O Powstaniu W-szawskim słów kilka
Przez cały miniony weekend trwały w Warszawie huczne obchody 65 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Kiedy Prezydent miasta Stalowa Wola zapowiedział, że nie będzie włączał o godzinie 17 syren ponieważ nie będzie czcił przegranego powstania w telewizji TVN pojawiła się cała masa przeprosin od mieszkańców tegoż miasta.
Tak, więc po raz kolejny zaskoczyła mnie głupota Polaków.
Powstanie Warszawskie nie zrealizowało żadnego ze swych celów. Ceną za głupi zryw tysięcy naiwnych młodych ludzi, którzy myśleli, że mogą być żołnierzami było życie tysięcy mieszkańców stolicy oraz niemal doszczętne zniszczenie miasta.
Niemniej od jakiegoś czasu, co roku z wielką pompą świętuję się masowy mord, jaki de-facto Warszawiacy zorganizowali Warszawiakom. I nie mówię tu, że powstać nie trzeba było. Więcej, powstać należało. Tyle, że nie z przysłowiową szabelką na czołgi, ale z głową i rozwagą. Prawdę jednak jest taka, że teraz to sobie można pisać i spekulować a i tak niewiele z tego wyniknie. Co było jest faktem i choć wielu ludzi z miłościwie nam panującym Presitente na czele chciało by aby Powstanie było czymś więcej niż tylko kolejną klęską narodu to tak nie będzie. To była klęska - militarna, polityczna i moralna.
Fakt, świat zobaczył jak walczy Polak. Świat zobaczył, że Polak walczy dzielnie, ale bezmyślnie i głupio marnując siły i wykrwawiając się zanim do czegoś się przyda. Gorzej, że teraz zamiast uczcić tych ludzi faktycznie minutą ciszy rozpamiętuje się Powstanie i doszukuje w nim czegoś, czym nie było starając się na silę przekuć je w zwycięstwo. Boli to tym bardziej, że jedyny zryw, który zakończył się sukcesem jest zapomniany. Dopiero rok temu zaczęło się w Polsce mówić więcej o Powstaniu Wielkopolskim, choć nadal to, które było klęską jest od niego ważniejsze.
Solidaryzuje się, zatem z Prezydentem Stalowej Woli. Nie uważam za stosowne rozpamiętywać błędu i porażki, jakim było Powstanie Warszawskie. Nie twierdzę, że należy o nim zapomnieć. Przeciwnie należy je traktować jak błąd, z którego powinno się wyciągać wnioski.
Oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że niczego nie zmienię. Jesteśmy już takim dziwnym narodem, który wierzy, że jest coś takiego jak honorowe zwycięstwo:
- Walczyli my z honorem panie sierżancie, szkoda tylko, że wszyscy gryziemy teraz glebę, a nasze baby gwałcą wściekli żołnierze wroga.
- Może trzeba było jednak poczekać na pomoc?
- Ruskich? Już prędzej sam sobie w łeb strzelę!
- Nie, Aliantów
- A po cholerę mają mi jakieś jankesy zwycięstwo odbierać Panie Sierżancie!!
- No właśnie. Po co.
Tak, więc honor Polaka został uratowany. Niestety Polak przy tym zmarł, ale tak to już jest na tym świecie. Ktoś musi umierać, aby ktoś mógł żyć. Nie minęło, zatem 70 lat jak Polski Prezydent przyjeżdża uczcić honorowe zwycięstwo Polaków niemieckim autem.
Kto zatem wygrał tą cholerną wojnę??
No honorowo to na pewno my! Uczcijmy to!
Tak na koniec to zgodzę się z pomysłem mojej Kochanej, która to zaproponowała, aby zrobić ogólny dzień klęsk narodowych. Można by wtedy za jednym zamachem uczcić wszystkie nieudane powstanie, Katyń, zdradę na Jałcie, 50 lat tak zwanej komuny, górników i stoczniowców, wybór Kaczyńskiego na prezydenta i jeszcze wiele innych.
Ps. Poniżej zdjęcie “Landrynków Warszawskich”. Nowego szlagieru firmy Słodkie Upominki.

listopad 10th, 2009 at 14:01
To, co powstanie zrobiło z energią mojego miasta trudno opisać jest słowami. Ale próbowałem:
http://cityspirits.alterblog.pl/2009/10/fundamenty-i-kosc