Świnki Trzy ;)

Posted in Rozdroża on listopad 16th, 2009 by Duncan

W ciągu ostatnich tygodni miałem okazję przesłuchać trzy interesujące płyty. Wszystkie były bardzo wyczekiwane i ich pojawienie spowodowało żywiołowe reakcje fanów. Nie wiem czy mogę się nazwać jednym z nich. Owszem interesują mnie losy wszystkich trzech wykonawców jednakże nigdy nie uważałem się za fana. Raczej za osobę która lubi ich posłuchać. Nic więcej. Mam nadzieje, że dzięki temu będę mógł spojrzeć na te płyty z dystansem jakiego brakuje fanom. To co napiszę poniżej raczej trudno nazwać recenzjami. To raczej moje subiektywne zdanie na temat:

Hey: Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!

Zacznę od tej płyty ponieważ Hey jakoś nigdy nie był mi szczególnie bliski. Zawsze kojarzyli mi się z muzyką raczej zbyt na mnie spokojną i leniwą, a przez to nie zachęcili mnie jakoś do bliższego poznania swojej twórczości. Jeśli ktoś twierdzi, że mają oni w repertuarze ostrzejsze kawałki to ta płyta na pewno mnie nie przekona.

Nie znaczy to, że jest zła. Wręcz przeciwnie. Jak zwykle doskonała Kasia Nosowska wlewa we wszystkie teksty subtelną nutę melancholii, wspaniała muzyka chwilami delikatnie romansująca z klimatami Jean Michael Jarre’a stanowi idealne tło dla rewelacyjnych tekstów. One właśnie stanowią największy atut płyty. Ambitne, wieloznaczne i jednocześnie naprawdę przyjemne. Napisane mimo wszystko lekko nie sprawiają wrażenia topornych. Słuchanie ich to naprawdę miła odmiana od standartowo popowej pulpy którą zalewają nas obecnie wytwórnie. Hey wspaniale udowodnił, że można w polskiej branży muzycznej śpiewać jesiennie nie będąc przy tym kolejnym klonem znanej gwiazdy i w kółko nawijać o straconej miłości. Zespół wciąż ma swój wyczuwalny styl a to jest ostatnio bardzo rzadkie. Obawiam się jednak, że to sprawi, że trafi on do swojego stałego grona fanów i choć zapewne spodoba się krytykom to nie odniesie sukcesu komercyjnego. Na szczęście chyba jednak nie do końca o to im chodziło.

Na koniec chciałbym zauważyć, że najbardziej zaskoczył mnie obecny w niemal każdym utworze odczuwalny beatowo-elektroniczny rytm. Nie dominuje on i nie zamienia Heya w pseudo-pop ale jednocześnie sprawia, że gdy rozbrzmiewa w słuchawkach to naprawdę miło się przy tej muzyce chodzi. Nie wiem jak na to zareagują fani ale mi podoba się do tego stopnia, że zamierzam odwiedzić znajomego który mam nadzieje wypożyczy mi nieco z Heyowej kolekcji. Może jednak zostanę fanem…

Kult: Hura!

Kult…to kult. Co prawda lepiej poznałem ich twórczość późno bo dopiero na studiach. Dodatkowo mimo, że zespół cenię i szanuje to nigdy jakoś bardziej odczuwalnie w moim sercu nie zagościł. Nie wiem czemu. W zasadzie to bardzo ich lubię ale jakoś tak wyszło, że słuchałem ich tylko czasami. Raczej z rzadka.

Gdy zacząłem słuchać ich najnowszej płyty to co chwila wybuchałem śmiechem. O ile powyższy Hey jest smutno-poważny to Kult jest ironicznie-jajcarski. Ciekawe jest to, że tak naprawdę odbieram płytę jako swojego rodzaju powrót do przeszłości ale mimo to jest to przeszłość traktowana z lekkim przymrużeniem oka. Kazik i chłopaki kpią z rzeczywistości, obśmiewają politykę, religię i społeczeństwo. Robią to przy tym z takim wyczuciem i błyskotliwością, że nie sposób nie zachwycić się maestrią tekstów.

