„UBcka Paranoja”
Posted in Pokój Wielkiego...Błazna, Polityka, Z Krainy Pozdziemnej Pomarańczy on listopad 21st, 2008 by DuncanCo świadczy o rzetelności historyka, wykładowcy, pisarza?
Zawsze wydawało mi się, że to jak pisze, jak wykłada czy jaką dysponuje wiedzą. Okazało się jednak, że najbardziej istotna jest przeszłość takiej osoby. Ostatnimi czasy rozpętała się medialna burza wokół postaci dr hab Dariusza Matelskiego. Został on wybrany przez „Największe Stowarzyszenie Kombatantów Czerwca 56” na autora książki poświęconej ich organizacji. Burza spowodowana jest faktem iż dr Matelski jest jedynym ujawnionym współpracownikiem SB z środowiska akademickiego Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Teczka Pana Doktora jest dość pokaźna. Można się z niej między innymi dowiedzieć, że do współpracy zgłosił się na ochotnika, że donosił na studentów, wykładowców nawet na samego Bartoszewskiego. Sam dr Matelski odcina się od mediów i nie chce komentować tak swojej przeszłości jak i sprawy publikacji. Jakoś się temu nie dziwię bo nie ma za bardzo czego komentować.
W całej sprawie najbardziej żenujące jest to, że ludzie którzy polecili Doktora jako rzetelnego pisarza i wykładowcę, ludzie którzy najęli go do napisania tej książki teraz biją się w pierś, przepraszają i głośno krzyczą o swojej niewiedzy oraz o tym jak zostali wprowadzeni w błąd.
Mam wobec tego pytanie gdzie byli w 2005 roku kiedy o sprawie było głośno. Jest to jedyna osoba z środowiska akademickiego UAM której udowodniono współpracę, i która się do tej współpracy przyznała. Trudno nie słyszeć o takiej osobie zwłaszcza jeśli stoi się na czele stowarzyszenia które podobno tak zaciekle walczyło z komuną. To trochę źle świadczy o rzetelności takiej organizacji. Pani Aleksandra Banasiak, która jest jej prezesem twierdzi, że o fakcie współpracy doktora Matelskiego z SB dowiedziała się zbyt późno by wstrzymać pisanie pracy.Jak widać lepiej było poczekać na szum wokół publikacji i teraz wycofywać książkę z obiegu niż przerwać jej pisanie.
Wrócę do pytania zadanego na samym początku. Dochodzę do wniosku, że o kilku lat w naszym kraju panuje jakaś społeczna eSBcka paranoja. Już jakiś czas temu wypowiedziałem się co myślę na ten temat teraz jednak chciałbym spojrzeć na to z punktu widzenia rzetelności zawodowej. Nie należy bowiem moim zdaniem oceniać publikacji dr Matelskiego pod kątem jego przeszłości. Przeczytajmy tą książkę, zweryfikujmy jej wartość merytoryczną. I oceńmy ją właściwie a nie przez pryzmat stereotypu o złym tajnym współpracowniku SB. Włodzimierz Marciniak, szef Związku Kombatantów i Uczestników Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 roku (to inna organizacja, jest ich trochę) twierdzi, że w ich wypadku wszyscy współpracownicy są prześwietlani w IPNie ponieważ jak twierdzi „Nie możemy pozwolić sobie na związek z żadnym SBkiem”.
Ja się natomiast pytam dlaczego nie mogą sobie pozwolić na taki związek. Bo mogłoby w niej być coś innego od oficjalnego banału o równej walce z tzw. komuną. Może właśnie dzięki publikacji takiego człowieka dowiedzielibyśmy się czegoś więcej, czegoś innego. Uważam, że historię piszą zwycięzcy. Po 89` roku zwyciężyli ludzie którzy przez długi czas walczyli z systemem socjalistycznym jednak należy pamiętać, że świat nie jest czarno-biały. Może to i banalny frazes, ale tak jak III czy IV RP nie jest krajem idealnym tak PRL nie był okresem tylko i wyłącznie złym. Uważam, że książka napisana przez kogoś kto poniekąd stał po drugiej stronie barykady może być dużo bardziej wartościowa niż po raz kolejny napisanie tego samego w taki sam sposób i z tego samego bo zwycięskiego i jedynego-słusznego punktu widzenia.
Nie jest moim celem bronienie czy wybielanie dr Matelskiego. Nie znam go, nie mam z nim zajęć. Wiem tyle, co wyczytałem z wikipedi i znalazłem na serwisach akademickich. Czytałem opinie studentów o tym człowieku. Może kiedyś przejdę się na jego wykład, bo z tego co pisali to są one bardzo ciekawe. Tak, może i ten człowiek współpracował z SB. Nie wiem czy się tego wstydzi czy żałuje. Ni obchodzi mnie to. Liczne wyróżnienia, udział w prestiżowych stowarzyszeniach czy olbrzymia liczba publikacji dobitnie świadczą o jego rzetelności i opinii w środowisku akademickim.
Teraz zadajmy sobie pytanie czy człowiek o tak ugruntowanej pozycji pozwoliłby sobie na nierzetelne napisanie publikacji, na przemycenie tam elementów które zaprzeczałyby bohaterstwu tzw. kombatantów[1]. Nie sądzę. Jeśli nawet spojrzy się na to chłodno kalkulując to po prostu by mu się to nie opłaciło bo podważyło by to jego wiarygodność[2].
Nikt nie jest doskonały. Ludzie popełniają w życiu błędy. Potępiam donosicielstwo. Jednak wyciąganie brudów z przeszłości, rozpamiętywanie ich i robienie sobie z nich reklamy dla własnej organizacji uważam za jeszcze gorsze. Jeśli natomiast się mylę i wytypowanie Doktora naprawdę nastąpiło przez pomyłkę to naprawdę współczuje „największej organizacji kombatantów Czerwca 56’” tego jak rzetelne mają kierownictwo.
Jest jeszcze jeden możliwy powód takiego oburzenia. Bo to nie wypada, aby książkę o walce z komuną pisał TW. Moim zdaniem nie wypada piętnować człowieka tylko dlatego, że zdecydował się na coś czego odmowa mogła mu zrujnować karierę. Nie wypada aby jakakolwiek organizacja obwiniała za własne niedopatrzenie niewinnego człowieka. Tego nie wypada…

[1] Nie zmienię zdania, że jedynie kombatanci Czerwca 56 to żołnierze którzy strzelali do cywilów (Kombatant - słowo pochodzi z języka francuskiego; jest to były żołnierz regularnych formacji wojskowych, oddziałów partyzanckich lub też uczestnik ruchu oporu. Inaczej towarzysz broni. - Wikipedia), ale o nich się raczej mówi mordercy. Natomiast nasi tzw. Kombatanci to zwykli robotnicy którzy protestowali domagając się wyższych zarobków. Ot, Historia pisana piórem zwycięzcy.
[2] W Polsce tylko ludzie u władzy mogą przedkładać osobiste fobie ponad dobro ogólne. Prawda Panie Prezydencie.
