„Szklane wieże”

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych, Tak zwane wiersze on lipiec 7th, 2009 by Duncan

Zamknięci szczelnie w domkach z naszych snów zbudowanych
Wielbimy próżnych bogów, co losem naszym grają
W niedorzeczności codziennego życia głęboko zaplątani
Gubimy sens radości i cel
Goniąc za ofiarą dla tych, co z góry spoglądają
Wyzbywając się godności biegniemy w wyścigu
Przed oczyma wciąż mając miraż - nagrodę na mecie
By nie pamiętać o tym, kim byliśmy rzucamy się w wir pracy
Owocami, której kupimy łaskę bogów
Kolejne złudzenie
Otoczeni kokonem cynizmu barykadujemy się w naszych snach
Szukając schronienia przed wiatrem zmian wiejącym z szczytów szklanych wież
Naginającym nas na swą modłę, łamiącym i powoli zadającym nam śmierć
Nim dobiegniemy do mety, nim zakrwawionym szlakiem wejdziemy na szczyt
Wierząc, że tego właśnie chcieliśmy
Uciekamy od siebie samych, których zostawiliśmy za drzwiami dzieciństwa
Giniemy spadając ze schodów, kiedyś takich wielkich.
Przed drzwiami cicho płacze porzucone dziecko
Samotne, zagubione wydarte z czyjejś duszy, aby nie przeszkadzać
Przecież być wiecznie dzieckiem - to nie wypada
Przyciśnięci ciężkim wiekiem naszych trumien, które sobie sami zbiliśmy
Leżymy samotnie śpiewając pogrzebowe pieśni
O tym, jakie było nasze życie.
Pieśni są bardzo krótkie, i bardzo smutne
Bardzo ciche
Szklane wieże wciąż lśnią poznaczone krwawymi szlakami
Niczym kryształowe sztylety wbite w błękit nieba
Choć nas już nie ma to wyścig wciąż trwa
Myślicie, że zrobi dla was wyjątek?
…nie łudźcie się!

Tego, co korporacja robi z człowiekiem nie zrozumie chyba nikt, kto w niej nie pracował. Tak, więc wszyscy Ci, którzy przyglądają się krawaciarzom pełnym litości wzrokiem nie wiedzą za bardzo, co widza. Maja przed oczyma obraz, który sami sobie stworzyli, lecz jest to obraz daleki od rzeczywistości.
Prawda jest, bowiem dużo bardziej wredna, niegodziwa i paskudna niż im się wydaje…

Właśnie skończyłem czytać „Córkę Łupieżcy” Jacka Dukaja. Trudno mi o niej pisać obiektywnie. Przeczytałem ją dopiero raz. To mało jak na książki tego autora. W chwili obecnej wżera mi się ona dopiero w głowę, przepływa przeze mnie i skłania do wielu dziwnych i chwilami niepokojących przemyśleń. Także w aspekcie tego, do czego ja sam zmierzam. Wciąż kłócą się we mnie dwie postawy. Ciągły dysonans pomiędzy tym, co chce robić, a tym, co powinienem robić. W momencie, gdy dotarło do mnie, że mój problem nie jest jeden jedyny i wyjątkowy stało się coś ciekawego. Przez chwile poczułem się jak człowiek, który spacerując swobodnie tysiąc metrów nad ziemią nagle zrozumiał, że nie potrafi latać. Wykonałem wtedy kilka gwałtownych ruchów niczym kojot z kreskówki i zacząłem spadać. Przez chwilę syciłem się tym spadaniem i bardzo chciałem uwierzyć, że nic więcej nie mogę zrobić, a potem poleciałem.
Spojrzałem wtedy na otaczających mnie ludzi. Wszystkich. Ci, którzy mieli cele i potrafili do nich dążyć nie raz robili to, czego nie lubili, co nie sprawiało im przyjemności i nie sprawiało, że byli z siebie dumnie. Jednak świadomość tego, że robią coś by osiągnąć to, czego pragną, a nie siedzą i narzekają jak wokół źle i niedobrze sprawiała, że mogli znieść wszystko.

