AFRO SAMURAI

Posted in Rozdroża on kwiecień 29th, 2009 by Duncan

Autor: http://firecotton.deviantart.com/art/Afro-Samurai-69166974

Kiedy lata temu zetknąłem się z Hip-Hopowymi samurajami i czarnoskórymi Ninja w wykonaniu Wu-Tang Clan jakoś mnie to odrzuciło. Pasowało to do siebie jak biali przebierający się za Indian - niby mają wszystkie rekwizyty i zapał ale wciąż nie są Indianami.
Jakiś czas temu zachęcony osobą Samuela L. Jacksona obejrzałem pięcioodcinkowy miniserial Afro Samurai. Opowiada on o czarnoskórym wojowniku którego jedynym celem jest pomszczenie ojca. Początkowo podchodziłem do serialu z sporym dystansem jednak nie zauważyłem nawet jak pochłonął mnie bez reszty. Wykreowana w nim zakręcona wizja „Dzikiego Dalekiego Wschodu” gdzie samuraj staje naprzeciw rewolwerowca ma w sobie niesamowity magnetyzm. W tym świecie ciągłej walki istotą wszystkiego są dwie opaski. Opaska numer jeden i numer dwa. Tą pierwszą jak nietrudno się domyśleć nosi najlepszy wojownik na świecie. Mistrz nad mistrzów, zakapior nie do zatłuczenia. Jedyną osoba która może go wyzwać jest ta posiadająca opaskę z numerem dwa. Problem jednak polega na tym, że tego który ją nosić mogą wyzwać wszyscy. Takie są zasady…reszta to jedna wielka rzeźnia.
Gdyby film skupiał się tylko na tym co napisałem powyżej byłby, co najwyżej ładny ale trudno by się w nim było zachwycać czymś więcej niż kreską.
Szczęśliwie przez całą serię towarzyszy nam opowieść o zemście, ale nie płytkie badziewie pokroju Kill Billa, a prawdziwa epicka opowieść o człowieku żyjącym tylko zemstą. Wszystko co robi czym się kieruje i w co wierzy to zemsta. Nie ma dla Afro Samuraja nic poza nią i oprócz niej.
I jak paradoksalnie by to nie zabrzmiało to się na nim mści. Wraz z zemstą podąża za nim śmierć. Giną jego wrogowie i jego sprzymierzeńcy, ci którzy mu grożą i którzy mu dobrze życzą. Film doskonale pokazuje czym jest to pragnienie i co oznacza. Przez cały czas widzimy, że w przeciwieństwie do ostrza samuraja zemsta jest bronią obosieczną.
Fabuła filmu jest suto przeplatana retrospekcjami. Dzięki nim widzimy, co ukształtowało Afro Samuraja i co uczyniło tym kim jest. Jest on przykładem tak bardzo lubianych przeze mnie postaci kompletnych. Ma swoją historie i swoje miejsce w opowieści. Oglądając film zaskakująco łatwo utożsamić się z głównym bohaterem. Dodatkowego kolorytu nadaje mu Ninja Ninja, który jest jego najlepszym przyjacielem i jednocześnie głosem rozsądku. Jego dialo…ok monologi są naprawdę przecudowne. Ninja jest bowiem kompletną antytezą skupionego na celu Samuraja. Namawia go zwykle do obejścia pułapki bokiem, do uniknięcia walki. Jest wesoły, roztrzepany i tchórzliwy. Jest osoba na bycie którą Afro nie może sobie pozwolić. Obaj jednak choć tak od siebie różni razem stanowią kompletna całość.
Dodatkowo w rolach głównych głos podkładają Samuel L. Jackson i Ron Prelman (jako Justice - Numer Jeden). Dotąd zawsze uważałem, że najbardziej twardzielski głos należały do Vin „Riddicka” Diesla, ale jak się okazuje Afro Samurai pozostawia go daleko w tyle.
Pięcioodcinkowa seria opowiada o drodze Afro Samuraja do opaski numer jeden noszonej przez zabójcę jego ojca. Ojca który ostatnim tchnieniem poprosił syna o zemstę i tym samym naznaczył go na całe życie i w pewnym sensie zakuł w kajdany. Po mimo licznych walk, aktów przemocy i brutalnych scen jest to jednak opowieść o wydźwięku silnie pacyfistycznym. Jest tak ponieważ oprócz samej walki pokazuje jej konsekwencje, które tylko pozornie nie pozostawiają na bohaterze żadnej skazy. Musze przyznać, że końcówka jest interesująca i naprawdę…zabójcza.
Na koniec zostawiłem jeszcze trzy sprawy. Pierwsza to grafika. Cały serial rysowany jest bardzo ładną żywą kreską. Niewiele tu statycznych elementów, a i gra kolorów wypada zdecydowanie na plus. Sporą część stanowią tu sceny walki przedstawione w nowoczesny dynamiczny sposób. Należy przy tym zauważyć że jest to obraz bardzo brutalny. Krew leje się strumieniami, a poodcinane kończy kręcą w powietrzu makabryczne piruety. Po mimo tego jakoś to wszystko do siebie pasuje i nie razi zbytnio.
Po drugie w całej serii tkwi jakiś taki duch Quentina Tarantino. Widać go w scenografii, kolorystyce, animacji postaci. Dodatkowo sama fabuła, humor i sposób przedstawienia historii mają wiele wspólnego z obrazami twórcy Kill Billa. Nie bez powodu odwołuje się tu do tego filmu. Afro Samurai jest moim zdaniem tym czym film o polowaniu na Billa mógł być.
Na osobny akapit zasługuje muzyka. Jeśli ktoś powiedziałby mi rok temu, że będę nosił w odtwarzaczu hip hop to bym się w czoło po pukał…i było by mi teraz głupio ;). RZA zrobił coś niesamowitego. Zmiksował Hip-hop muzykę ze spaghetti westernów i przyprawił to szczyptą orientalnego klimatu. Wyszła z tego mieszanka wybuchowa, która doskonale ilustruje cały serial, stanowi idealne tło pod sesje RPG i świetnie brzmi w słuchawkach kiedy pogina się rankiem przez zatłoczone miasto. Coś doskonałego (jak nie wierzycie rzućcie okiem-uchem na klip pod recką…to co prawda utwór z gry jednak tego samego autora).
Podsumowując polecam film każdemu kto lubi klimat filmów Taratino i fajne historie. Nawet jeśli uważacie, że Czarnoskóry Samuraj to obraza dla Bushido (a pewnym jest, że jest on bardziej przekonywujący od Toma C.) to mimo wszystko dajcie mu szansę bo klimat tej opowieści jest naprawdę wspaniały…