Wszystko to jest przyprawione wyśmienitą muzyką, która w jakiś sposób sprawia, że człowiek ma ochotę zrobić coś szalonego.

Płyta Hura zawiera nasiona buntu, rewolucji. Trudno mi to opisać ale jest w niej coś niesamowitego. O ile Hey sprawiał, że włączał mi się nastrój jesienno kontemplacyjny to tutaj mam ochotę biegać i niczym Kaczor Duffy domalowywać ludziom sumiaste wąsy. Chłopakom z kultu udało się wpleść w muzykę radość i wolność.

Chwała im za to!! HURA!!! HURA!! HURA!!

Agnieszka Chylińska: Modern Rocking

Na koniec chyba najbardziej kontrowersyjny album tego roku.

ZDRADA!! HAŃBA!! Krzyczą fani. Aga się sprzedała!! Nie jest już paszczetem!! Jest fajną laską!! Na pohybel!!

Rany jak dobrze, że nie jestem fanem.

Muszę jednak przyznać, że do najnowszej płyty eks-wokalistki O.N.A. pochodziłem chyba ze trzy razy. I koniec końców uznaję, że jest ona…przede wszystkim zupełnie inna od poprzedniej – do której notabene też podchodziłem kilka razy zanim mnie do siebie przekonała.

Zdecydowanie jest to najbardziej popowa ze wszystkich trzech omawianych tutaj pozycji. Muszę jednak przyznać, że Agnieszka poszła w kierunku – wbrew opiniom fanów – ambitnej wersji popu zahaczającej momentami o elektronikę – np. rewelacyjne Niebo.

Ocena Modern Rock’u jest najtrudniejsza ze wszystkich trzech pozycji. Obawiam się, że trudno jest tu jednocześnie uciec od oceny zmiany jaka zaszła w samej Agnieszce Chylińskiej. Ona zawsze kojarzyła mi się z żywiołem. Boską furią która gniewnie wykrzykuje to co chce. Nigdy nie ceniłem Jej za ambitne teksty czy dobrą warstwę muzyczną – choć nie twierdzę, że była na tych polach słaba. Agnieszka zawsze ujmowała mnie szczerością. Jej pełne pasji i prostoty teksty były czymś co sprawiało, że można było się w nich zanurzyć. Ich specyfika sprawiała, że tak łatwo było się z nimi utożsamiać. Jak jest teraz? Jak już przyzwyczaić się do ostrego beatu i elektroniczno-popowego brzmienia to okazuje się, że dalej słychać w Niej ten gniew tą furię i tą szczerość. I to pozwala mi wierzyć że Agnieszka się nie sprzedała. Pokazała tylko wielkie „fuck off” tym wszystkim którzy chcą Jej mówić jaka ma być i co ma grać.

Chwała jej za to!

Tags: , , , , ,

„I Watched the Watchmen” - Komentarz do filmu (poprawiony;)

Posted in Rozdroża on marzec 8th, 2009 by Duncan

Gdy film się kończy wychodzimy z Żoną z kina a w mojej głowie kotłują się myśli. Jeszcze nieuporządkowane bardzo chaotyczne. Jednak ponad tym spienioną mieszaniną neuronów niesie się głos, z początki chichy ale narastający z każdą chwilą…udało mu się!!!

Mijamy ignorantów którzy oczekiwali po tym filmie kolejnych X-menów. Zawiedzeni marudzą, że mało nie usnęli na filmie. Narzekania facetów skupiają się na „błękitnym ekshibicjoniście”. Przez cgwilę wydaje mi się, że słyszę w tych głosach nutę zazdrości. Brak słów.

Minął dzień. Chyba mogę o tym napisać.

Zak Snyder przenosi komiks niemal kadr po kadrze. Od napisów początkowych - wypisanych czcionką taką jak w komiksie – jesteśmy wprowadzeni w ponury świat strażników. W świat u progu atomowej zagłady. Świat w którym ideały upadły.

Strażnicy są dziełem wyjątkowym czemu dałem wyraz w recenzji komiksu. Reżyser miał przed sobą nie lada wyzwanie. Sprostać oczekiwaniu tych wszystkich ludzi którzy zobaczyli w tym dziele, to co ja.

