“Anatomia Szaleństwa”

Posted in Tak zwane wiersze on kwiecień 7th, 2010 by Duncan

Insane by ~sumeco

Zjadłszy zawczasu swój mózg rdzą przeżarty
Rozważam nieśpiesznie lekkość bytu
Spacerującą meandrami spaczonej świadomości
Balansującą rozpaczliwie na skraju światów
W chwili wahania chwytającą krawędź
Jak brzytwa ostrą
Na której słowo Szaleństwo wypisano szkarłatem

Wykuwszy chwilę później swe oczy wypełnione nostalgią
Spoglądam leniwie na abstrakcyjność świata
To monochromatycznie zapadającego się w sobie
To niczym kwiat skąpany w barwach rozkwitającego
By zaraz dać się zniszczyć tym co spoglądają inaczej
Niż świat
Szeol z utęsknieniem czeka na takich jak oni

Oddawszy jakiś czas temu swe uszy tym którzy słuchać nie potrafią
Łudzę się, że nie jestem taki jak oni
Przysłuchuje się kłótniom, potyczkom i swarom
Rozważam znaczenie honoru, godności i dumy
Pustych słów, delikatnych i miękkich
Niczym papier w klozecie
Spłukany w niepamięć kanałów po tym jak się go użyje

Z każdym kolejnym krokiem z wolna zbliżam się do celu
Taplając się radośnie w ludzkiej ignorancji
Na zakręcie niebycia chwytam palcami przestrzeń
Bo to w szaleństwie jest metoda
A na tym pięknym świecie szaleńcy są coś warci
Gdyż tylko im jest dane
Zrozumieć lekkość bytu - rozpostrzeć wolno skrzydła

vet for the insane by =pixellabor

Oto wynik przepracowania, stresu, permanentnego niedospania i wielu innych czynników. Poza tym…to dzięki, że jesteście, długo Was szukałem. To dzięki wam świat wokół mnie jest jaki jest, a ja jestem do niego zdystansowany na tyle aby móc pisać takie bzdety jak to powyżej. Dobra na dziś koniec sentymentów…zmykam spać :)<>(:

