Duncyk o rzeczach oczywistych cz. kolejna ;)
Posted in Duncyk o rzeczach oczywistych on kwiecień 20th, 2010 by DuncanJa wiem, że nie napisze poniżej niczego o odkrywczego, ale tak jakoś mnie ciśnie, aby się wypowiedzieć na kilka tematów.
Zacznę od tego, że można z pewnym uogólnieniem powiedzieć, iż po tragedii w Smoleńsku cała Polska zjednoczyła się w wspólnej żałobie. Życie stracili tam ludzie, których w zasadzie wszyscy znamy. Niektórych szanowaliśmy, niektórymi przeciwnie, wręcz pogardzaliśmy. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet Ci, z ofiar, z których poglądami się nie zgadzałem byli ludźmi, którzy starali się zmieniać Polskę na kraj z ich punktu widzenia - zwykle niestety różny od mojego - lepszy. Uważam, że wobec tego należy uszanować ich śmierć.
Niestety, uszanowanie śmierci, a robienie z nich męczenników i to sprawy zupełnie różne. W chwili obecnej media skupiają się na gloryfikowaniu każdej z ofiar katastrofy jakby za życia byli niemalże świętymi. Nie twierdzę, że należy ich rozliczać czy coś takiego, ale moim zdaniem uszanowanie czyjegoś życia nie oznacza przypisywania mu wyolbrzymionych bądź wyimaginowanych zasług. Tak, więc z trudem powstrzymuje kpiący uśmiech, gdy widzę internetowe posty wychwalające ludzi, których jeszcze kilkanaście dni temu opluwano i którym złorzeczono.
Co się natomiast tyczy sprawy internetowych postów to hipokryzja internautów jest czymś niesamowitym. Ludzie korzystając z dobrodziejstw pozornej anonimowości internetu wypisują takie teksty, że włosy na głowie dęba stają. Z jednej strony nawołuje się do wyciszenia, refleksji i zadumy nad tragedią by zaraz wyzwać każdego, kto ośmieli się mieć inne zdanie niż tłum. I to zwykle z użyciem licznych słów powszechnie uważanych za wulgarne lub odnoszących się do domniemanej orientacji seksualnej opluwanego.
Gdzieś tam we mnie kiełkowała mikroskopijna nadzieja, że ta tragedia naprawdę sprawi, że Polacy będą…hmm, dojrzalsi w dyskusji, bo chyba to jest to, co najlepiej ujmuje tą nadzieję. Oczywiście realistyczna część mojej natury szybko ubrała glany i z dziką szyderczą radością zadeptała nadzieję niczym tlący się niedopałek (rany ale poetycko:P). Swoją droga zawsze strasznie bawiła mnie forumowa mierzalność inteligencji. Zakłada ona, że dopóki masz poglądy zbieżne z większością forumowiczów dopóty pozostajesz osoba inteligentną. Niestety jak tylko ośmielisz wyrazić w tej „dyskusji” zdanie odmienne - nie ważne jak logicznymi i sensownymi argumentami dysponując - to zaraz zjawia się na forum taki „mierzacz intelektu”, który stwierdza, że dana osoba jak i grono, w którym się ona obraca są wyjątkowo mało inteligentne i dyskusja z kimś takim nie ma najmniejszego sensu. Siła tej retoryki uwidacznia się szczególnie w nurcie dyskusji na temat miejsca pochówku pary prezydenckiej oraz ewentualnych zarzutów o hipokryzje internetowych żałobników.
Właśnie, żałoba. Nigdy nie rozumiałem instytucji żałoby narodowej, zawsze ją bojkotowałem i choć tym razem nie marudzę na jej wprowadzenie - w końcu ogrom tragedii jest naprawdę wielki - to jednak jakoś mnie śmiech bierze na ten patos, morze łez i inne takie. Ja rozumiem, że zginęli ludzie, ale rozpatrujemy to z dwóch punktów widzenia. Po pierwsze odeszli ludzi, którzy maja znajomych i rodzinę. Rozumiem, że właśnie oni są w żałobie, że oni tęsknią i, że ich życie zmieniło się po tej stracie. Moje się nie zmieniło, dlaczego więc mam płakać i bić się w pierś. Jak ktoś chce to proszę bardzo, ale nie podoba mi się presja, jaką wywierają media i cała masa ludzi, którzy są w żałobie pod wpływem trendu. Drugi punkt, z jakiego można spojrzeć na tą tragedię to utrata ważnych dygnitarzy państwowych. Szczęśliwie państwo jest tworem, którego twórcy hipotetycznie założyli możliwość wystąpienia takich zdarzeń jak katastrofa w Smoleńsku. Wiem, że zabrzmi to brutalnie, ale nie ma ludzi niezastąpionych i choćby nie wiem jak wychwalano tragicznie zmarłych polityków to na ich stołkach ma, kto zasiąść. Więcej, uważam, że całe to gadanie o tym jak trudno piastować stanowisko po zmarłych kolegach to można sobie między bajki włożyć. Polityka nie jest miejscem, w którym liczą się sentymenty. Owszem ludzie Ci na pewno cierpią po stracie znajomych, niejednokrotnie przyjaciół. Nie oszukujmy się jednak. Politykiem nie zostaje ktoś, kto kieruje się w życiu sentymentem i sercem. Polityk musi myśleć, a myślenie nakazuje, aby po oczekiwanym przez wyborców okresie żałoby zabrać się do pracy i starać zapewnić ciągłość polityki własnego ugrupowania i państwa.
Tak, więc zastanawiam się, czy opłakujemy ludzi czy stanowiska. Bo jeśli ludzi to nie widzę sensu opłakiwać kogoś, kogo się nie znało - bo tak naprawdę ich nie znaliśmy. Jeśli stanowiska…cóż opłakiwanie stanowisk mówi samo za siebie.