Zawsze jest wybór. Moim wyborem jest obecnie pracować w miejscu, które zapewni mojej powiększającej się rodzinie spokojny byt. Jak wiele jestem w stanie za to zapłacić? Nie wiem. Na pewno wiele. Gdy na szali ważą się losy osób tak bliskich zmienia się punkt widzenia. Pozostaje wiara w to, że cokolwiek zrobię będzie to coś słusznego. Wiara, że w środku pozostaną sobą…dziękuję Panu za pomoc Panie Dukaj.

…choć są trzy (i pół) osoby, które bardziej od niego zasługują na podziękowania. Jedną z nich jest moje Kochanie. Dwie pozostałe wiedzą, że to o nich…choć jedna może w to nie do końca wierzyć ;P

Tags: , , , ,

„Who watches the Watchmen”

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych, Rozdroża on styczeń 2nd, 2009 by Duncan

Wstyd przyznać ale o „Strażnikach” dowiedziałem się całkiem niedawno. W zasadzie to dopiero kiedy zrobiło się głośno o ekranizacji tego „prawdopodobnie najlepszego komiksu o superbohaterach na świecie”.

Pod choinką znalazłem wszystkie trzy tomy komiksu. Na kolejne kilka dni utonąłem w wykreowanej przez Alana Moorea alternatywnej rzeczywistości. Gdy skończyłem byłem pewien, że nie czytałem lepszego komiksu poświęconego superbohaterom. Problem polegał jednak na tym, że nie bardzo wiedziałem dlaczego. Mnogość wątków i poruszonych tematów przyprawić może o zawrót głowy. Zacząłem wracać do poszczególnych fragmentów komiksu, analizować pojedyncze historie, które składały się na całą opowieść. Wtedy dopiero zacząłem wyłapywać pewne szczegóły, które umknęły mi gdy porwany głównym nurtem opowieści czytałem ją pośpiesznie.

Zrozumiałem wtedy, że siłą komiksu nie jest jak mi się początkowo wydawało to jak wiele wątków porusza ale to w jaki sposób to robi. W przeciwieństwie bowiem do większości komiksów traktujących o superbohaterach Strażnicy nie są komiksem akcji. Są dramatem psychologicznym. Jednak w tej opowieści splatają się również wątki opowieści o paranoi, o szaleństwie. Autor podejmuje się w pewnym sensie odpowiedzi na pytanie czym jest superbohaterstwo. Istotnym faktem jest tutaj to, iż tylko jedna z postaci dysponuje nadludzkimi zdolnościami. Pozostali bohaterowie to osoby, które zdecydowały się na walkę z przestępczością na własną rękę. Mieli oni tylko swoją siłę, zręczność, spryt czy intelekt, a w przypadku co niektórych garść gadżetów, których mógłby im Batman z Bondem pozazdrościć.

Najważniejsze jest jednak to, że pozostają oni na wskroś ludzcy. Mają swoje fobie, swoje szaleństwa, swoje lęki i nałogi. Niektórzy są skończonymi idealistami inni cynicznymi draniami, a niektórzy fanatykami. Jedna z postaci stwierdza nawet w pewnym momencie, że „każdy kto zdecydował się ganiać przestępców w gaciach naciągniętych na spodnie musi mieć nierówno pod sufitem”.

W uniwersum Strażników w 1977 roku ustawa rządowa zdelegalizowała działalność superbohaterów, w akcji pozostali jednie ci, którzy byli naprawdę zdeterminowani w swej misji oraz ci, którzy zdecydowali się na pracę dla rządu. Tą drugą opcję wybrał Doktor Manhattan, który był zupełnym przeciwieństwem wszystkich innych bohaterów tej opowieści. Jest to jedyna postać, która dysponowała nadludzkimi mocami. Jednak im bardziej go poznajemy tym bardziej zauważamy jak bardzo oddalił się od ludzi. Autor kreuje postać, która nie tyle swą potęgą, co zdolnością pojmowania patrzenia i rozumienia wykracza poza człowieka. Istota, która dysponuje niemal boską mocą nie myśli nie czuje i nie postrzega jak człowiek. Można w tym dostrzec pewnego rodzaju rozważenie nad istotą Boga jako bytu absolutnie wszechmocnego, a jednocześnie krępowanego swą wszechmocą i wszechwiedzą. Tak jakby odpowiedzią na pytanie „czy Bóg jest wstanie stworzyć kamień którego nie podniesie” odpowiedzieć, że On sam jest takim kamieniem.