Do kina szedłem z wielkimi obawami co do ekranizacji. Nie byłby to juz pierwszy raz gdyby ekranizacja powieści obrazkowej była dobra tylko w trailerach. Martwiłem się też, że wymagania mam tak wielkie, że nawet jeśli film będzie dobry to nie będzie dla mnie wystarczające.

Szczęśliwie nie zawiodłem się, a co więcej jeden aspekt tego filmu pozytywnie mnie zaskoczył.

Muzyka. Coś o czym nie myślałem przy czytaniu komiksu. Ciężki klimat świata u progu wojny atomowej został przez reżysera dźwięku potraktowany w sposób ironiczny i momentami prześmiewczy ale przy tym niesamowicie celny. Gigantycznych rozmiarów Dr. Manhatan obracający w perzynę Wietnamczyków przy „Locie Walkirii” i lecące po jego bokach Huey’e sprawiły, że dosłownie wrosłem w fotel po trosze z podziwu po trosze ze śmiechu. „Sound of Silence” ilustrujące pogrzeb komedianta sprawia, że jest to chyba najlepsza scena tego typu jaką kiedykolwiek w filmie widziałem. Po prostu genialne. Takich smaczków jest dużo więcej a nie zamierzam psuć zabawy tym którzy filmu jeszcze nie widzieli.

Kiedy przed premierą uważnie śledziłem newsy dotyczące produkcji bardzo zmartwiła mnie wieść o zmianie zakończenia filmu. Cóż faktycznie zostało ono zmienione jednak szczęśliwie doskonale wpasowuje się ono w klimat komiksu i musze powiedzieć, że jest jeszcze bardziej niepokojące niż to oryginalne.

Najprzyjemniejsze w całym obrazie jest jednak to, że Zak Snyder jest fanem tego komiksu i przeniósł go na ekran z wyczuciem fana. Udało mu się uniknąć spłycania fabuły, nie wycinał drastycznych scen a całość podlał goryczą i dekadencją. Majstersztyk.

W całym tym morzu zachwytów jest tylko jedno „ale”.

Alan Moore stworzył komiks o bohaterach którzy byli tak bardzo nie-bohaterscy, tak bardzo ludzcy, że przez to prawdziwi. Trochę więc zdziwił mnie 74 letni Komediant który chybionymi ciosami przebijał ściany czy wiotka Panna Juspczyk, która swoimi długimi nogami wykopywała przeciwników niczym futbolowe piłki. To tylko drobny szczegół jednak zaprzeczał ich „zwyczajności”, sprawiał, że jednak widziało się w nich nadludzi. Jednak to jest w zasadzie jedyne ale.

Na osłodę dodam, że wszystko inne zrealizowano doskonale.

Pozostaje tylko czekać na wersję reżyserską z tymi wszystkim dodatkami na które w wersji kinowej zabrakło czasu. Już nie mogę się doczekać.

Ci którzy jeszcze nie byli. Marsz do kina.

Na koniec jednak muszę uczciwie musze przyznać, że nie jest to film dla wszystkich. Niestety jest to spowodowane głównie tym, że ekranizacja komiksu jest w Polsce kojarzona z kinem szybkim lekkim i przyjemnym. Ludzie przygotowani na tego typu rozrywkę mogą być zawiedzeni tym, że akcji zbyt mało i efekty specjalne mogły by być lepsze. Osoby które przygotują się na dramat mogą źle odebrać przerysowane postacie czy patenty takie jak „doomsday clock” i całą superbohaterską otoczkę. Niemniej obie te postawy należą do ludzi którzy nie do końca wiedzą na co idą do kina więc kij w oko ich narzekaniom…

Ps. Mam tylko nadzieję, że nie będzie w Hollywood żadnego „geniusza” który zapragnie nakręcić „Strażników 2: Powrót” czy czegoś w tym stylu.

Tags: , , ,

Koralina

Posted in Rozdroża on listopad 20th, 2008 by Duncan

Koralina urzeka.

Nazwano tą książkę Nową Alicją w Krainie Czarów. Nawet się nie dziwię.

