużo lepiej. Można pomyśleć, że śpiewa się lepiej od tej zakonnicy, że pisze lepiej od autora tych badziewnych pieśni, że ubiera lepiej od klechy w sutannie. W ostateczności można sobie w tłumie wyłowić jakiegoś delikwenta i stwierdzić, że ten (z powodów dowolnych) ma naprawdę przesrane i moje życie przy nim to same pasmo sukcesów a porażki w porównaniu z nim/nią są niegodnymi wzmianki incydentami.

To naprawdę budujące…tyle, że nie jestem pewien czy takie jest główne założenie religii katolickie.

Tak czy owak “patrząc przez pryzmat czasu i soczewkę wydarzeń” można dojść do wniosku, że każda sformalizowana organizacja religijna prędzej czy później wypaczy i zniszczy swoją religie.
Tłumaczy to wzrost popularności wszelkich religii i kultów, które w zasadzie można nazwać ruchami „Open Source” :D. One są czyste nieskażone organizacją, a to naprawdę scala ludzi.

Tags: , , ,

“Przyjaciele”

Posted in Tak zwane wiersze on listopad 19th, 2008 by Duncan

Stoi gdzieś taki samotny pusty dom
Samotny, choć otaczają go piękne szklane wieżowce
Pusty, choć co dzień przez jego progi przetaczają się masy ludzi
Stoi i na wpół otwartymi oknami obserwuje otaczający go świat
Mówi zbyt dużo i zbyt głośno swoją skrzypiącą podłogą i starymi drzwiami
Niewielu jednak go słucha.
Większość przywyka do męczących odgłosów.
Czasem rozmawia.
Z wiatrem szeleszczącym jesiennymi liśćmi.
Z pijącym białe mleko ze spodka kotem…kotką…w zasadzie kocicą.
Z promieniem słońca odbitym w jego niepierwszej już czystości oknach.
Stoi samotnie.
Sycąc się echem miasta.
Zapomniany przez ekipy rozbiórkowe i miejskich planistów.
Rozpalonym w kominku ogniem ogrzewając takich jak on.
Pięknych, lecz nie tak jak by wszyscy chcieli.
Cudownych w wymiarze cudu nieznanym ogółowi.
Ciepłym uśmiechem rozpalających ogień w kominku.

To dla was moi drodzy!!!
Za to jaki dzięki Wam jestem…i jak nie jestem.
Za to, że jestescie i, że ma w was zawsze wsparcie.
Za to, że dajecie mi to czego tak wielu nie potrafi zrozumieć.

Tags: , ,

Bełkot…i co nieco o interpretacji

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych on listopad 19th, 2008 by Duncan

“Efekt Motyla”

Jedna Chwila przystanęła
By na zegar wszechrzeczy popatrzeć
Chwila nic nieznacząca wypadła z obiegu
Jeden moment, jedno spojrzenie, jedna myśl
Świat płonął
Krzyk ofiar niósł się ulicami zniszczonego miasta
Chwila stała i patrzyła w zachwycie jak zegar wszechrzeczy mieni się i błyszczy
Zimny wiatr świat owiał, świat wilczej zamieci
Gdzieś w oddali brzęczały z sobą starte dwa miecze
Precyzyjny mechanizm przyciągał Jej wzrok jak magnez
Czuła się kochana rozumiana wyjątkowa
Wyrwała się z kieratu innych szarych chwil
Z nic nieznaczącej masy chwil
Stojący pod ściana więźniowie przyjmowali swą porcje ołowiu
Ideały konały w cieniu atomowych grzybów
Zegar wszechrzeczy tykał zagłuszając kroki
On stanął za Nią
Chwila go nie słyszała
Tak ona jak i te wszystkie, które utknęły tu przed Nią
Poczuła tylko zimny pocałunek martwego kochanka
- Przykro mi – szepnął
Wszechbyt się Jej sprzed oczu usunął
Pewni ludzie niby przypadkiem spletli swoje dłonie
U stóp zegara życie uciekało z Chwili
…co własnej wagi nigdy nie dostrzegła

Heh…taki pseudofilozoficzny bełkot. Trochę dawno mnie nie było ale cóż wydac miałem zbyt dobry humor by pisać :)
Dla ścisłości humor nadal mi dopisuje.
To niesamowite jak praca zabiera czas. Wszystko tak szybko się zmieniło. Nie minęło pół roku a ja mam narzeczoną, nastąpił znaczny wzrost mojej samodzielności:P myślę o rodzinie, dzieciach, planuję ślub. Szybko się to wszystko dzieje.

Chyba czas nauczyć się doganiać marzenia…wszystko jest dużo trudniejsze jednak wystarczy odrobina więcej wysiłku i wszystko idzie tak jak powinno.

Dobra muszę biec czas goni…

Ps. Interpretacja utworu literackiego – rodzaj analizy naukowej, mającej na celu wyjaśnienie i wydobycie wewnętrznego sensu utworu literackiego.

