„Stare Zdjęcia”

Posted in Tak zwane wiersze on luty 18th, 2010 by Duncan

Zatrzymany w ciszy nietrwania
Przeglądam stare czarnobiałe zdjęcia
Zamrożone na papierze wspomnienia
W pół zdania urwane myśli
Świat huczy wokół ogromem doznań
Zamykam oczy
Starając się wsłuchać w świata serca bicie
W ciszy nietrwania
W braku słów
Bezsens sensu
Z otaczającego wyłania się gwaru
Pozorny porządek jawi się jako maska
Noszona na twarzy przez chaos
I tylko stare czarnobiałe zdjęcia
Można ułożyć w porządku…


Zawsze piszę na opak.
Dużo mam ostatnio do zrobienia. Czasem za dużo…ale wbrew temu co widać powyżej jestem szczęśliwy jak nigdy.
Ja po prostu tak na opak czasem wyrażam to co w sercu noszę.

Tags: , , , , ,

„Szklane wieże”

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych, Tak zwane wiersze on lipiec 7th, 2009 by Duncan

Zamknięci szczelnie w domkach z naszych snów zbudowanych
Wielbimy próżnych bogów, co losem naszym grają
W niedorzeczności codziennego życia głęboko zaplątani
Gubimy sens radości i cel
Goniąc za ofiarą dla tych, co z góry spoglądają
Wyzbywając się godności biegniemy w wyścigu
Przed oczyma wciąż mając miraż - nagrodę na mecie
By nie pamiętać o tym, kim byliśmy rzucamy się w wir pracy
Owocami, której kupimy łaskę bogów
Kolejne złudzenie
Otoczeni kokonem cynizmu barykadujemy się w naszych snach
Szukając schronienia przed wiatrem zmian wiejącym z szczytów szklanych wież
Naginającym nas na swą modłę, łamiącym i powoli zadającym nam śmierć
Nim dobiegniemy do mety, nim zakrwawionym szlakiem wejdziemy na szczyt
Wierząc, że tego właśnie chcieliśmy
Uciekamy od siebie samych, których zostawiliśmy za drzwiami dzieciństwa
Giniemy spadając ze schodów, kiedyś takich wielkich.
Przed drzwiami cicho płacze porzucone dziecko
Samotne, zagubione wydarte z czyjejś duszy, aby nie przeszkadzać
Przecież być wiecznie dzieckiem - to nie wypada
Przyciśnięci ciężkim wiekiem naszych trumien, które sobie sami zbiliśmy
Leżymy samotnie śpiewając pogrzebowe pieśni
O tym, jakie było nasze życie.
Pieśni są bardzo krótkie, i bardzo smutne
Bardzo ciche
Szklane wieże wciąż lśnią poznaczone krwawymi szlakami
Niczym kryształowe sztylety wbite w błękit nieba
Choć nas już nie ma to wyścig wciąż trwa
Myślicie, że zrobi dla was wyjątek?
…nie łudźcie się!

Tego, co korporacja robi z człowiekiem nie zrozumie chyba nikt, kto w niej nie pracował. Tak, więc wszyscy Ci, którzy przyglądają się krawaciarzom pełnym litości wzrokiem nie wiedzą za bardzo, co widza. Maja przed oczyma obraz, który sami sobie stworzyli, lecz jest to obraz daleki od rzeczywistości.
Prawda jest, bowiem dużo bardziej wredna, niegodziwa i paskudna niż im się wydaje…

Właśnie skończyłem czytać „Córkę Łupieżcy” Jacka Dukaja. Trudno mi o niej pisać obiektywnie. Przeczytałem ją dopiero raz. To mało jak na książki tego autora. W chwili obecnej wżera mi się ona dopiero w głowę, przepływa przeze mnie i skłania do wielu dziwnych i chwilami niepokojących przemyśleń. Także w aspekcie tego, do czego ja sam zmierzam. Wciąż kłócą się we mnie dwie postawy. Ciągły dysonans pomiędzy tym, co chce robić, a tym, co powinienem robić. W momencie, gdy dotarło do mnie, że mój problem nie jest jeden jedyny i wyjątkowy stało się coś ciekawego. Przez chwile poczułem się jak człowiek, który spacerując swobodnie tysiąc metrów nad ziemią nagle zrozumiał, że nie potrafi latać. Wykonałem wtedy kilka gwałtownych ruchów niczym kojot z kreskówki i zacząłem spadać. Przez chwilę syciłem się tym spadaniem i bardzo chciałem uwierzyć, że nic więcej nie mogę zrobić, a potem poleciałem.
Spojrzałem wtedy na otaczających mnie ludzi. Wszystkich. Ci, którzy mieli cele i potrafili do nich dążyć nie raz robili to, czego nie lubili, co nie sprawiało im przyjemności i nie sprawiało, że byli z siebie dumnie. Jednak świadomość tego, że robią coś by osiągnąć to, czego pragną, a nie siedzą i narzekają jak wokół źle i niedobrze sprawiała, że mogli znieść wszystko.