Dzieło Alana Moorea najlepiej smakować po trochu. Stworzona na jego potrzeby plejada postaci bawi, porusza, irytuje, ale przede wszystkim skłania do myślenia. Skłania do zastanowienia się nad nami samymi i nad światem. Komiks ten uświadamia przy tym jak krucha jest struktura wszystkiego co nas otacza jak niewiele potrzeba by ją zburzyć, a jak wiele by do upadku nie doprowadzić.

Komiks napisano pod koniec lat osiemdziesiątych i autor umiejętnie wykorzystał lęki tamtego okresu. Konflikt globalny, rasizm, homofobie. Moore zadaje przy tym pytanie jak niewiele dzieli patriotyzm od nacjonalizmu, a ten z kolei od faszyzmu. Wszystkie te pytania pozostają wciąż aktualne obawiam się, że jako osoba nie żyjąca w tamtych czasach nie jestem w stanie w pełni docenić maestrii roztaczanej atmosfery. Choć boje się, że tamte czasy jakoś bardzo się od naszych nie różnią.

Świat Strażników intryguje i oczarowuje. Na pewno jeszcze będę do niego wracał. W tych trzech zeszytach jest zamknięte tak wiele magii której jeszcze nie dostrzegłem.

Podsumowując komiks polecam każdemu kto chce przy czytaniu pomyśleć. Jeśli nie wierzysz, że opowieść o ekipie w gaciach naciągniętych na getry może okazać się ożywcza dla umysłu to daj szanse Strażnikom. Jestem niemal pewien, że nie pożałujesz.

Tags: , , ,

“Przyjaciele”

Posted in Tak zwane wiersze on listopad 19th, 2008 by Duncan

Stoi gdzieś taki samotny pusty dom
Samotny, choć otaczają go piękne szklane wieżowce
Pusty, choć co dzień przez jego progi przetaczają się masy ludzi
Stoi i na wpół otwartymi oknami obserwuje otaczający go świat
Mówi zbyt dużo i zbyt głośno swoją skrzypiącą podłogą i starymi drzwiami
Niewielu jednak go słucha.
Większość przywyka do męczących odgłosów.
Czasem rozmawia.
Z wiatrem szeleszczącym jesiennymi liśćmi.
Z pijącym białe mleko ze spodka kotem…kotką…w zasadzie kocicą.
Z promieniem słońca odbitym w jego niepierwszej już czystości oknach.
Stoi samotnie.
Sycąc się echem miasta.
Zapomniany przez ekipy rozbiórkowe i miejskich planistów.
Rozpalonym w kominku ogniem ogrzewając takich jak on.
Pięknych, lecz nie tak jak by wszyscy chcieli.
Cudownych w wymiarze cudu nieznanym ogółowi.
Ciepłym uśmiechem rozpalających ogień w kominku.

To dla was moi drodzy!!!
Za to jaki dzięki Wam jestem…i jak nie jestem.
Za to, że jestescie i, że ma w was zawsze wsparcie.
Za to, że dajecie mi to czego tak wielu nie potrafi zrozumieć.