Tak się zastanawiam. Skoro jest tak wiele różnych punktów widzenia to jak jeden utwór literacki może być interpretowany na jeden sposób. Kiedyś ktoś mądry powiedział mi, że nie ważne jest to, co się mówi tylko to jak odbiorą to inni. Wobec tego zależy wziąć pod uwagę, że każdy może na swój sposób interpretować wiersze czy sztukę abstrakcyjną. Jedna słuszna interpretacja jest możliwa tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z przekazem prostym. Przekaz złożony, jakim z całą pewnością jest abstrakcja umyka moim zdaniem jednoznacznej interpretacji…w świetle tego naprawdę nie rozumiem, dlaczego uczyć się o tym, co miał na myśli poeta pisząc dane dzieło. Zwłaszcza, że zwykle autor „jedynej i słusznej” interpretacji szkolnej nie tyle nie znał autora dzieła, co nawet nie, żył w jego czasach. HOWG! :P

Tags: , , ,

Szufladki i mnóstwo patosu…

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych on listopad 19th, 2008 by Duncan

„Szpilka”

Ktoś wbił mi w oko szpilkę i przegląda się w Jej łebku
Jak lustro w lustro wpatrzone wciąż widzi kopie siebie
Każda mniej szczegółowa, mniej wyraźna, bardziej obca
Szpilka sprawia ból
…sprawia, że widzę to, co chce widzieć
Odbicie siebie w odbiciu siebie w łebku od szpilki
Płaczę
Szpilka rdzą się pokrywa, koroduje
Obraz coraz bardziej ogólny, widziany z daleka
Obraz siebie bliższy doskonałości
Obraz uogólniony
Obraz siebie bliższy temu, czego nie chce widzieć
Obraz wpasowany w ogólny schemat
Obraz widziany z daleka
Szpilka pęka z trzaskiem brzmiącym jak krzyk dziecka
Połamane skrzydła wyprężają się w agonalnym zrywie
Czarna krew bryzga wokół
Miała być błękitna
Jak łza która wypłynęła z oka
Jak łza która złamała szpilkę
…tą wbita w oko
Znów płaczę
Zamiast łez na ziemie płyną z oczu wątpliwości
Wahanie
Czy to co widziałem w łebku od szpilki
Było jawą, snem, pragnieniem, ułudą
Czy może prawdą w którą nie chce wierzyć
Szept gdzieś z za widnokręgu
Uśmiecham się
…idę do Niej

Każdy jest inny…zawsze byłem wrogiem szufladkowania. Nie zmienia jednak to faktu, że jeśli spojrzy się na masę kolorowych i indywidualnych ludzi z odpowiedniej odległości i z pewnej perspektywy to widzi się szarą masę. Pewne uogólnienia sprawiają, że można nas szufladkować. Owszem spłyca to Nas. Jednak do pewnych celów, badań czy do poczynienia pewnych założeń potrzebne jest spłycenie…zwłaszcza wtedy kiedy badający ma w dupie naszą głębie ;)

Istnieją na świecie fabryki robotów. Dres Code, dyscyplina organizacyjna, rutyna. To wszystko bazuje na statystycznym uogólnieniu, na pokazaniu tego co jest standartowe i akceptowalne przez ogół będący grupa targetową. Przystając do organizacji bądź społeczności nastawionej na generowanie zysków musimy się dopasować do jej wymogów.

Czy zatem jako szary pracownik wielotysięcznej firmy generującej miliardy złotych zysku (rocznie rzecz jasna), jako pracownik kapitalistycznego bezdusznego i nastawionego na zyski molocha zatracam własną odrębność?

Istnieją na świecie fabryki robotów…nie do końca. Fabryki tworzą, a to co możemy nazwać fabrykami – uczelnie, firmy, organizacje – tylko przerabiają coś co już było. Takie „Pimp my life style”. Co oczywiste jednostka taka może być „odPimpowana” na każdy możliwy kolor pod warunkiem, że jest to kolor szary (Patrz sprzedaż AT-AT czy AT-ST i innego imperialnego walkerstwa). Ciekawym aspektem tej „przemiany” jest to, że wraz z malunkiem wtłacza się w takiego delikwenta przeświadczenie o swojej wyjątkowości. Ponadto wpaja się mu/jej wiarę, że pogłębianie swojej szarości i wpasowywanie się w diagram i schemat i stertę tabelek i plan wynikowy (ten naliczany kwartalnie) sprawi, że będzie on bardziej wyjątkowy.

Szczęśliwie nie wszyscy są na to podatni.
Część cierpi nie mogąc się przystosować i się w końcu wypala.
Ci najszczęśliwsi potrafią podzielić swe życie…
Mimikra jest kluczem do przetrwania. Problem polega tylko na tym, że Ci najbardziej zasymilowani wierzą, że tak naprawdę są kolorowi. Nie zauważają, że tak naprawdę pozostają szczurami w wyścigu. Zamiast medalu na mecie dostają w prezencie od firmy zawał no i może ładny pogrzeb (oczywiście jeśli zrealizowali plan). Jak odróżnić czy jest się wolnym czy tylko w wolność się wierzy?
Nie wiem. Sam może tylko wierzę, a może jestem wolny. Nie obchodzi mnie to do póki jestem szczęśliwy i do póki to co daje mi praca pozostaje tylko środkiem do celu a nie samym celem.

Jestem w szufladce. Ktoś mnie zbadał, zmierzył, ocenił i przeliczył. Wyszła mu z tego sterta wykresów, opasłe tomisko tabel, karton diagramów i kupa tekstu, który i tak nie opisze kim jestem a tylko tego kogo badacz chciałby zobaczyć…mam więc prośbę.
Wynocha z mojej szuflady!!!
Tu jest miejsce dla mnie i moich bliskich :)

Dzięki, że jesteście…to właśnie dzięki Wam jestem kim jestem!

Tags: , , , ,