Tags: , , , , , , , , ,

Marvels - Recenzja

Posted in Rozdroża on marzec 28th, 2010 by Duncan

Do czytania tego komiksu zabierałem się z obawą. Bałem się, że wszystko, co słyszałem na jego temat sprawi, że będę miał wygórowane wymagania i w efekcie się rozczaruje. Pierwsze pobieżne przekartkowanie wywołało pozytywne odczucia. Ładna fotorealistyczna kreska, elegancki kredowy papier, a wszystko to zamknięte w twardej niemal pancernej oprawie. Wiedząc jak nierozważne jest ocenianie książki po okładce i komiksu po kresce zabrałem się za czytanie.
Opisana przez autorów historia zabiera nas w wyprawę po dziejach uniwersum Marvela. Obserwujemy wydarzenia od momentu pojawienia się pierwszego Human Torcha do pojedynku Spider Mana z Grean Goblinem i śmierci Gwen Stracy. W międzyczasie jesteśmy świadkami pojawienia się Namora w Nowym Yorku, walki Kapitana Ameryki z Niemcami, powstania i działalności Avengers czy ujawnienia się mutantów i powstania X-men.
Najważniejsze jest jednak, że w historii tej uczestniczymy obserwując poczynania zwykłego człowieka, pozbawionego jakichkolwiek nadludzkich mocy i niebędącego superbohaterem. Bill Sheldon jest zwykłym fotoreporterem, który patrzy na świat zmieniający się na jego oczach. Świat, w którym dotychczas będąc Amerykaninem było się obywatelem najpotężniejszego kraju świata bezpiecznym w swoim idealnym państwie. Pojawienie się nadludzi wszystko zmieniło. Najpierw była ignorancja i próby logicznego wytłumaczenia. Potem strach i wściekłość. Gdy okazało się jednak, że Cudowni potrafią coś więcej niż tylko niszczyć pojawiła się sympatia, a zaraz po niej uwielbienie. Niestety zwykle nie trwały one długo.
Autorzy bardzo umiejętnie prowadzą nas przez historię uniwersum i dokonują głębokiej i spójnej analizy reakcji społeczeństwa na novum jakim są nadludzie. Pokazują w sposób ciekawy i zajmujący jak ludzie reagują na inność i nadludzkie moce. Bohaterowie są na oczach Bila to gloryfikowani to opluwani. Gdy są potrzebni ludzie ich kochają, gdy bohaterowie cierpią, gdy umierają nikt ich nie wspiera.
Spoglądając choćby na historię Europy można bez trudu zauważyć, że społeczeństwo obawia się tego, czego nie rozumie i nie jest w stanie kontrolować. Tutaj moce superhohaterów stały się katalizatorem pokazującym, że dopóki nadludzie robią to, czego się od nich oczekuje to wszystko jest w porządku. Jak tylko pozwalają sobie na odstępstwa i wyjście poza wyznaczone im ramy są piętnowani, a ich zasługi umniejszane. Pewnego rodzaju podsumowaniem wątku dotyczącego tolerancji wobec nadludzi jest wypowiedź głównego bohatera, który wychodząc z domu w trakcie drugiej „wizyty” Galactusa odpowiada sąsiadowi, że zapewne Fantastic 4 lub Avengers znowu ich uratują, a w nagrodę zostaną po raz kolejny przez społeczeństwo solidnie kopnięci w dupę. Scena ta bardzo dobitnie ukazuje, że ludzkość akceptuje nadludzi tylko wówczas, gdy ma nad nimi, choć pozorną kontrolę. Nawet wówczas tej akceptacji towarzyszy jednak strach.
Punktem kulminacyjnym obaw związanych z nadludźmi jest pojawienie się Mutantów. O ile suerbohaterowie są przez społeczeństwo względnie akceptowani to mutanci są chorobą. Przedstawiani przez prasę i media, jako kolejny stopień w ewolucji wywołują strach „zwykłych” ludzi. Sprawia to, że obywatele chętnie wierzą w głoszone przez fanatyków pokroju Bolivara Traska teorie o przyszłości, w której ludzkość jest zniewolona przez Homo Superior. Strach przed nieznanym jest tak wielki, że nawet zafascynowany superbohaterami Bill nie wie, co ma myśleć o mutantach.
Przez całą opowieść towarzyszą nam przemyślenia głównego bohatera. Jego wątpliwości, wewnętrzne monologi, które są jednocześnie próbą uporządkowania tego wszystkiego, co się wokół dzieje jak i zrozumienia zachowań ludzi wobec superbohaterów. Przy okazji jesteśmy też świadkami zmian, jakie zachodzą w samym Sheldonie. Niesamowite jest to jak postać ta rozwija się i przez całą opowieść. Nadaje to komiksowi głębi. Dzięki temu jeszcze bardziej jesteśmy świadomi tego jak bardzo „Cudowni” oddziaływają na otaczający ich świat.
Bardzo podobało mi się, że po mimo bardzo poważnej tematyki publikacja ta jest pełna akcji i błyskotliwego cynicznego humoru. Przez życie Bila przewinęły się, bowiem takie postacie jak J.J. Jemyson, Peter Parker, Bucky, Nick Fury czy Dany Ketch (cudowny motyw) co sprawia, że uważny czytelnik odnajdzie masę smaczków dotyczących znanych postać z uniwersum. Co ciekawe kilku zabawnych sytuacji autorzy nie mogli być świadomi, bo gdy komiks powstawał nie wiedzieli jak rozwinięte zostaną pewne watki w uniwersum - jak choćby to, kto będzie Kapitanem Ameryką po śmierci Rogersa.
Na osobny akapit zasługują dołączone na końcu publikacji artykuły prasowe. Jeśli w jakimś momencie na stronach komiksu pojawiają się ujęcia gazet z artykułami dotyczącymi superbohaterów to możecie być pewni, że znajdziecie je w czytelnej formie na końcu tomu. Autorzy włożyli bardzo dużo pracy w oddanie ich klimatu i moim zdaniem wyszło im doskonale. Choć nie jestem specjalistą od codziennej prasy amerykańskiej to musze przyznać, że czytając artykuły faktycznie miałem odczucie obcowania z czymś z epoki.
Jak wspomniałem na samym początku komiks charakteryzuje się piękną fotorealistyczna kreską, a wydawca - Mucha Komiks - jak zwykle postarał się o doskonały papier i bardzo wysokiej jakości wydanie dzięki czemu możemy mieć pewność, że publikacja nie rozpadnie się nawet przy częstym czytaniu.
Gdy po kilku godzinach skończyłem czytać stwierdziłem, że nigdy dotąd nie miałem do czynienia z tak dobrym i ambitnym komiksem ze stajni Marvela. Jestem wielkim fanem tego uniwersum jednak zwykle nie spodziewałem się po nim jakiejś większej głębi a tylko przyjemnej rozrywki. Marvels są doskonałym przykładem, że można napisać komiks, którego lektura jest jednocześnie doskonałą zabawą jak i skłaniającym do przemyśleń i refleksji dziełem nieustępującym pola żadnemu innemu medium.
Za jedyna wadę komiksu można uznać jego cenę. Jeśli jednak lubicie ambitne pozycje to gwarantuje, że każdy z tych 99zł okaże się wydatkiem, którego nie będziecie żałować.