Trzecia sprawa, która mnie mierzi to ciągłe porównywanie katastrofy do zbrodni w Katyniu i chory polski mesjanizm. W 1940 roku w Katyniu zginął kwiat polskiej inteligencji. Ponad dwadzieścia tysięcy wykształconych polaków zamordowanych przez armie czerwoną. Więc zestawiając ich z niecałą setką ofiar w Smoleńsku, którą uparcie nazywa się kwiatem polskiej inteligencji jest moim zdaniem nieco żenujące. Polacy uwielbiają porównywać, ale to porównanie jest nie na miejscu. Gdy słyszę w mediach zapłakane głosy ludzi twierdzących, że tragedia ta zagroziła istnieniu Polski, jako kraju to naprawdę załamuje ręce na głupotą obywateli. Ja rozumiem, że kogoś to mogło dotknąć, ale tego typu teorie są, co najmniej bzdurne i świadczą i żałośnie niskim poziomie wiedzy z zakresu funkcjonowania Państwa. Oczywiście zaraz przy tym pojawia się lament o tym jak to Bóg (ten rzymskokatolicki rzecz jasna) doświadcza polski naród. Ludzie wyluzujcie i spójrzcie choć czasem poza czubek własnych nosów! Jeśli Polska jest doświadczana to co maja powiedzieć dzieci w Afryce, ofiary konfliktów na bliskim wschodzie czy Bałkanach? Jak mają się czuć narody które naprawdę od wielu lat cierpią jeśli kraj taki jak polska uważa się za „doświadczany przez Boga”. Niestety my zamiast coś robić wolimy siedzieć na tłustych zadkach i marudzić jak nam źle, niedobrze i jak nas historia doświadcza.
Pozostając przy temacie porównań to musze przyznać, że bardzo rozczarował mnie Pan Rymanowski, który jest (był??) naprawdę wyśmienitym reporterem i prowadzącym, ale porównując katastrofę w Smoleńsku do śmierci Jana Pawła II chyba nieco przesadził. Śmierci Papieża się spodziewaliśmy, był on człowiekiem w słusznym wieku i bardzo schorowanym. Ponadto, co najważniejsze, śmierć ta nie miała bezpośredniego wpływu na polską politykę tak wewnętrzną jak i zewnętrzną. Tragedia Smoleńska, choć - wbrew temu co lansują media - istnieniu Państwa nie zagraża to na pewno w istotny sposób odciśnie się na jego funkcjonowaniu zwłaszcza w wypadku Prawa i Sprawiedliwości, które straciło najwięcej członków.
Ukoronowaniem dziwacznych, porownań była jednak wypowiedź prezentera zdaje się Polsatu, według której śmierć Prezydenta i podróżujących z nim ludzi była hołdem dla ofiar Katynia. Byłem w takim szoku, że nawet nie spamiętałem nazwiska owego redaktora. No, bo skoro był to hołd to ja rozumiem, że samolot rozbił się specjalnie!? Normalnie słów brakuje. To teraz jak ktoś ma wypadek samochodowy koło Oświęcimia to jest to hołd dla ofiar holocaustu. Bo tak wynika z wypowiedzi Pana redaktora.
Inną kuriozum jest powtarzana w mediach opinia, że Polska została osierocona. Będę wredny i przeanalizuje ten zwrot dokładnie. Ojczyzna z racji formy żeńskiej powszechnie uważana jest za matkę swych obywateli. Jest to utarty poetycki obraz matki ojczyzny roztaczającej swą piecze nad obywatelami, którzy występują w tej konstrukcji, jako Dzieci. Zastanawiam się jak wobec powyższego matka może zostać osierocona tracąc dzieci!? Oczywiście można uznać, że stwierdzenie to jest prawdziwe, ale wtedy musimy założyć, że to Para prezydencka była instytucją rodzicielską nad osieroconą Ojczyzną. Takie założenie prowadzi jednak do punktu, w którym zakładamy, że dwoje ludzi stoi nad ojczyzną, a to jest już niezdrowe.
Tego typu przypadków można wymienić znacznie więcej począwszy od jawnie homofobicznego sobotniego kazania w Katedrze św. Jana po rozważanie męczeństwa Pana Kurtyki. Jednak całą sytuacje podsumowuje najlepiej fakt, że na pogrzeb do Krakowa po mimo pięknej pogody zamiast zapowiadanego miliona przybyło niecałe 40tys. Poza tym muszę przyznać, że bardzo nie żałobnie wyglądali ludzie z uśmiechem machający do kamery.
Koniec końców dochodzę do wniosku, że media podeszły do całego zdarzenia bardzo nieprofesjonalnie i obłudnie. Głośno podnoszono temat zadumy, wyciszenia i żałoby, podczas gdy serwisy medialne prześcigały się w sensacyjnych tematach i żerowały na ludzkich tragediach nakręcając poczucie wielkiej smuty. Trochę to wszystko było dla mnie nieszczere. Bo jeśli ktoś nosił żałobę w sercu to ja naprawdę to szanuje. Tyle tylko, że tym czego na pewno media nie zrobiły to nie pozwoliły się ludziom wyciszyć…ale gdyby pozwolili spadła by oglądalność. Ot prawa rynku.
Teraz, gdy jesteśmy już po żałobie, po sporach dotyczących brukania Wawelu czas wrócić do normalnego życia. Wiem doskonale, że niewiele się ono będzie różnić od tego przed katastrofą. Mam tylko nadzieję, że moje obawy się nie spełnią, że nasze społeczeństwo po mimo tragedii potrafi myśleć i kiedy przyjdzie wybierać będzie kierowało się rozumem, a nie wykreowanym przez media i spin doctorów współczuciem.