Tags: , , ,

Taka refleksja…

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych, Tak zwane wiersze on kwiecień 28th, 2009 by Duncan

„W Zawieszeniu”

Zawieszony w czasu trwaniu
Spoglądam błyszczącymi oczyma
W światło gwiazd odbite od powierzchni jeziora
Noc cicho szepcze do ucha
W pustej dłoni tkwi wspomnienie dotyku
Zawieszony w rzeczywistości pojmowaniu
Próbuje zrozumieć świata serca bicie
Niosące się wśród leśnych ścieżek i miejskich ulic
Poranne słońce świeci mi w oczy
W pustej głowie tkwią wspomnienia twojego uśmiechu
Zawieszony trwam
Próbuje słuchać, rozumieć, pojąć
Gdzieś na skraju świadomości wymyka mi się sens
Tryby jak opętane pracują w mej głowie
Ciche tykanie
Coraz szybciej i szybciej
Zawieszony w poznaniu sensu
Krzyczę chcąc zatrzymać świat
By jutra nie było
…ale jutro jest juz dziś
Zawieszony we własnym życiu
Uczę się go na nowo
Wstaję, oddycham, wracam do życia
Znów czuję dłoń Twoja w mojej
Twój uśmiech nie jest juz tylko wspomnieniem
Ruszamy w dalsza drogę…

ΞΟΞ

Rozmowa z kimś mądrym uświadomiła mi jak wielkie szczęście mnie spotkało…i jaki byłem mądry, że nie wypościłem go…jej z rąk.

Tags: , , , ,

“Franklyn”

Posted in Rozdroża on kwiecień 28th, 2009 by Duncan

Jestem osobą charakteryzującą się sporą niechęcią do tzw. kina ambitnego. Wciąż wmawiam sobie, że nie wynika to z ograniczeń mojego intelektu, lecz z tego, że często są to filmy, w których obserwujemy przerost formy nad treścią. Rozważania nad jakimś problemem stają się wtedy osią fabuły, która tak zajmuje twórcę, że przestaje on zwracać uwagę na cokolwiek innego tworząc film nie dość, że trudny w odbiorze to do tego nudny. Zdaje sobie sprawę z tego, że są one w dużej mierze przeznaczone dla widza, który potrafi czytać traktaty filozoficzne niczym pełną akcji powieść bynajmniej ja tak nie potrafię i z tego tez powodu mam problem z oglądaniem takowych filmów.