Tags: , , ,

“Iwonka & Duncan: Year One”

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych, Tak zwane wiersze on maj 28th, 2009 by Duncan

Mogę mówić, pisać…wolałbym nie śpiewać ale też mogę. I co z tego skoro nic nie odda tego co mnie w ciągu minionego roku spotkało. Postarałem się jednak to ubrać w słowa. To nie wiersz to po prostu…

„Wyznanie”

Zakochałem się
W kobiecie pomiędzy wierszami
Z uśmiechem siedzącej na huśtawce
Rozpiętej miedzy światami

Zakochałem się
W dziewczynie z blasku księżyca utkanej
O niewinnym uśmiechu
I oczach, w których ktoś zamknął gwiazdy

Zakochałem się
W namiętnej pasji tego, co między nami
Wsłuchany w jęk Jej rozkoszny
Pod palcami czując wyprężone ciało

Zakochałem się
W dziewczynce, którą zawsze będzie
Dojrzałej kobiecie, którą jest, na co dzień
I w matce, którą się niedługo stanie

Zakochałem się
W mojej najlepszej przyjaciółce
Pomiędzy moim i ludzi światem stojącej
Na straży mnie i siebie zarazem

Zakochałem się
W osobie na pozór tylko zwykłej
Z ukrytym w głębi siebie ogniem
I radosnym szaleństwem

Zakochałem się
W tym jak się śmieje, jak śpi, jak kocha
W Jej pasji życia
Którą dopiero po czasie dostrzegłem

Zakochałem się
W tym, co możemy razem osiągnąć
Co stworzyć i co wypracować
Trzymając się razem za ręce

Kocham
Sen, który wyszedł z mej głowy
Marzenie, które oblekło się w ciało
I powiedziało tak…kiedy Ją spytałem…

Ukochanej Żonie i Przyjaciółce
w Pierwszą rocznicę ślubu.
Krzysztof „Duncan” Słomkowski
Mąż

Tags: , , , , ,

„I Watched the Watchmen” - Komentarz do filmu (poprawiony;)

Posted in Rozdroża on marzec 8th, 2009 by Duncan

Gdy film się kończy wychodzimy z Żoną z kina a w mojej głowie kotłują się myśli. Jeszcze nieuporządkowane bardzo chaotyczne. Jednak ponad tym spienioną mieszaniną neuronów niesie się głos, z początki chichy ale narastający z każdą chwilą…udało mu się!!!

Mijamy ignorantów którzy oczekiwali po tym filmie kolejnych X-menów. Zawiedzeni marudzą, że mało nie usnęli na filmie. Narzekania facetów skupiają się na „błękitnym ekshibicjoniście”. Przez cgwilę wydaje mi się, że słyszę w tych głosach nutę zazdrości. Brak słów.

Minął dzień. Chyba mogę o tym napisać.

Zak Snyder przenosi komiks niemal kadr po kadrze. Od napisów początkowych - wypisanych czcionką taką jak w komiksie – jesteśmy wprowadzeni w ponury świat strażników. W świat u progu atomowej zagłady. Świat w którym ideały upadły.