Tags: , ,

Orzeczach oczywistych cz.3

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych on listopad 19th, 2008 by Duncan

„Dzień ostatni, dzień pierwszy”

Na zakręcie rzeczywistości przemykamy pomiędzy atomowymi grzybami
Długimi susami wyprzedzając to, co realne
Zanurzamy się w bezkresie szaleństwa tropiąc bajki dla tych, których jeszcze nie ma
Pióro ujęte w dwie dłonie sprawnie kreśli kolejne światy
Dwoje. Odczuwamy jak jedno, widzimy jak wielu, czujemy wspólnie
Wolni w bezkresie szaleństwa karmimy się nawzajem radością istnienia
Pytanie: „co dalej” nie jest już goniącym nas koszmarem
To tylko informacja o tym, że możemy wybierać, co chcemy budować
Atomowe grzyby wybuchają wokół
W szaleńczym slalomie o włos unikamy zderzenia światów
Tańcząc na krawędzi istnienia ocieramy się o bezkres tego, czego nie będzie
Jesteśmy dla siebie
Nie niewolimy i nie podbijamy
Nie palimy i nie zabijamy
Nie narzucamy własnej woli i nie zakuwamy w kajdany
A jednak rządzimy całym światem
Zamykamy w dłoni to, co dla nas ważne
Wraz z nami biegnie tych niewielu nam podobnych
Atomowe grzyby wybuchają wokoło
Na zakręcie rzeczywistości ktoś spadł z krawędzi
Ktoś z naszych
Wyprzedzamy to, co ważne by chwycić go w locie
Biegnąc spisujemy
Opowieści o Bardzie dla tych, których jeszcze z nami nie ma
Dwa smoki splecione w uścisku
Na krawędzi tego, co jest garstka stawia krok w to, co będzie
Mają świat zamknięty w dłoniach
Mają radość wplecioną w serca
Mają siebie i wolne umysły
Atomowe grzyby wybuchają za ich plecami
Czas już dawno przestał być ważny
Przestał być…
Nie biegniemy do celu
Biegniemy sycąc się pędem, smakując wolność wiatru
Szczęśliwi, nieskrępowani, wolni

Czym jest wolność? Ostatnio dużo na ten temat rozmawiałem. Dowiedziałem się wiele o samodoskonaleniu o podążaniu do celu. Przyznałem racje tezie, że samorozwój może być droga do wolności. Jednak będąc ostatnio w kinie obejrzałem zapowiedź filmu o Ks. Popiełuszce. Nie jestem wiernym sługa kościoła, którego wiele poglądów zdecydowanie odrzucam. Po mimo tego słowa, które tam usłyszałem bardzo mnie poruszyły. Jakaś kobieta, (jeśli to ważna postać to przepraszam za swoją ignorancje, ale historia solidarności jakoś mnie nigdy nie pasjonowała) mówi do głównego bohatera, że ma nadzieje, że doczeka on wolności. Ksiądz odpowiada, że on jest wolny.

Istotą tej wypowiedzi jest to, że nie można skrępować ducha. Człowiek, który ma wolny umysł nigdy nie będzie zniewolony. Do czego dąży człowiek? Do szczęścia. Nawet mnisi pokutnicy dążyli do szczęścia, ludzie owładnięci władzą i pieniędzmi tez dążą do szczęścia. Szczęście uzyskujemy na wiele różnych sposobów. Należy jednak zauważyć, że pewne drogi prowadza do szczęścia pozornego. U podstaw każdego zachowania nacechowanego agresją bądź polegającym na jakimkolwiek krzywdzeniu innych istot leży strach. Strach jest moim zdaniem antytezą szczęścia. Ludzie, którzy twierdza, że są szczęśliwi, a osiągnęli to poprzez cudzą krzywdę tak naprawdę uciekają przed swoim lękiem w agresje – nie zawsze w formie czysto fizycznej. Zachowanie takie prowadzi do chwilowego złudnego szczęścia, ale tym samym nie zapewnia wolności, bo cały czas osoba taka jest zniewolona przez strach przed utratą tego, co w ich odczuciu jest szczęściem.