Jest to krótka książeczka nazwana przeze mnie horrorem dla dzieci. Opowiada o dziewczynce która przeprowadza się z rodzicami do domku na odludziu. Główna bohaterka badając nowe miejsce zamieszkania trafia do równoległego świata w który w przeciwieństwie do tego z którego przybyła rodzice są kochani i mają dla niej czas a wszystko jest piękne i cudowne. No prawie wszystko ale kto nie czytał niech zrobi to sam i niech uważa na guziki w tradycyjnie czarnym kolorze.

Neil Gaiman choć wielu zarzuca mu wtórność jest jednym z tych pisarzy którzy potrafią wspaniale wykreować klimat tajemnicy i niepokoju. Nastrój ten towarzyszy nam w trakcie całej książki. Biegające na swych maleńkich nibynóżkach ciarki ostrzegają nas pędząc wzdłuż kręgosłupa, że coś jest nie tak. Ostrzegają wciągając nas niepostrzeżenie do świata Koraliny gdzie pośród plejady ciekawych postaci znów odnajdujemy w sobie to dziecko które kiedyś z uwagą słuchało jak rodzic czyta mu Alicje przed snem.

Tu nie ma króliczej nory. Ale jest równie nastrojowo i tu też koty…albo nie już nic nie piszę.

Tyle wstępu. Istotne jest natomiast, że odpowiedzialny za cudeńko jakim jest „Nightmare Before Christmas” Henry Selick kręci filmową adaptację książki. Nad filmem czuwa Gaiman, a całość ma strasznie Burtonowskie zacięcie więc czekam na film z zniecierpliwieniem.

A jak kogoś ten post zaciekawił to dalej jest tylko ładniej:

Read more »

Tags: , , , ,

O rzeczach oczywistych cz.2

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych on listopad 19th, 2008 by Duncan

„Dialog”

- Winny!
- Ale dlaczego?
- Bo winny!
- Ja poproszę jakieś dowody!
- Popatrz na siebie
- No patrzę!
- Więc wiesz, że jesteś winny!
- Ale co zrobiłem?
- Zawiniłeś, więc jesteś winny! Jak możesz tego nie rozumieć?!
- Bo to nielogiczne!
- Czy ty wogóle potrafisz myśleć?!
- Tak!
- Tym też zawiniłeś!
- Tym, że myślę?!
- Tym, ze myślisz inaczej niż MY!!!
Resztę zagłuszył huk strzałów…

Kilka miesięcy temu miał się odbyć w Kłodzku festiwal muzyki elektronicznej i gotyckiej. MIAŁ, a nie odbył się.

Impreza była zaplanowana i zorganizowana przez grupę zapaleńców pragnących ożywić kulturalnie miasto i zorganizować coś dla ludzi mających podobne do nich zainteresowania. Impreza była reklamowana głównie w Internecie. Na kilka dni przed festiwalem miasto zostało oplakatowane jednak plakaty te zostały w nocy zdarte a na niektóre z nich naklejono wezwanie do modlitwy w lokalnym kościele. Niewielka część lokalnej społeczność (głównie ludzie starsi) głośno protestowali domagając się odwołania festiwalu. Jakie podano argumenty? Podstawowym było to, że biedzie tam czczony Szatan, a Jezus rozcięty na pół. W nocy przed koncertem nieznani sprawcy przecięli przewody doprowadzające energie elektryczną w sposób uniemożliwiający przeprowadzenie imprezy. Organizatorzy musieli zwrócić pieniądze za bilety, oraz zapłacić przybyłym zespołom i DJ’om ich gażę. Prawa i Sprawiedliwa wiara w boga moherowego znowu zatriumfowała.

Kurde może nieco ironizuje, ale jak tu zachować zimna krew, kiedy dochodzi do aktów zwykłego bandytyzmu.

Dodam, że prawdopodobnie sprawcą ujdzie to na sucho. Nie uważam się za katolika, ale nie jestem też gothem. Jestem obserwatorem. Patrzę na to, co się stało i nie mogę się nadziwić, że w kraju uchodzącym za cywilizowany dochodzi do tego typu ekscesów.