Strażnicy są dziełem wyjątkowym czemu dałem wyraz w recenzji komiksu. Reżyser miał przed sobą nie lada wyzwanie. Sprostać oczekiwaniu tych wszystkich ludzi którzy zobaczyli w tym dziele, to co ja.

Do kina szedłem z wielkimi obawami co do ekranizacji. Nie byłby to juz pierwszy raz gdyby ekranizacja powieści obrazkowej była dobra tylko w trailerach. Martwiłem się też, że wymagania mam tak wielkie, że nawet jeśli film będzie dobry to nie będzie dla mnie wystarczające.

Szczęśliwie nie zawiodłem się, a co więcej jeden aspekt tego filmu pozytywnie mnie zaskoczył.

Muzyka. Coś o czym nie myślałem przy czytaniu komiksu. Ciężki klimat świata u progu wojny atomowej został przez reżysera dźwięku potraktowany w sposób ironiczny i momentami prześmiewczy ale przy tym niesamowicie celny. Gigantycznych rozmiarów Dr. Manhatan obracający w perzynę Wietnamczyków przy „Locie Walkirii” i lecące po jego bokach Huey’e sprawiły, że dosłownie wrosłem w fotel po trosze z podziwu po trosze ze śmiechu. „Sound of Silence” ilustrujące pogrzeb komedianta sprawia, że jest to chyba najlepsza scena tego typu jaką kiedykolwiek w filmie widziałem. Po prostu genialne. Takich smaczków jest dużo więcej a nie zamierzam psuć zabawy tym którzy filmu jeszcze nie widzieli.

Kiedy przed premierą uważnie śledziłem newsy dotyczące produkcji bardzo zmartwiła mnie wieść o zmianie zakończenia filmu. Cóż faktycznie zostało ono zmienione jednak szczęśliwie doskonale wpasowuje się ono w klimat komiksu i musze powiedzieć, że jest jeszcze bardziej niepokojące niż to oryginalne.

Najprzyjemniejsze w całym obrazie jest jednak to, że Zak Snyder jest fanem tego komiksu i przeniósł go na ekran z wyczuciem fana. Udało mu się uniknąć spłycania fabuły, nie wycinał drastycznych scen a całość podlał goryczą i dekadencją. Majstersztyk.

W całym tym morzu zachwytów jest tylko jedno „ale”.

Alan Moore stworzył komiks o bohaterach którzy byli tak bardzo nie-bohaterscy, tak bardzo ludzcy, że przez to prawdziwi. Trochę więc zdziwił mnie 74 letni Komediant który chybionymi ciosami przebijał ściany czy wiotka Panna Juspczyk, która swoimi długimi nogami wykopywała przeciwników niczym futbolowe piłki. To tylko drobny szczegół jednak zaprzeczał ich „zwyczajności”, sprawiał, że jednak widziało się w nich nadludzi. Jednak to jest w zasadzie jedyne ale.

Na osłodę dodam, że wszystko inne zrealizowano doskonale.

Pozostaje tylko czekać na wersję reżyserską z tymi wszystkim dodatkami na które w wersji kinowej zabrakło czasu. Już nie mogę się doczekać.

Ci którzy jeszcze nie byli. Marsz do kina.

Na koniec jednak muszę uczciwie musze przyznać, że nie jest to film dla wszystkich. Niestety jest to spowodowane głównie tym, że ekranizacja komiksu jest w Polsce kojarzona z kinem szybkim lekkim i przyjemnym. Ludzie przygotowani na tego typu rozrywkę mogą być zawiedzeni tym, że akcji zbyt mało i efekty specjalne mogły by być lepsze. Osoby które przygotują się na dramat mogą źle odebrać przerysowane postacie czy patenty takie jak „doomsday clock” i całą superbohaterską otoczkę. Niemniej obie te postawy należą do ludzi którzy nie do końca wiedzą na co idą do kina więc kij w oko ich narzekaniom…

Ps. Mam tylko nadzieję, że nie będzie w Hollywood żadnego „geniusza” który zapragnie nakręcić „Strażników 2: Powrót” czy czegoś w tym stylu.

