Genialne…
Posted in Rozdroża on styczeń 29th, 2009 by DuncanNormalnie jak urzeczony słucham i się nasłuchać nie mogę
Jedyne co mnie wkurza to to, że nie rozpoznaje wszystkich użytych melodii…ale co tam to i tak jest śliczne
Normalnie jak urzeczony słucham i się nasłuchać nie mogę
Jedyne co mnie wkurza to to, że nie rozpoznaje wszystkich użytych melodii…ale co tam to i tak jest śliczne

Izraelskie czołgi ostrzelały szkołę, w której schronili się palestyńscy uchodźcy. 40 osób zginęło ponad 50 zostało rannych. Sami cywile.
Gdzie jest granica?
Od czasu powstania państwa Izrael po II wojnie światowej sytuacja w tym rejonie jest niestabilna. Nie znaczy to, że wina za całość problemu ponoszą Izraelczycy. Nie znaczy to tez jednak, że całość winy leży po stronie sąsiadujących z Izraelem państw Arabskich.
Nie ma czegoś takiego jak fanatyzm religijny w skali globalnej. Fanatykami są poszczególne jednostki, natomiast masy ludzkie działają dla zysku. Prawdziwi fanatycy są wykorzystywani przez tych, którzy wiedza jak na fanatyzmie zarobić.
Co stoi, bowiem u podstaw terroryzmu? Jest to chęć osiągnięcia rozgłosu i osiągnięcia celów realizowanych przez organizacje metodami dużo bardziej wybuchowymi aniżeli dyplomacja. Problem polega na tym, że ktoś mądry wpadł na to, że wykrzykując pełne religijnego zapału hasła może pozyskać dla swojej „sprawy” masę sponsorów. Nie ważne czy owi sponsorzy są fanatykami czy tylko bogatymi szejkami chcącymi wierzyć, że wsparli „sprawę”. Liczy się to, że pieniądze płyną.
Zastanawia mnie ile z tych sum jest przeznaczanych faktycznie na cele związane z terroryzmem, a ile ginie na prywatnych kontach, co sprytniejszych przywódców organizacji terrorystycznych?
Jeśli spojrzeć nawet pobieżnie na historię kultury arabskiej to można zauważyć, że pojawienie się terminu Jihad tłumaczonego jako święta wojna związane było bezpośrednio z koniecznością obrony ich wiary przed agresją europejskiego chrześcijaństwa. Próba odbicia ziemi świętej była tylko pretekstem do wskazania królestwom Europy wspólnego wroga. Do tej właśnie ideologii obrony wiary odwołali się właśnie współcześni terroryści. Mieli ku temu dokładnie taki sam powód jak średniowieczni włodarze kościoła. Wtedy zbierano datki na krucjaty teraz przelewa się fundusze na świętą wojnę.
Jeśli spojrzy się na choćby historię współczesnego Afganistanu to widać, że za wzrost znaczenia Talibów i ich fanatyczne zapędy odpowiedzialne jest przede wszystkim USA. Kongres zezwalał na przekazywanie olbrzymich sum pieniędzy, broni i szkolenie Afgańskich bojowników. Pozyskane wtedy wyposażenie służy teraz między innymi do atakowania polskich żołnierzy okupujących Afganistan. Doświadczenie, które Talibowie zdobyli w owym czasie służy do szkolenia arabskich terrorystów, którzy w fanatycznym szale nie zwracają uwagi na to, ze tak naprawdę są tylko marionetkami służącymi zdobywaniu kasy.
Czy racje mieli twórcy „Tajnej wojny Charliego Willsona”, którzy pokazali, że oprócz tego jak prowadzić wojnę należy uczyć tego jak żyć po jej wygraniu?
Niestety nie zrobiono tego. Zamiast tego utrzymano pogląd jak dobrze można zarabiać na wojnie.
Szczuje się, więc na siebie dwa narody, prowokuje starcia i konflikty. Osoby, które to robią nie patrzą na ofiary licząc tylko to jak szybko zarobią.
Kiedy patrzę na konflikt na bliskim wschodzie to widzę terrorystów walczących z terrorystami. Jedni i drudzy tak samo głupi i tak samo ślepi dziesiątkują cywilów w imię „sprawy”, która jest tylko przykrywką do bogacenia się jednostek. Ludzi, którzy są na tyle bezwzględni, że nie wahają się zarabiać na śmierci.



Wstyd przyznać ale o „Strażnikach” dowiedziałem się całkiem niedawno. W zasadzie to dopiero kiedy zrobiło się głośno o ekranizacji tego „prawdopodobnie najlepszego komiksu o superbohaterach na świecie”.
