„Bałwan”
Stał biały na śniegu z trzech kul złożony
Na głowie miał garnek a w dłoniach miotłę
Oczy czarne dwa węgle i nos z młodej marchewki
Stał bałwan na śniegu, stał kochanek Zimy
Pani jego piękna drzewa bielą pokryła
Na szybach okiennych wiersze mu pisała
Pieściła swego kochanka czułym mroźnym dotykiem
Obsypywała śniegiem i otulała zamiecią
Stał Bałwan potężny, stał kochanek Zimy
Z garnkiem zawadiacko zsuniętym na dwa węgle
Gdy nadeszła wiosna do umizgów stanął
Był piękny i lśniący dla swej nowej Pani
Choć wieczorem jeszcze oddawał się Zimie
Ta ze smutkiem patrzyła jak Bałwan się stapia
Jak z Pana samej Zimy tak niegdyś dumnego
Marnieje i ginie pod Wiosny dotykiem
Która tylko ogrzać chciała, jego zimne serce
Zimniejsze od Zimy, która go kochała
Stoi bałwan na trawie z każdym dniem zieleńszej
Marchewkę ptak porwał
Węglem ktoś stłukł okno
Jednooki bałwan miotłę ściska w dłoni
Wiosna czule go gładzi kołysankę śpiewa
Zima gdzieś daleko innego księcia pieści
Pod resztą bałwana zakwitły przebiśniegi
To niesamowite jak wszystko zatacza krąg, jak jest powiązane i ze sobą splecione. Przyroda jest tak skonstruowana, że nawet śmierć nie jest bezowocna i czemuś służy. Człowiek jest w pewnym sensie zaprzeczeniem naturalnego łańcucha. Gdzie się pojawi to pomimo praw i pozornego ładu który z sobą niesie zaprowadza chaos i zniszczenie. Człowiek jest najbardziej niszczycielska siłą, jaka przetoczyła się przez ten świat od 65mln lat…choć tu można spekulować kto tak naprawdę narobił większych szkód. Tak po prawdzie to z powodu braku innej rasy inteligentnej (takiej, która wykształciła cywilizacje - więc delfiny odpadają) w obszarze naszych działań nie możemy się z nikim porównać. Cywilizacja osiągając pewien poziom przestaje dostosowywać się do wymogów środowiska i zaczyna sama kształtować sobie dogodne warunki. Pytanie czy cywilizacja może jednocześnie kształtować sobie dogodne warunki do rozwoju nie zaburzając jednocześnie naturalnych cyklów. Sadzę, że tak. Problem polega tylko na tym, ze byłoby to trudniejsze. Ludzkość jako całość nie lubi trudności. Jeśli możemy coś zniszczyć lub wkomponować to w nasze otoczenie to na wszelki wypadek to niszczymy, a dopiero potem rozważamy inne opcje. Koniec końców staramy się to „odtworzyć”, ale chęci są szczytne, a wychodzi pokraka, co dobitnie pokazały np. indiańskie rezerwaty. Najgorsza jest świadomość, że piszę o czymś, co miałoby szanse zaistnieć tylko w wypadku globalnego kataklizmu, który przetrwała by jedynie garstka ludzi. Choć obawiam się, że i to by niczego nie zmieniło. Zastanawiałem się, jaka to cecha zaburza naturalna równowagę. Uważam, że jest nią chęć władzy. W tak olbrzymim „stadzie” jakim jest ludzkość władzę najlepiej uzyskać przez danie ludziom tego co ułatwi im byt. Nie następuje to naturalnie jak u zwierząt przez dominacje fizyczną czy szczególne zdolności. Ludzie chcą, żyć łatwiej i przyjemniej. Tylko my i koty dążymy do szczęścia. Zapewnienie ludziom szczęścia przez jednostki stojące na czele „stada” wiąże się z ułatwianiem im życia. Niestety wiąże się to z tym, że ludzie dający te ułatwienia w spojrzeniu na skutki swojego działania nie wykraczają poza jedno pokolenie. Należy przy tym zauważyć, że systemy demokratyczne skróciły ten okres z jednego pokolenia do jednej kadencji.
Nie nawołuje w żadnym wypadku do porzucenia cywilizacji, odziania się w skóry i polowania na autobusy (tam jest mięso). Tylko doszedłem do wniosku, że nie ma jakiegoś szczególnego celu w tym, że człowiek jest na świecie. Po prostu powstaliśmy w toku ewolucji, bo bogowie tak chcieli, bo taka była kolej rzeczy (no chyba, ze faktycznie celem ludzkości jest odessanie ropy spod powierzchni chorej Ziemi;). Może jako kaprys, ale bez konkretnego przeznaczonego odgórnie celu. Jesteśmy częścią pewnej całości i czasem warto przystanąć na chwilę i pomyśleć, że to My jesteśmy Jej częścią, a nie Ona częścią Nas. Z tego powodu warto tą całość szanować i spojrzeć czasem dalej niż tylko na jedną kadencje czy pokolenie do przodu.
Jak to się, zatem ma do tego, że co napisałem wcześniej? Do tego, że od pewnego momentu to cywilizacja kształtuje sobie warunki dogodne do rozwoju. Obawiam się, że jest to kształtowanie pozorne. System, w którym żyjemy jest tak olbrzymi, że trudno mówić o jego kształtowaniu, gdy mówimy w skali tak mikroskopijnej jak jedna planeta. Nawet, jeśli to wpływa na nas tak wiele czynników, z których nie zdajemy sobie sprawę. Kształtujemy środowisko, wokół, ale ono odpowiada bardziej odpornymi roślinami, trudniejszymi do zwalczenia wirusami. Działania cywilizacyjne prowadzą do zatruwania tego, co jest wokoło. Pytanie, kiedy zniszczymy tak wiele, że zacznie to przeszkadzać tzw. cywilizowanym ludziom.
Nie patrzymy do przodu. Zamykamy się w czasie ograniczonym tylko dla nas i nie martwimy o to, co będzie, gdy nas zabraknie. Bo, po co…