Tags: , , ,

Nowe z Mucha Comics

Posted in Rozdroża on luty 24th, 2009 by Duncan

„Jeśli wojna oszczędza święte miejsca
…sprawcie by wszystkie miejsca były święte.
A jeśli świętym ludziom w czasie wojny nie dzieje się krzywda
…sprawcie by wszyscy stali się święci”

SILVER SURFER: REQUIEM

Nakładem wydawnictwa Mucha Comics ukazał się niedawno pięknie wydany album o ostatnich chwilach Srebrnego Surfera. Jedna z najpotężniejszych postaci uniwersum Marvela obdarzony kosmiczną mocą Norrin Radd - Silver Surfer - były herold Galactusa, Pożeracza Planet umiera. Jego moc się kończy.
Opowieść o jego ostatnich dniach czyta się jednym tchem.
J. M. Straczyński po raz kolejny udowodnił że jest wspaniałym twórcą. Udało mu się stworzyć komiks który idealnie wpasowuje się w pełen patosu lekko infantylny klimat Marvelowskiego uniwersum pozostając przy tym historią przejmującą i inteligentnie napisaną.
Opowieść ta jest pewnego rodzaju hołdem złożonym postaci Srebrnego Surfera. Osoby które nigdy wcześniej nie zetknęły się z tą postacią są sprawnie i nie nachalnie wprowadzone w jej historię. Na kartach komiksu tak w dialogach jak i w rysunkach wyczuwalne jest nastrojowa nuta melancholii. Sprawia ona, że zaskakująco szybko utożsamiamy się z postacią głównego bohatera przeżywając z nim jego podróż z Ziemi - jego drugiego domu - na macierzystą planetę Zenn La.
Silver Surfer jest postacią dużo bardziej potężną od innych bohaterów tego universum. Z tego też powodu stawiane przed nim wyzwania i dylematy są też dużo większe. Kiedy spider-man walczy z przestępcami na ulicach Nowego Yorku Radd zajmuje się wojną między dwoma światami. Obaj jednak mają z sobą wiele wspólnego i wiele mogą się od siebie nauczyć. Nawet w ciągu tych ostatnich dni.
Wszystko to jest pięknie ilustrowane przez Esada Ribica, który potrafił wydobyć z tej historii drugie ukryte pod tekstem dno. Grafiki podkreślają spokojny ton tej historii nawet sceny akcji przedstawiając jakby w zwolnionym tempie. Mamy czas zachwycić się tak kunsztem grafika jak i scenarzysty którzy stworzyli doskonale uzupełniający się tandem.
Requiem jest jednak przede wszystkim opowieścią. Opowieścią o wolności. To ona bowiem jest motorem serii i to ona nawet w obliczu końca jest siłą Surfera. Norrin w trakcie swej ostatniej podróży na nowo definiuje czym jest dla niego wolność i jak ważną rolę pełniła w jego życiu. Postacie które spotyka na swej drodze sprawiają, że nawet gdy jest u kresu potrafi stanąć i walczyć o to w co wierzy.
Komiks jest przepełniony patosem. Jest infantylny i prosty jak całe uniwersum Marvela. Nie można mu jednak odmówić głębi i piękna przekazu. Opowieść o końcu Srebrnego Surfera zapada w pamięć. Ta historia przypomina dlaczego te proste historie pomimo całej masy swych wad trafiły do tak wielu ludzi.

Tags: , , ,

„Who watches the Watchmen”

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych, Rozdroża on styczeń 2nd, 2009 by Duncan

Wstyd przyznać ale o „Strażnikach” dowiedziałem się całkiem niedawno. W zasadzie to dopiero kiedy zrobiło się głośno o ekranizacji tego „prawdopodobnie najlepszego komiksu o superbohaterach na świecie”.

Pod choinką znalazłem wszystkie trzy tomy komiksu. Na kolejne kilka dni utonąłem w wykreowanej przez Alana Moorea alternatywnej rzeczywistości. Gdy skończyłem byłem pewien, że nie czytałem lepszego komiksu poświęconego superbohaterom. Problem polegał jednak na tym, że nie bardzo wiedziałem dlaczego. Mnogość wątków i poruszonych tematów przyprawić może o zawrót głowy. Zacząłem wracać do poszczególnych fragmentów komiksu, analizować pojedyncze historie, które składały się na całą opowieść. Wtedy dopiero zacząłem wyłapywać pewne szczegóły, które umknęły mi gdy porwany głównym nurtem opowieści czytałem ją pośpiesznie.