Pod choinką znalazłem wszystkie trzy tomy komiksu. Na kolejne kilka dni utonąłem w wykreowanej przez Alana Moorea alternatywnej rzeczywistości. Gdy skończyłem byłem pewien, że nie czytałem lepszego komiksu poświęconego superbohaterom. Problem polegał jednak na tym, że nie bardzo wiedziałem dlaczego. Mnogość wątków i poruszonych tematów przyprawić może o zawrót głowy. Zacząłem wracać do poszczególnych fragmentów komiksu, analizować pojedyncze historie, które składały się na całą opowieść. Wtedy dopiero zacząłem wyłapywać pewne szczegóły, które umknęły mi gdy porwany głównym nurtem opowieści czytałem ją pośpiesznie.
Zrozumiałem wtedy, że siłą komiksu nie jest jak mi się początkowo wydawało to jak wiele wątków porusza ale to w jaki sposób to robi. W przeciwieństwie bowiem do większości komiksów traktujących o superbohaterach Strażnicy nie są komiksem akcji. Są dramatem psychologicznym. Jednak w tej opowieści splatają się również wątki opowieści o paranoi, o szaleństwie. Autor podejmuje się w pewnym sensie odpowiedzi na pytanie czym jest superbohaterstwo. Istotnym faktem jest tutaj to, iż tylko jedna z postaci dysponuje nadludzkimi zdolnościami. Pozostali bohaterowie to osoby, które zdecydowały się na walkę z przestępczością na własną rękę. Mieli oni tylko swoją siłę, zręczność, spryt czy intelekt, a w przypadku co niektórych garść gadżetów, których mógłby im Batman z Bondem pozazdrościć.
Najważniejsze jest jednak to, że pozostają oni na wskroś ludzcy. Mają swoje fobie, swoje szaleństwa, swoje lęki i nałogi. Niektórzy są skończonymi idealistami inni cynicznymi draniami, a niektórzy fanatykami. Jedna z postaci stwierdza nawet w pewnym momencie, że „każdy kto zdecydował się ganiać przestępców w gaciach naciągniętych na spodnie musi mieć nierówno pod sufitem”.
W uniwersum Strażników w 1977 roku ustawa rządowa zdelegalizowała działalność superbohaterów, w akcji pozostali jednie ci, którzy byli naprawdę zdeterminowani w swej misji oraz ci, którzy zdecydowali się na pracę dla rządu. Tą drugą opcję wybrał Doktor Manhattan, który był zupełnym przeciwieństwem wszystkich innych bohaterów tej opowieści. Jest to jedyna postać, która dysponowała nadludzkimi mocami. Jednak im bardziej go poznajemy tym bardziej zauważamy jak bardzo oddalił się od ludzi. Autor kreuje postać, która nie tyle swą potęgą, co zdolnością pojmowania patrzenia i rozumienia wykracza poza człowieka. Istota, która dysponuje niemal boską mocą nie myśli nie czuje i nie postrzega jak człowiek. Można w tym dostrzec pewnego rodzaju rozważenie nad istotą Boga jako bytu absolutnie wszechmocnego, a jednocześnie krępowanego swą wszechmocą i wszechwiedzą. Tak jakby odpowiedzią na pytanie „czy Bóg jest wstanie stworzyć kamień którego nie podniesie” odpowiedzieć, że On sam jest takim kamieniem.
Dzieło Alana Moorea najlepiej smakować po trochu. Stworzona na jego potrzeby plejada postaci bawi, porusza, irytuje, ale przede wszystkim skłania do myślenia. Skłania do zastanowienia się nad nami samymi i nad światem. Komiks ten uświadamia przy tym jak krucha jest struktura wszystkiego co nas otacza jak niewiele potrzeba by ją zburzyć, a jak wiele by do upadku nie doprowadzić.
Komiks napisano pod koniec lat osiemdziesiątych i autor umiejętnie wykorzystał lęki tamtego okresu. Konflikt globalny, rasizm, homofobie. Moore zadaje przy tym pytanie jak niewiele dzieli patriotyzm od nacjonalizmu, a ten z kolei od faszyzmu. Wszystkie te pytania pozostają wciąż aktualne obawiam się, że jako osoba nie żyjąca w tamtych czasach nie jestem w stanie w pełni docenić maestrii roztaczanej atmosfery. Choć boje się, że tamte czasy jakoś bardzo się od naszych nie różnią.
Świat Strażników intryguje i oczarowuje. Na pewno jeszcze będę do niego wracał. W tych trzech zeszytach jest zamknięte tak wiele magii której jeszcze nie dostrzegłem.
Podsumowując komiks polecam każdemu kto chce przy czytaniu pomyśleć. Jeśli nie wierzysz, że opowieść o ekipie w gaciach naciągniętych na getry może okazać się ożywcza dla umysłu to daj szanse Strażnikom. Jestem niemal pewien, że nie pożałujesz.