Zawsze jest wybór. Moim wyborem jest obecnie pracować w miejscu, które zapewni mojej powiększającej się rodzinie spokojny byt. Jak wiele jestem w stanie za to zapłacić? Nie wiem. Na pewno wiele. Gdy na szali ważą się losy osób tak bliskich zmienia się punkt widzenia. Pozostaje wiara w to, że cokolwiek zrobię będzie to coś słusznego. Wiara, że w środku pozostaną sobą…dziękuję Panu za pomoc Panie Dukaj.

…choć są trzy (i pół) osoby, które bardziej od niego zasługują na podziękowania. Jedną z nich jest moje Kochanie. Dwie pozostałe wiedzą, że to o nich…choć jedna może w to nie do końca wierzyć ;P

Tags: , , , ,

Taka refleksja…

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych, Tak zwane wiersze on kwiecień 28th, 2009 by Duncan

„W Zawieszeniu”

Zawieszony w czasu trwaniu
Spoglądam błyszczącymi oczyma
W światło gwiazd odbite od powierzchni jeziora
Noc cicho szepcze do ucha
W pustej dłoni tkwi wspomnienie dotyku
Zawieszony w rzeczywistości pojmowaniu
Próbuje zrozumieć świata serca bicie
Niosące się wśród leśnych ścieżek i miejskich ulic
Poranne słońce świeci mi w oczy
W pustej głowie tkwią wspomnienia twojego uśmiechu
Zawieszony trwam
Próbuje słuchać, rozumieć, pojąć
Gdzieś na skraju świadomości wymyka mi się sens
Tryby jak opętane pracują w mej głowie
Ciche tykanie
Coraz szybciej i szybciej
Zawieszony w poznaniu sensu
Krzyczę chcąc zatrzymać świat
By jutra nie było
…ale jutro jest juz dziś
Zawieszony we własnym życiu
Uczę się go na nowo
Wstaję, oddycham, wracam do życia
Znów czuję dłoń Twoja w mojej
Twój uśmiech nie jest juz tylko wspomnieniem
Ruszamy w dalsza drogę…

ΞΟΞ

Rozmowa z kimś mądrym uświadomiła mi jak wielkie szczęście mnie spotkało…i jaki byłem mądry, że nie wypościłem go…jej z rąk.

Tags: , , , ,

“Proroctwo”

Posted in Tak zwane wiersze on grudzień 2nd, 2008 by Duncan

Gdy Odejdzie Fantazja
Gdy przeminą dni bohaterów
Gdy przytłoczeni tym co powszednie
Zapomnimy o tym co było
O dziecku które w Nas drzemie
…wtedy umrzemy
Choc wciąż wśród żywych bedziemy chodzić
…czy jednak zywych naprawde

ΞΟΞ

Napisałem to kiedyś gdy rankiem wracałem do akademika. Ludzie jadący do pracy mieli takie puste oczy. Czy ja też mam takie kiedy jadę co rano do pracy???

Tags: ,

“Lustro”

Posted in Tak zwane wiersze on listopad 20th, 2008 by Duncan

Patrzę na siebie z boku
Stojąc po drugiej stronie lustra
Widzę siebie beztroskiego
Bez reszty oddanego radosnej zabawie
Nie myślącego o niczym niż tylko przyjemność
Z za lustra tylko patrzę
Bojąc się zaciśniętymi bezsilnie pięściami
Kruchą tafle naruszyć
Stoję i patrzę
Krzyczę
Wiem, co mam zmienić, co zrobić
Z za lustra swojego głosu jednak nie słyszę
…może nie chce
Widzę siebie bawiącego się
Roześmianego
Upojonego radością życia
Niczym narkotykiem
Łaknącego kolejnej dawki
Nie baczącego na nic poza nią
Gdy demon idzie spać
Budzi się rozum i stara się to wszystko naprawić
Ale noce są zbyt krótkie, a lustro byt mocne
…aby je zbić
Budzi się demon
Na dzień dobry wciągając nosem kreskę beztroski
Oczy błyszczą tak mocno, że nie widać lęku
Tlącego się na ich dnie strachu przed jutrem
…i przed wczoraj
…i przed dzisiaj
Tłukę zaciśniętymi bezsilnie pięściami w gładka tafle lustra
Zostawiam czerwone ślady patrząc jak on upaja się życiem
Krzyczę błagam
On nie słyszy…nie chce?
Na gładkiej pokrytej czerwienią tafli lustra widzę pierwsze pęknięcia

ΞΟΞ

Napisałem to kiedyś w przypływie podłamania spowodowanego pracą. Heh…szkoda gadać.