Zrozumiałem wtedy, że siłą komiksu nie jest jak mi się początkowo wydawało to jak wiele wątków porusza ale to w jaki sposób to robi. W przeciwieństwie bowiem do większości komiksów traktujących o superbohaterach Strażnicy nie są komiksem akcji. Są dramatem psychologicznym. Jednak w tej opowieści splatają się również wątki opowieści o paranoi, o szaleństwie. Autor podejmuje się w pewnym sensie odpowiedzi na pytanie czym jest superbohaterstwo. Istotnym faktem jest tutaj to, iż tylko jedna z postaci dysponuje nadludzkimi zdolnościami. Pozostali bohaterowie to osoby, które zdecydowały się na walkę z przestępczością na własną rękę. Mieli oni tylko swoją siłę, zręczność, spryt czy intelekt, a w przypadku co niektórych garść gadżetów, których mógłby im Batman z Bondem pozazdrościć.

Najważniejsze jest jednak to, że pozostają oni na wskroś ludzcy. Mają swoje fobie, swoje szaleństwa, swoje lęki i nałogi. Niektórzy są skończonymi idealistami inni cynicznymi draniami, a niektórzy fanatykami. Jedna z postaci stwierdza nawet w pewnym momencie, że „każdy kto zdecydował się ganiać przestępców w gaciach naciągniętych na spodnie musi mieć nierówno pod sufitem”.

W uniwersum Strażników w 1977 roku ustawa rządowa zdelegalizowała działalność superbohaterów, w akcji pozostali jednie ci, którzy byli naprawdę zdeterminowani w swej misji oraz ci, którzy zdecydowali się na pracę dla rządu. Tą drugą opcję wybrał Doktor Manhattan, który był zupełnym przeciwieństwem wszystkich innych bohaterów tej opowieści. Jest to jedyna postać, która dysponowała nadludzkimi mocami. Jednak im bardziej go poznajemy tym bardziej zauważamy jak bardzo oddalił się od ludzi. Autor kreuje postać, która nie tyle swą potęgą, co zdolnością pojmowania patrzenia i rozumienia wykracza poza człowieka. Istota, która dysponuje niemal boską mocą nie myśli nie czuje i nie postrzega jak człowiek. Można w tym dostrzec pewnego rodzaju rozważenie nad istotą Boga jako bytu absolutnie wszechmocnego, a jednocześnie krępowanego swą wszechmocą i wszechwiedzą. Tak jakby odpowiedzią na pytanie „czy Bóg jest wstanie stworzyć kamień którego nie podniesie” odpowiedzieć, że On sam jest takim kamieniem.

Dzieło Alana Moorea najlepiej smakować po trochu. Stworzona na jego potrzeby plejada postaci bawi, porusza, irytuje, ale przede wszystkim skłania do myślenia. Skłania do zastanowienia się nad nami samymi i nad światem. Komiks ten uświadamia przy tym jak krucha jest struktura wszystkiego co nas otacza jak niewiele potrzeba by ją zburzyć, a jak wiele by do upadku nie doprowadzić.

Komiks napisano pod koniec lat osiemdziesiątych i autor umiejętnie wykorzystał lęki tamtego okresu. Konflikt globalny, rasizm, homofobie. Moore zadaje przy tym pytanie jak niewiele dzieli patriotyzm od nacjonalizmu, a ten z kolei od faszyzmu. Wszystkie te pytania pozostają wciąż aktualne obawiam się, że jako osoba nie żyjąca w tamtych czasach nie jestem w stanie w pełni docenić maestrii roztaczanej atmosfery. Choć boje się, że tamte czasy jakoś bardzo się od naszych nie różnią.

Świat Strażników intryguje i oczarowuje. Na pewno jeszcze będę do niego wracał. W tych trzech zeszytach jest zamknięte tak wiele magii której jeszcze nie dostrzegłem.

Podsumowując komiks polecam każdemu kto chce przy czytaniu pomyśleć. Jeśli nie wierzysz, że opowieść o ekipie w gaciach naciągniętych na getry może okazać się ożywcza dla umysłu to daj szanse Strażnikom. Jestem niemal pewien, że nie pożałujesz.

Tags: , , ,