AFRO SAMURAI
Posted in Rozdroża on kwiecień 29th, 2009 by Duncan
Kiedy lata temu zetknąłem się z Hip-Hopowymi samurajami i czarnoskórymi Ninja w wykonaniu Wu-Tang Clan jakoś mnie to odrzuciło. Pasowało to do siebie jak biali przebierający się za Indian - niby mają wszystkie rekwizyty i zapał ale wciąż nie są Indianami.
Jakiś czas temu zachęcony osobą Samuela L. Jacksona obejrzałem pięcioodcinkowy miniserial Afro Samurai. Opowiada on o czarnoskórym wojowniku którego jedynym celem jest pomszczenie ojca. Początkowo podchodziłem do serialu z sporym dystansem jednak nie zauważyłem nawet jak pochłonął mnie bez reszty. Wykreowana w nim zakręcona wizja „Dzikiego Dalekiego Wschodu” gdzie samuraj staje naprzeciw rewolwerowca ma w sobie niesamowity magnetyzm. W tym świecie ciągłej walki istotą wszystkiego są dwie opaski. Opaska numer jeden i numer dwa. Tą pierwszą jak nietrudno się domyśleć nosi najlepszy wojownik na świecie. Mistrz nad mistrzów, zakapior nie do zatłuczenia. Jedyną osoba która może go wyzwać jest ta posiadająca opaskę z numerem dwa. Problem jednak polega na tym, że tego który ją nosić mogą wyzwać wszyscy. Takie są zasady…reszta to jedna wielka rzeźnia.
Gdyby film skupiał się tylko na tym co napisałem powyżej byłby, co najwyżej ładny ale trudno by się w nim było zachwycać czymś więcej niż kreską.
Szczęśliwie przez całą serię towarzyszy nam opowieść o zemście, ale nie płytkie badziewie pokroju Kill Billa, a prawdziwa epicka opowieść o człowieku żyjącym tylko zemstą. Wszystko co robi czym się kieruje i w co wierzy to zemsta. Nie ma dla Afro Samuraja nic poza nią i oprócz niej.
I jak paradoksalnie by to nie zabrzmiało to się na nim mści. Wraz z zemstą podąża za nim śmierć. Giną jego wrogowie i jego sprzymierzeńcy, ci którzy mu grożą i którzy mu dobrze życzą. Film doskonale pokazuje czym jest to pragnienie i co oznacza. Przez cały czas widzimy, że w przeciwieństwie do ostrza samuraja zemsta jest bronią obosieczną.
Fabuła filmu jest suto przeplatana retrospekcjami. Dzięki nim widzimy, co ukształtowało Afro Samuraja i co uczyniło tym kim jest. Jest on przykładem tak bardzo lubianych przeze mnie postaci kompletnych. Ma swoją historie i swoje miejsce w opowieści. Oglądając film zaskakująco łatwo utożsamić się z głównym bohaterem. Dodatkowego kolorytu nadaje mu Ninja Ninja, który jest jego najlepszym przyjacielem i jednocześnie głosem rozsądku. Jego dialo…ok monologi są naprawdę przecudowne. Ninja jest bowiem kompletną antytezą skupionego na celu Samuraja. Namawia go zwykle do obejścia pułapki bokiem, do uniknięcia walki. Jest wesoły, roztrzepany i tchórzliwy. Jest osoba na bycie którą Afro nie może sobie pozwolić. Obaj jednak choć tak od siebie różni razem stanowią kompletna całość.
Dodatkowo w rolach głównych głos podkładają Samuel L. Jackson i Ron Prelman (jako Justice - Numer Jeden). Dotąd zawsze uważałem, że najbardziej twardzielski głos należały do Vin „Riddicka” Diesla, ale jak się okazuje Afro Samurai pozostawia go daleko w tyle.
Pięcioodcinkowa seria opowiada o drodze Afro Samuraja do opaski numer jeden noszonej przez zabójcę jego ojca. Ojca który ostatnim tchnieniem poprosił syna o zemstę i tym samym naznaczył go na całe życie i w pewnym sensie zakuł w kajdany. Po mimo licznych walk, aktów przemocy i brutalnych scen jest to jednak opowieść o wydźwięku silnie pacyfistycznym. Jest tak ponieważ oprócz samej walki pokazuje jej konsekwencje, które tylko pozornie nie pozostawiają na bohaterze żadnej skazy. Musze przyznać, że końcówka jest interesująca i naprawdę…zabójcza.
Na koniec zostawiłem jeszcze trzy sprawy. Pierwsza to grafika. Cały serial rysowany jest bardzo ładną żywą kreską. Niewiele tu statycznych elementów, a i gra kolorów wypada zdecydowanie na plus. Sporą część stanowią tu sceny walki przedstawione w nowoczesny dynamiczny sposób. Należy przy tym zauważyć że jest to obraz bardzo brutalny. Krew leje się strumieniami, a poodcinane kończy kręcą w powietrzu makabryczne piruety. Po mimo tego jakoś to wszystko do siebie pasuje i nie razi zbytnio.
Po drugie w całej serii tkwi jakiś taki duch Quentina Tarantino. Widać go w scenografii, kolorystyce, animacji postaci. Dodatkowo sama fabuła, humor i sposób przedstawienia historii mają wiele wspólnego z obrazami twórcy Kill Billa. Nie bez powodu odwołuje się tu do tego filmu. Afro Samurai jest moim zdaniem tym czym film o polowaniu na Billa mógł być.
Na osobny akapit zasługuje muzyka. Jeśli ktoś powiedziałby mi rok temu, że będę nosił w odtwarzaczu hip hop to bym się w czoło po pukał…i było by mi teraz głupio ;). RZA zrobił coś niesamowitego. Zmiksował Hip-hop muzykę ze spaghetti westernów i przyprawił to szczyptą orientalnego klimatu. Wyszła z tego mieszanka wybuchowa, która doskonale ilustruje cały serial, stanowi idealne tło pod sesje RPG i świetnie brzmi w słuchawkach kiedy pogina się rankiem przez zatłoczone miasto. Coś doskonałego (jak nie wierzycie rzućcie okiem-uchem na klip pod recką…to co prawda utwór z gry jednak tego samego autora).
Podsumowując polecam film każdemu kto lubi klimat filmów Taratino i fajne historie. Nawet jeśli uważacie, że Czarnoskóry Samuraj to obraza dla Bushido (a pewnym jest, że jest on bardziej przekonywujący od Toma C.) to mimo wszystko dajcie mu szansę bo klimat tej opowieści jest naprawdę wspaniały…