Tags: , , , ,

Bełkot…i co nieco o interpretacji

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych on listopad 19th, 2008 by Duncan

“Efekt Motyla”

Jedna Chwila przystanęła
By na zegar wszechrzeczy popatrzeć
Chwila nic nieznacząca wypadła z obiegu
Jeden moment, jedno spojrzenie, jedna myśl
Świat płonął
Krzyk ofiar niósł się ulicami zniszczonego miasta
Chwila stała i patrzyła w zachwycie jak zegar wszechrzeczy mieni się i błyszczy
Zimny wiatr świat owiał, świat wilczej zamieci
Gdzieś w oddali brzęczały z sobą starte dwa miecze
Precyzyjny mechanizm przyciągał Jej wzrok jak magnez
Czuła się kochana rozumiana wyjątkowa
Wyrwała się z kieratu innych szarych chwil
Z nic nieznaczącej masy chwil
Stojący pod ściana więźniowie przyjmowali swą porcje ołowiu
Ideały konały w cieniu atomowych grzybów
Zegar wszechrzeczy tykał zagłuszając kroki
On stanął za Nią
Chwila go nie słyszała
Tak ona jak i te wszystkie, które utknęły tu przed Nią
Poczuła tylko zimny pocałunek martwego kochanka
- Przykro mi – szepnął
Wszechbyt się Jej sprzed oczu usunął
Pewni ludzie niby przypadkiem spletli swoje dłonie
U stóp zegara życie uciekało z Chwili
…co własnej wagi nigdy nie dostrzegła

Heh…taki pseudofilozoficzny bełkot. Trochę dawno mnie nie było ale cóż wydac miałem zbyt dobry humor by pisać :)
Dla ścisłości humor nadal mi dopisuje.
To niesamowite jak praca zabiera czas. Wszystko tak szybko się zmieniło. Nie minęło pół roku a ja mam narzeczoną, nastąpił znaczny wzrost mojej samodzielności:P myślę o rodzinie, dzieciach, planuję ślub. Szybko się to wszystko dzieje.

Chyba czas nauczyć się doganiać marzenia…wszystko jest dużo trudniejsze jednak wystarczy odrobina więcej wysiłku i wszystko idzie tak jak powinno.

Dobra muszę biec czas goni…

Ps. Interpretacja utworu literackiego – rodzaj analizy naukowej, mającej na celu wyjaśnienie i wydobycie wewnętrznego sensu utworu literackiego.

Tak się zastanawiam. Skoro jest tak wiele różnych punktów widzenia to jak jeden utwór literacki może być interpretowany na jeden sposób. Kiedyś ktoś mądry powiedział mi, że nie ważne jest to, co się mówi tylko to jak odbiorą to inni. Wobec tego zależy wziąć pod uwagę, że każdy może na swój sposób interpretować wiersze czy sztukę abstrakcyjną. Jedna słuszna interpretacja jest możliwa tylko wtedy, gdy mamy do czynienia z przekazem prostym. Przekaz złożony, jakim z całą pewnością jest abstrakcja umyka moim zdaniem jednoznacznej interpretacji…w świetle tego naprawdę nie rozumiem, dlaczego uczyć się o tym, co miał na myśli poeta pisząc dane dzieło. Zwłaszcza, że zwykle autor „jedynej i słusznej” interpretacji szkolnej nie tyle nie znał autora dzieła, co nawet nie, żył w jego czasach. HOWG! :P

Tags: , , ,

O rzeczach oczywistych cz.3

Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych on listopad 19th, 2008 by Duncan

„Bałwan”

Stał biały na śniegu z trzech kul złożony
Na głowie miał garnek a w dłoniach miotłę
Oczy czarne dwa węgle i nos z młodej marchewki
Stał bałwan na śniegu, stał kochanek Zimy
Pani jego piękna drzewa bielą pokryła
Na szybach okiennych wiersze mu pisała
Pieściła swego kochanka czułym mroźnym dotykiem
Obsypywała śniegiem i otulała zamiecią
Stał Bałwan potężny, stał kochanek Zimy
Z garnkiem zawadiacko zsuniętym na dwa węgle
Gdy nadeszła wiosna do umizgów stanął
Był piękny i lśniący dla swej nowej Pani
Choć wieczorem jeszcze oddawał się Zimie
Ta ze smutkiem patrzyła jak Bałwan się stapia
Jak z Pana samej Zimy tak niegdyś dumnego
Marnieje i ginie pod Wiosny dotykiem
Która tylko ogrzać chciała, jego zimne serce
Zimniejsze od Zimy, która go kochała
Stoi bałwan na trawie z każdym dniem zieleńszej
Marchewkę ptak porwał
Węglem ktoś stłukł okno
Jednooki bałwan miotłę ściska w dłoni
Wiosna czule go gładzi kołysankę śpiewa
Zima gdzieś daleko innego księcia pieści
Pod resztą bałwana zakwitły przebiśniegi