Zdaję sobie sprawę z tego, że fani muzyki gotyckiej wyróżniają się na tle pozostałej części społeczeństwa. Tyle, że to, że facet łazi oryginalnie ubrany, maluje twarz na biało i wkłada sobie w oczy Mansonowskie szkła kontaktowe nie świadczy o tym, że zasługuje na potępienie. On nikomu krzywdy nie robi. Czci Szatana? Dobrze niech czci. Jeśli nie robi tym nikomu krzywdy to wszystko jest dobrze. Tyle tylko, że w sporej większości Ci ludzie to osoby mające jakąkolwiek wiarę w głębokim poszanowaniu bądź zdeklarowani ateiści. To niesamowite jak łatwo się skazuje, jeśli ludziom coś się tylko wydaje.

Kiedyś miałem na studiach wykład o agresji wśród młodzieży. Profesor, który go prowadził przeprowadził kilka lat wcześniej (około 2001 roku) badanie. Tylko 15% ankietowanych spotkało się bezpośrednio z agresywną młodzieżą. Pozostałe 85% albo tylko słyszało, że młodzież taka jest albo ma znajomych, którzy widzieli/słyszeli jak ktoś się z nią zetknął. Tutaj jest podobnie. Goci są źli i czcza diabła, geje to pedofile, młodzi za kółkiem to wariaci drogowi, lesbijki to suko-femi-nazistki itd. itp. Stereotypy i uogólnienia połączone z brakiem wiedzy o temacie prowadzą do takich właśnie wypadków jak ten w Kłodzku.

Ludzie od zawsze tępili to, czego nie rozumieli. Może powinniśmy się cieszyć, ze tylko pocięto im kable a nie rozpalono stosów. Jednak podobno żyjemy w wolnym kraju. Wolność to nie robienie, co się chce, a jak twierdził Spinoza* uświadomiona konieczność. Jesteśmy świadomi, że pewne zachowania są w społeczeństwie konieczne - nie oznacza to, jednak, że musimy wszyscy robić dokładnie to samo. Ci ludzie są wolni i jedyne, czym zawinili to, to, że chcieli się bawić w sposób, jakiego pewna niewielka część społeczeństwa nie akceptuje. Gorzej, że ta cześć społeczeństwa nie zadaje sobie nawet trudu poznania tego, w jaki sposób ci ludzie się bawią tylko skazuje ich na podstawie domysłów, plotek i stereotypów. Tyle tylko, że nie wszyscy z nich to rządni krwi sataniści. Większość to ludzie mający swoje domy, rodziny, prace. To ludzie, którzy zainwestowali czas i pieniądze, aby miło spędzić czas. Karać ich za to? Za to, że mogło im się w Kłodzku spodobać i mogli chcieć tam zajrzeć jeszcze raz. Zostawić pieniądze, wypocząć z rodziną i polecić to miejsce znajomym.
Takie zachowanie sprawia, że Polska może nie stoi w miejscu, ale rozwija się dużo wolniej niż by mogła. Zaściankowe podejście nakazujące niszczyć wszystko, co wydaje się, choć trochę inne od ustalonej normy. Patrząc na to można dojść do wniosku, że może i ustrój się zmienił, ale spora część obywateli stoi teraz tam gdzie kiedyś stało ZOMO** i swa nietolerancją, ciemnotą i zaściankowością pałuje tych, którzy chcą coś w Polsce zmienić…na lepsze. Smutne to trochę.

Mam nadzieje, że to, że potrafię myśleć, zadawać pytania i wyciągać wnioski nie stanie się nigdy przyczyna tego, że będę potępiany. Chociaż patrząc na to, co dzieję się w tym kraju można mieć pewne wątpliwości.

Napis na murze na Poznański Jerzycach „Uczucia religijne można obrazić tylko u idiotów”. Tak oto niektórzy ludzie sami o sobie wydają osąd.

Ps. Po ogłoszeniu informacji o odwołaniu Festiwalu nie było ani jednego aktu agresji. Był smutek, żał i było trochę łez. To musieli być naprawdę bardzo źli i niegodziwi ludzie…Ci Goci.

*Dziękujemy Trishy za pogłębianie naszej nędznej wiedzy z zakresu filozofii ;)

**niestety cytat naszego “prezydenta” jest tu jak najbardziej na miejscu

Tags: , , ,