Szczęśliwie dla mnie nie jestem w tym stanie ducha osamotniony, dzięki czemu co sprytniejsi twórcy starają się czasem i od takich jak ja kasę wyciągać. Dzięki temu powstaje raz na jakiś czas film, który potrafi być jednocześnie inteligentny i ciekawy fabularnie. Jednym z takich filmów jest „Franklyn”. Brytyjska produkcja opowiadająca o losach czwórki zagubionych ludzi.

Skłócona z matką artystka filmująca własne próby samobójcze. Porzucony na dzień przed ślubem grafik komputerowy. Detektyw z tajemniczego Meanwhile City, który poszukuje zabójcy małej dziewczynki. Ojciec poszukujący swojego syna. Każda z tych opowieści toczy się własnym torem pozornie nie przecinając się z pozostałymi. Jednak przyglądając się uważnie dostrzegamy w tle te same postacie, te same miejsca. Niesamowite jest to jak komentarze narratora z opowieści o detektywie doskonale ilustrują następujące po nich kadry pozostałych historii.

Fabuła toczy się równolegle w naszym świecie i w wspomnianym powyżej „Mieście Międzyczasu”, w którym każdy oprócz bohatera wyznaje jakąś religie. Każda z postaci czegoś poszukuje: sensu, nadziei, zemsty, odpowiedzi. W poszukiwaniach tych, co rusz zadają sobie pytania na temat ich własnego życia. Mierzą się z przeszłością powoli odsłaniają wydarzenia, które doprowadziły ich do tego właśnie momentu w ich życiu.

Występująca w filmie fantastyka dawkowana jest bardzo oszczędnie. Pojawiające się elementy nadnaturalne zawsze wiążą się z pytaniem czy jest to metafizyka czy szaleństwo bohaterów.

Historia toczy się niespiesznie, co dodatkowo podkreślone jest przez piękną melancholijną muzykę. Fabuła jest jednak tak skonstruowana, że potrafi przykuć uwagę widza. Co prawda zwroty akcji nie są jakoś specjalnie zaskakujące niemniej spora liczba niedopowiedzeń sprawia, że film ogląda się przyjemnie bez tak charakterystycznego dla amerykańskiego kina uczucia, że twórca uważa widza za idiotę, któremu wszystko trzeba pokazać wprost. Ponadto wspomniana wcześniej nuta szaleństwa wymieszana z zagubieniem każdej z postaci sprawia, że stają się one wiarygodne i ciekawe. Ich problemy i zagubienie są oczywistą wypadkową tego, co spotkało ich wcześniej i co ich ukształtowało.

Podobno zamiarem twórców było stworzenie obrazu, który łączyłby kino ambitne z rozrywkowym. Otrzymaliśmy, zatem ciekawą niepozbawioną zwrotów akcji fabułę, interesujących bohaterów z problemami. Wszystko doprawiono obecną w każdym z wątków szczyptą subtelnie odkrywanej tajemnicy. Wyszedł z tego film ciekawy, który nie jest może dziełem wybitnym, ale doskonale sprawdza się w roli inteligentnej rozrywki.

Dodatkowo na uwagę zasługuje sposób, w jaki film ten jest nakręcony. Oglądając go miałem wrażenie, że czytam komiks. Konstrukcja poszczególnych ujęć oraz sposób wypełnienia kadru sprawiają bardzo komiksowe wrażenie. Są one pięknie skomponowane tak jakby każde ujecie miało być osobnym obrazem. Z tego, co wiem nie jest to adaptacja żadnej noweli obrazkowej niemniej jednak doskonale oddaje klimat tego medium. Komiksowe jest też zakończenie filmu. Niedopowiedziane, otwarte.

Film mogę z spokojnym sumieniem polecić wszystkim, którzy lubią w trakcie seansu pomyśleć i zastanowić się nad tym co oglądają. Przedstawione w nim problemy, mimo, że potraktowane dość skrajnie mogą stać się udziałem każdego z nas. Poszukiwanie sensu, dorastanie, akceptacja i zrozumienie przeszłości oraz szaleństwo. To coś, z czym stykamy się codziennie czasem tego nawet nie zauważając. Zobaczmy zatem…

Tags: , , ,