To niesamowite jak wszystko zatacza krąg, jak jest powiązane i ze sobą splecione. Przyroda jest tak skonstruowana, że nawet śmierć nie jest bezowocna i czemuś służy. Człowiek jest w pewnym sensie zaprzeczeniem naturalnego łańcucha. Gdzie się pojawi to pomimo praw i pozornego ładu który z sobą niesie zaprowadza chaos i zniszczenie. Człowiek jest najbardziej niszczycielska siłą, jaka przetoczyła się przez ten świat od 65mln lat…choć tu można spekulować kto tak naprawdę narobił większych szkód. Tak po prawdzie to z powodu braku innej rasy inteligentnej (takiej, która wykształciła cywilizacje - więc delfiny odpadają) w obszarze naszych działań nie możemy się z nikim porównać. Cywilizacja osiągając pewien poziom przestaje dostosowywać się do wymogów środowiska i zaczyna sama kształtować sobie dogodne warunki. Pytanie czy cywilizacja może jednocześnie kształtować sobie dogodne warunki do rozwoju nie zaburzając jednocześnie naturalnych cyklów. Sadzę, że tak. Problem polega tylko na tym, ze byłoby to trudniejsze. Ludzkość jako całość nie lubi trudności. Jeśli możemy coś zniszczyć lub wkomponować to w nasze otoczenie to na wszelki wypadek to niszczymy, a dopiero potem rozważamy inne opcje. Koniec końców staramy się to „odtworzyć”, ale chęci są szczytne, a wychodzi pokraka, co dobitnie pokazały np. indiańskie rezerwaty. Najgorsza jest świadomość, że piszę o czymś, co miałoby szanse zaistnieć tylko w wypadku globalnego kataklizmu, który przetrwała by jedynie garstka ludzi. Choć obawiam się, że i to by niczego nie zmieniło. Zastanawiałem się, jaka to cecha zaburza naturalna równowagę. Uważam, że jest nią chęć władzy. W tak olbrzymim „stadzie” jakim jest ludzkość władzę najlepiej uzyskać przez danie ludziom tego co ułatwi im byt. Nie następuje to naturalnie jak u zwierząt przez dominacje fizyczną czy szczególne zdolności. Ludzie chcą, żyć łatwiej i przyjemniej. Tylko my i koty dążymy do szczęścia. Zapewnienie ludziom szczęścia przez jednostki stojące na czele „stada” wiąże się z ułatwianiem im życia. Niestety wiąże się to z tym, że ludzie dający te ułatwienia w spojrzeniu na skutki swojego działania nie wykraczają poza jedno pokolenie. Należy przy tym zauważyć, że systemy demokratyczne skróciły ten okres z jednego pokolenia do jednej kadencji.

Nie nawołuje w żadnym wypadku do porzucenia cywilizacji, odziania się w skóry i polowania na autobusy (tam jest mięso). Tylko doszedłem do wniosku, że nie ma jakiegoś szczególnego celu w tym, że człowiek jest na świecie. Po prostu powstaliśmy w toku ewolucji, bo bogowie tak chcieli, bo taka była kolej rzeczy (no chyba, ze faktycznie celem ludzkości jest odessanie ropy spod powierzchni chorej Ziemi;). Może jako kaprys, ale bez konkretnego przeznaczonego odgórnie celu. Jesteśmy częścią pewnej całości i czasem warto przystanąć na chwilę i pomyśleć, że to My jesteśmy Jej częścią, a nie Ona częścią Nas. Z tego powodu warto tą całość szanować i spojrzeć czasem dalej niż tylko na jedną kadencje czy pokolenie do przodu.
Jak to się, zatem ma do tego, że co napisałem wcześniej? Do tego, że od pewnego momentu to cywilizacja kształtuje sobie warunki dogodne do rozwoju. Obawiam się, że jest to kształtowanie pozorne. System, w którym żyjemy jest tak olbrzymi, że trudno mówić o jego kształtowaniu, gdy mówimy w skali tak mikroskopijnej jak jedna planeta. Nawet, jeśli to wpływa na nas tak wiele czynników, z których nie zdajemy sobie sprawę. Kształtujemy środowisko, wokół, ale ono odpowiada bardziej odpornymi roślinami, trudniejszymi do zwalczenia wirusami. Działania cywilizacyjne prowadzą do zatruwania tego, co jest wokoło. Pytanie, kiedy zniszczymy tak wiele, że zacznie to przeszkadzać tzw. cywilizowanym ludziom.
Nie patrzymy do przodu. Zamykamy się w czasie ograniczonym tylko dla nas i nie martwimy o to, co będzie, gdy nas zabraknie. Bo, po co…

Tags: , , , ,