Zatem osoba prawdziwie wolna to osoba szczęśliwa. Pytanie czy ograniczenia wynikające z zależności fizycznych, kulturowych bądź światopoglądowych mogą ograniczyć nasza wolność? Tak, jeśli prowadzą do strachu, wstydu lęku. Przykładowo osoba, która czegoś nie wie jest nieszczęśliwa, jeśli może tą wiedzę zdobyć, ale nie robi tego z lenistwa. Jeśli natomiast nie chce jej posiąść, bo jest świadoma tego, że wiedza ta nie jest jej potrzebna wtedy nie odczuwa dyskomfortu z powodu jej braku i tym samym nie jest nieszczęśliwa. Podobnie jest z ograniczeniami fizycznymi. Są pewne ograniczenia, których nie damy rade obejść. Osoba, która waży 120kg ma nikłe szanse na zostanie dobrym gimnastykiem. Jednak intensywna praca nad sobą i ćwiczenia mogą doprowadzić do stanu, w którym będzie ona zadowolona z swojego wyglądu i nabierze szacunku do siebie. Jeśli będzie trwać w stanie, który jej nie odpowiada będzie się źle czuła i zadręczy a tym samym zniewoli własnymi ograniczeniami.

Podane wyżej przykłady ujmują wolność w zakresie bardzo osobistym. Rodzi się, więc pytanie, co jeśli wolność jednostki jest ograniczane przez innych ludzi, organizacje rządy.

Najbardziej skrajne teorie zakładają, że każda forma władzy jest ograniczeniem. Można przyjąć i takie założenie. Jednak uważam, że jedynym systemem, który prawdziwie zabiera wolność jest taki, który pozbawia jednostki indywidualności i zdolności samodzielnego myślenia. Jak dotąd jedynym takim systemem jest Komunizm w formie koreańskiej bo nawet to co działo się w latach 50 w ZSRR nie zabierało wolności myśli. Koreańczykom udało się stłumić nawet to.

Człowiek egzystujący w systemie musi być mądry. Społeczeństwo narzuca nam pewne określone ramy zachowań. Ponadto rządy wprowadzają coraz dalej posuniętą inwigilacje obywateli, a pomimo wzrostu tolerancji dla wszelkich mniejszości dalej dochodzi do wielu aktów przemocy w niewymierzonych. Dodając do tego tzw. prozę życia, podatki, korki inflacje, korki w miastach politykę zagraniczna USA, islamskich ekstremistów i wszystko inne, co może sprawić, że będziemy nieszczęśliwi dochodzimy do wniosku, ze wszyscy jesteśmy sfrustrowanymi niewolnikami systemu, jaki sami sobie stworzyliśmy.

Uważam, że to błędne myślenie. Idąc tokiem myślenia, że to szczęście daje nam wolność doszedłem do wniosku, że kluczem do wolności jest wiedza. Otwarte horyzonty myślowe pozwalające nam na zbieranie informacji i nie negowanie ich, a przyswajanie sprawiają, że wzrasta nasza wiedza o otaczającym świecie. Wiedza ta pozwala na zrozumienie i zdystansowanie się od wszelkich negatywnych aspektów życia w społeczeństwie, na które nie mamy wpływu. Jeśli człowiek egzystuje w obrębie wyznaczonych przez społeczeństwo ram musi się nauczyć przede wszystkim dystansu do niego i czerpania jak największej ilości korzyści płynących z życia w systemie. Każdy ma coś, czego robienie sprawia mu przyjemność (ja na przykład lubię pisać dziwne felietony) i zwykle nie jest to jedna rzecz, a kilka. Tak, więc jeśli, życie w systemie ukierunkujemy na zaspokajanie tych właśnie dających nam przyjemność potrzeb to jesteśmy w stanie dużo skuteczniej zdystansować się do problemów codziennych i traktować je jedynie jako powiedzmy wyboista drogę.

Należy przy tym pamiętać o zasadzie niekrzywdzenia innych. Bo jeśli zaspokajamy nasz głód szczęścia kosztem innych to zwykle obraca się to przeciw nam doprowadzając do frustracji i strachu.

Koniec końców można dojść do wniosku, że podstawowym ogranicznikiem ludzkiej wolności jest sam człowiek i to jak postrzega się w otaczającym go świecie.

Rany ale to biało-światełkowe :)

Tags: , , ,